|
|
Od dłuższego czasu nie doświadczyłem nic nowego odnośnie OOBE. Strach przed tym co mogę zobaczyć w tym "bardziej realnym" świecie skutecznie odciągał mnie od poważnych prób. Zamiast tego zająłem się swoimi czakrami. Przyznaję, że gdy pierwszy raz usłyszałem o czakrach pomyślałem: "ok, w wychodzenie z ciała jestem w stanie uwierzyć (zanim jeszcze usłyszałem o OOBE, wierzyłem, że to możliwe) ale te czakry to już jakaś bajka". Te kolory tęczy, i kwiaty lotosu powodowały mój sceptycyzm. Jeszcze tylko białego jednorożca brakuje. Zastanowiło mnie jednak to, że podczas prób wyjścia w OOBE, im bardziej się staram wyjść, tym czuję silniejszy ucisk na czole. później ten ucisk towarzyszy mi często przez kolejne kilka dni. Miliony ludzi na świecie traktuje czakry jak coś oczywistego, w dodatku ten ucisk... Warto się tym zainteresować. No więc zacząłem medytować. Moje medytacje nie są regularne, ani jakieś hiper głębokie, często to zwykłe siedzenie po turecku, słuchanie "uzdrawiających" nagrań z Youtube, i próby ujarzmienia myślotoku. Buddy raczej ze mnie nie będzie, ale udało mi się rozbudzić ten sam ucisk w pozostałych czakrach. Nie było by o czym pisać, gdyby nie to, że od jakiegoś czasu każdej nocy zapamiętuję sny. Zaczęło się to od pewnego wieczora, kiedy wygrzebałem z Youtube kolejne "cudowne" dźwięki do medytacji. Wypróbowałem je, i muszę przyznać, że faktycznie działo się coś więcej niż zwykle. Zaznaczę od razu, że medytowałem wtedy na trzecie oko. Tej nocy spałem jakoś dziwnie. Powiedział bym lekko, ale to nie do końca to. Po prostu granica między snem a jawą była trochę zatarta. Obudziłem się o pierwszej w nocy, co raczej nigdy mi się nie zdarzało, i pamiętałem dokładnie, że śniło mi się jakieś ponure miasto, a że nic w nim się nie działo, to postanowiłem że się obudzę. To trochę dziwne, bo mam twardy sen, i nigdy nie pamiętam co mi się śniło. Następnej nocy tak po prostu pamiętałem swój sen, Kolejnej nocy też. w ogóle pamiętam każdy szczegół we wszystkich snach od tamtego wieczora. Nie spodziewałem się, że śnię o takich idiotyzmach heheheh. Oczywiście wciąż używam tych nagrań. Jedyny problem w tym, że ciężko znaleźć cichy kąt do medytacji.
Przeżyłem w życiu dziesiątki powątpiewań teologicznych. wahałem się między religiami, bo każda miała niezbite dowody na swoją prawdziwość. Stwierdziłem, że wszystkie religie bazują na prawdzie, a reszta jest zmyśloną historią, żeby wszystko trzymało się formy. Ostatnio czytałem mnóstwo na temat Hinduizmu, chrześcijaństwa,i trochę o islamie. Zacząłem zauważać powiązania między odrębnymi religiami. Mam już tego dosyć. chcę wiedzieć jak jest naprawdę. Która część nurtów religijnych jest prawdą, a która jest dopowiedziana przez ludzi. Zirytowany postanowiłem wymodlić po chrześcijańsku odpowiedź na pytanie "Jak wygląda ta prawdziwa religia?" Wczoraj poprosiłem w modlitwie o Wiedzę. Chciałem po prostu zrozumieć mechanizm wszechświata. Dzisiaj grzebiąc w necie natrafiłem na coś niesamowitego. Jestem pewien, że to odpowiedź na moją modlitwę. Księga Urantii Ciekaw jestem czy ktoś z forumowiczów czytał tą książkę. Przeszukam forum, i może założę temat, jak nic nie znajdę. I jeszcze link do treści "Księgi Uratii" Treść Księgi Uratii
Pojąłem dzisiaj, że tydzień temu miałem swoje pierwsze (świadome) OOBE, z tym że byłem niedostrojony, i uznałem to za LD. Następnym razem pomacam dywan... Problem polegał na tym, że oczekiwałem jakiegoś Hiperrealistycznego świata. Nie wiedziałem, że trzeba dostrajać zmysły. Więc moje pierwsze OOBE było poćwiartowane na kilka kawałków. Próbowałem wtedy 4+1, i "zmęczony" tym leżeniem i spoglądaniem w ciemne nic, ułożyłem się do snu. chwilę później znalazłem się na środku swojego pokoju. Pomyślałem "przynajmniej mam LD o OOBE :)" postanowiłem trochę polatać. ruszyłem się z miejsca, i nagle obudziłem się w swoim łóżku. Rozejrzałem się dookoła, i walnąłem się z powrotem do wyra. Znowu miałem to "LD", i tym razem zdążyłem dolecieć do przedpokoju, zanim mnie cofnęło. W trzeciej części doleciałem do pokoju rodziców. Na łóżku leżała matka (w realu jest za granicą, więc byłem pewien że jestem w LD). Znów się obudziłem, i znowu zasnąłem, i znowu byłem w tym "LD" i tym razem poleciałem do pokoju rodziców, widziałem jak mama siedzi na łóżku i coś czyta, przeleciałem obok, i pomyślałem, że polecę do sąsiada. przeszedłem przez drzwi balkonowe, doleciałem do barierki, i obudziłem się w swoim łóżku. I tyle tego było. Obraz był trochę zamulony, a za oknem było ciemno, mimo, że w realu było już całkiem jasno. Wygląda na to, że miałem słabe OOBE z OSPUO. A w sumie kto wie co to było.
Weekend to idealny czas na ćwiczenie wychodzenia. Już w piątek po pracy poczyniłem przygotowania. Co prawda wciąż jestem na etapie ćwiczenia głębokiej relaksacji, jednak zawsze jest szansa, że wyjdę w trakcie 4+1. Mój plan ćwiczeń wygląda tak: o 21:00 ćwiczę metody z książki Monroe'a czyli głęboka relaksacja aż do wyłączenia zmysłów -> opanowanie wibracji -> enter the matrix Wciąż nie potrafię wyłączyć zmysłów... o 3:00 budzą mnie dwa budziki, i po godzinie staram się wyjść za pomocą 4+1. W metodzie Moena mam pewien problem. Moje lewe udo nie chce się zrelaksować, i "dyga" za każdym razem kiedy pogłębiam trans. To dosyć irytujące, bo parę lat temu, kiedy codziennie przeglądałem ostatnie strony "Życia przed życiem" potrafiłem przestać odczuwać ciało od szyi w dół jednocześnie oglądając telewizję i rozmawiając z rodziną. Metoda 4+1 nie wywaliła mnie jeszcze w astralne przestworza, chyba z tego samego "dygającego" powodu. Mimo to warto było budzić się skoro świt i próbować, bo gdy zrezygnowany usnąłem, miałem serię krótkich i intensywnych LDów w których przeżywałem OOBE. Fajne to było. Po przebudzeniu, mrowienie na ciele uzyskane podczas relaksacji wciąż nie ustępowało, i odczuwałem znajomy ucisk na czole, skroniach i między półkulami mózgu. Dawniej próbowałem się autohipnotyzować żeby poznać swoje wcześniejsze wcielenia. Metodę wziąłem z książki "Życie przed życiem" Raymonda Moody'ego. Znalazłem ją kiedyś na strychu. W sumie nie poznałem poprzednich wcieleń, ale poznałem świetną metodę na szybką regenerację sił po wysiłku, relaks, odstresowanie i bezinwazyjny środek nasenny. Pewnej parnej, letniej nocy nie mogłem zasnąć. To była taka noc, kiedy każde ułożenie ciała było niewygodne. Zacząłem się autohipnotyzować... W krótkim czasie przestałem czuć swoje ciało, i leżałem tak przez długi czas z nadzieją, że zaraz zasnę. Zamiast zasnąć, nagle poczułem się zamknięty we własnym ciele jak w pudełku. Widziałem przed sobą czarną kopułę, z maleńkimi błyskającymi iskrami i przestałem mieć wpływ na swoje ciało, które zdawało się spać. Słyszałem tylko rytmiczny, głęboki oddech i niezidentyfikowany pisk. Jako psycholog amator wytłumaczyłem sobie, że udało mi się uśpić ciało, i pozostać świadomym. Wystraszyłem się, że będę musiał spędzić cały czas zamknięty we własnym ciele, aż do świtu. Spanikowany zacząłem szamotać się, aż udało mi się ruszyć własnym ciałem. Dzisiaj żałuję, że nie poszedłem dalej... heheheheh gdybym wtedy wiedział tyle ile wiem teraz... Tamto wydarzenie zniechęciło mnie do eksperymentów z autohipnozą. Dlatego dzisiaj praktycznie zaczynam wszystko od początku. Znalazłem książkę i przypomniałem sobie to, co dawało mi tak duże rezultaty w relaksacji. Oczywiście rozluźniałem po kolei wszystkie partie mięśni, ale zapomniałem o jednym: Skupieniu na ciężarze ciała. To właśnie wmawianie sobie, że moje ciało jest ciężkie, że wgniata się w łóżko powodowało szybkie "znieczulenie". A skurcze mięśni mogą być efektem picia dużej ilości kawy. Kawa wypłukuje magnez, a niedobory magnezu powodują skurcze mięśni. W poniedziałek kupię sobie magnez, i postaram się pić mniej kawy... To tyle na dziś. Widok Okładki "ŻPŻ" przywołał we mnie dawne chęci do odkrywania swojej parapsychicznej natury. A teraz lecę się relaksować.
Mówiąc krótko wychodzenie mi nie wychodzi. Miałem kilka "dziwniejszych" stanów, ale w sumie nic bardziej niezwykłego niż za czasów autohipnotyzowania. Odkryłem, że cytryna jest cudownym środkiem nasennym. Nie trzeba nawet jej jeść - wystarczy wizualizować. Zauważyłem też, że moja siła woli jest na tak niskim poziomie, że nie wystarcza żeby podnieść mnie z wyra o 3PM. Zastanawiam się czy ucisk na czole to trzecie oko, czy może mózg mi siada od niewyspania. A może powinienem wreszcie uwierzyć w czakramy. W końcu wiara czyni cuda. I ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć... bo przygoda mojego życia przeleci mi przed nosem. |
|