|
|
Ależ wczoraj byłem bardzo bliski wyjścia! Było mniej więcej tak: Położyłem się jak zwykle spać o 23, leżałem ze 40 minut przechodząc w wyobraźni przez kolejne ponumerowane drzwi (moja technika utrzymania świadomości), nagle poczułem przyjemne drętwienie w nogach. Myślę sobie jest nieźle, łapie mnie paraliż. No i tak leżę i leżę aż nagle BUM! W oczach rozbłysk jak by ktoś zaświecił mi lampą prosto w oczy, uczucie niesamowitego "wgniecenia" w łóżko, szum w uszach zagłuszył wszystko inne a najlepsze było to że odczuwałem uczucie jakbym pędził gdzieś ze 100 km/h. Myślę sobie "wreszcie" no ale gdzieś tak po 3 minutach wszystko ustało, znowu ciemność... Ale myśl że byłem tak blisko mobilizuje mnie do dalszej pracy. Może dzisiaj się uda! |
|