|
|
To o czym sie tylko mowilo w moim przypadku stalo sie calkiem mozliwe:) jak sie zaczelo to oobe tak bywa w coraz czesciej a moze w miare czesto, niestety krotko poki co, ale mam nadzieje ze jakos sie wszystko rozkreci. Pomijajac te nic nie znaczace ( o ile mozna tak powiedziec) chcialbym zwrocic uwage na ostatnie. Tradycyjny pisk (kiedys mnie fascynowal - teraz raczej mnie irytuje), wirujaca przestrzen dookola i wyrzuca, najpierw delikatnie wysuwa mnie na bok, ot tak, wracam spowrotem, wyrzuca znow (nie wiem jak inni z problemem ponownego wyjscia ale jak mnie juz zacznie wyrzucac to sypie kilka razy:D) i tym razem wylatuje jak za 1 oobe przez kilka pieter, mysle sobie: kurde znow nie bede mial zadnej kontroli nad tym i jakims cudem postanowilem miec, postanowilem ze zwolnie i zobacze co dzieje sie na zewnatrz, za oknami, zobaczylem przez okna ( duze plastkiowe, kazde podzielone na 6 czesci, para okien na to 1 pietro (wylecialem chyba przez 3 zanim zwolnilem)), gwiazdziste niebo, na prawde czyste, nie moglem rozpoznac konkretnych kostelacji bo niewiele znam.. wielkiego wozu ani malego nie widzialem.. bylo po prostu nackane gwiazdami. no i wrocilem, cofnelo mnie. pozniej chyba mnie cofnelo. znow wyrzucilo i zobaczylem swoje rece i nogi, kompletnie biale, przezroczyste, dokladnie takie jak duchy, z delikatna poswiata, ale kompletna biel zadnych kolorow. znow cofnelo.. niby sie obudzilem.. ale czulem i wiedzialem ze to jeszcze nie to, ze to nie rzeczywistosc tylko sen i za chwile obudzilem sie na prawde, sprawdzilem czy nie mam zamienionej reki z noga i czy wszystko jest na miejscu :P bylo i jest:) pytanie zasadnicze.. ekspedycje z poziomu snu? czy incepcja na 3 poziom?:]
ostatniej nocy niestety.. nawet cienia oobe, energia sie wyczerpala czy jak.. wprawdzie moglem wprawic cialo w wibracje ale nic wiecej.. brakowalo tego czegos;] niemniej, czekaja mnie eksperymenty z nauka w stanie glebokiego relaksu i wyprobuje do tego biofeedback projektu set.h ktory wlasnie czeka na zmontowanie, zgromadzenie wszystkich elementow itd. nie ma sie co rwac, wszystko powoli, po co robic 2 razy;] najbardziej ciekawi mnie wynik eksperymentu ktory sobie zafunduje w postaci kursu szybkiego czytania, od dawien dawna za nic nie moge sobie tego przyswoic, przestawic sie, mimo mobilizacji, ale jednak braku czasu, byc moze mozna zaprogramowac samego siebie, przesterowac tak, by w koncu sie udalo.
po prawie roku przerwy od poprzedniego - jak mi sie slusznie wydawalo oobe - mialem kolejne. miedzy 00.00 a 01.00. procedura w moim wypadku standardowa i czesto stosowana nawet bez zamiaru oobe. czyli 10state + ochrona. czy wczorajszy dzien sie czyms roznil - przeczytalem troche podrozy Monroe'a. wiele zjawisk z tych ktore opisywal widywalem u siebie, aczkolwiek - nie wydaje mi sie ze wszystkie reakcje organizmu sa takie same. nie slysze np. klik-klak przy wychodzeniu. wyciaganie rzeczywiscie jest podobne choc nie tworze zadnych przecinajacych sie linii, nie ustawiam ich nad glowa, po prostu czuje jak sie odrywam i wysuwam z ciala. do rzeczy. bylo jak poprzednim razem bialo przed oczyma i przerazajacy pisk w uszach, krotkie, nawet malo intensywne wibracje. postawilo mnie do pozycji siedzacej i wyciagnelo mnie z ciala za nogi, ale jakos tak gwaltownie, nie czulem biurka, przez ktore musialo mnie przeciagnac bo stalo zaraz za nogami, ale zatrzymalem sie na szafie, probowalem przejsc, wlozyc w nia reke ale nie moglem. co wiecej, zaraz jakas sila ulozyla mnie na podlodze glowa w kierunku polnocy, doslownie jakbym byl metalem a to co mnie ciagnelo to magnes. Monroe pisal w swojej ksiazce zeby ukladac sie glowa w strone polnocna, ja lezalem w kierunku zachodnim przed wyjsciem, moze cos w tym jest. po tym ulozeniu na polnoc wstalem i podszedlem jakos do sciany obok drzwi, tez nie moglem jej przejsc. co wiecej wrocilem na lozko, ale nie widzialem siebie, wiadomo - w pokoju bylo ciemno, moze dlatego, ale gdy siadlem na lozku pamietam jedynie jak nieuporzadkowane bylo (w rzeczywistosci bylo idealnie ulozone). chcialem wrocic, polozylem sie na swoim miejscu, ale nic, pomyslalem o poruszeniu reka, noga, tez nic, zaczalem sie martwic - z reszta nie widzialem siebie, przestraszylem sie na dobre, modlitwy tez zdawaly sie bez efektu, kladlem sie na lozku w pozycji wyjsciowej, a tu znow bialo przed oczyma, wiracje, znow mnie wyciaga za nogi, wracam nerwowo na lozko, znow mnie wyciaga, wracam znow, teraz za glowe wyciaga mnie do pozycji siedzacej. az w koncu jakims sposobem otworzylem oczy i zobaczylem siebie normalnie w lozku, lezacego tak jak lezalem, z lekkim szumem w glowie (taki sam byl rok temu), niejako w pelni sil witalnych, czulem sie obudzony. nie wiem dlaczego nie mialem kontroli nad soba? dlaczego nie moglem przejsc przez sciane? Czyzby Opiekun obserwowal moje reakcje i nie pozwalal na wszystko? sprawdzal czy w ogole tam sie nadaje i czy sobie poradze? To mial byc jakis test? mimo, ze wtedy w astralu bylem strasznie przestraszony tym ze mam problemy z powrotem, to teraz mowie o tym zupelnie spokojnie i malo tego - nie czuje strachu, jestem az nadto dziwnie spokojny. Po 01.00 ponownie sie polozylem znow chcac wyjsc ale tym razem nie udalo mi sie wzbudzic wibracji mimo 10state, moze na jedna noc starczy. ten brak kontroli mnie zastanawia, nie wiem czemu tak bylo, tak jakby mna rzucalo.. za szybko mysle? ktos ma jakis pomysl?
Wczorajsza sesja imo podzialala - od momentu kiedy sie ogarnalem do pracy siedzialem non-stop do 4 nad ranem, pelna motywacja. Dzis powotorka z rozrywki. Najwazniejsze to umiec zapanowac nad wlasna psychika.
Dzis zapakowalem sobie brain+, z ciekawosci, czy przyniesie to jakis efekt, do tego zalaczylem sobie wizualizacje na ekranie komputera ale sesja zostala nieswiadomie przerwana w polowie.. telefon;/ Kolejna podjeta proba - dose + potrojna ochrona swietlna + praca nad soba. na czym polegala praca nad soba? z racji tego ze potrzeba potencjalnego zaliczenia duzej ilsoci materialu - wizualizacja (we wlasnej wyobrazni nie na ekranie kompa) pomyslnego zaliczenia testu. wyobrazilem sobie jak pisze test, a nastepnie widze swoj nr na liscie tych ktorzy zdali, kolejnym posunieciem byly afirmacje, powiedzialem sobie ze potrafie, dam rade, zdam, naucze sie, oczywiscie pomijajac wypowiadanie zdan w formie: nie bedzie to trudne (zauwazmy jak reagujemy na slowo nie - negatywnie, wiec staram sie go nie uzywac jesli chodzi o afirmacje), dalej kolejna kwestia bylo wyobrazenie sobie polaczen miedzy polkulami mozgowymi, samych komorek nerwowych oraz tego, ze ilosc polaczen miedzy nimi natych miast sie zwieksza, co ma sprawic ze wiedza bedzie szybciej przyswojona. Co zauwazylem podczas sesji - czulem jakby ucisk obu polkul w strone - jakby sciskaly sie ze soba. Pulsowanie miejsc na skroni, po lewej i prawej stronie twarzy, powyzej kosci policzkowych - kiedys facetka na matmie wspominala nam ze to wspomaga myslenie, wiec ufam ze udalo mi sie pozytywnie oddzialywac na te miejsca. podobnie miejsca tuz przed malzowinami usznymi (czyli ponizej tych poprzednich miejsc o ktorych wspomnialem), tez czulem ich nie tyle pulsowanie co pecznienie. Po samej sesji czuje sie bardzo zmotywowany do nauki (co prawda z motywacja chyba od dawna nie mam wiekszych problemow, choc bywaja kryzysy), a czy cala motywacja - ktorej de facto ludzie sie dziwia (stary jak ty tak dlugo mozesz w tym siedziec, ja to bym nie dal rady), jest wynikiem wlasnie takiej pracy nad soba? coz nie moge wykluczyc. osobiscie uwazam ze tak, ale wiadomo -zawsze mozna to podwazyc. inwestycja w siebie to najlepsza inwestycja. |
|