|
3 Stron
1 2 3 >
|
06.10.2008 - 12:59
|
I znów sukces! Jak ja się cieszę, że mi to z taką łatwościa przychodzi. Jestem za to bardzo wdzięczna! Nie muszę wstawać o 4:00 nad ranem. Wystarczy, że rano się już w miarę wyśpię i mam okazję (czytaj dziecko jeszcze śpi). Poza tym jestem zbyt leniwa, żeby wstawać w środku nocy. Myślę, że to wszystko zawdzięczam też mojemu mężowi. On wstawał około 4:00, gdy z przepustki musiał wracać do jednostki i ja się też przy okazji budziłam. No ale nie o tym miałam pisać.
Dziś rano obudziłam się o 7:45 i wstałąm, żeby zamknąć okno, bo w pokoju było bardzo zimno. Przy okazji sprawdziłam, czy mój synek jest przykryty, czy może marzł całą noc. O dziwo był przykryty. Położyłam się znowu do łóżka, a mały się obudził, przyszedł do mnie i włączył sobie bajki w tv. Ja miałam nadzieję, że uda mi się jeszcze trochę pospać, bo poprzedniej nocy imprezowałam, a tej siedziałam do późna bo rysowałam skrzydła. Mimo, że mały nie spał i TV był włączony, poczułam wibracje, zanim jeszcze usnęłam. Zdziwiłam się, ale i tak chciałam to wykorzystać. Poczułam tą cudowną lekkość, tak jakbym kołysałą się na wodzie, albo na wietrze jak trzcina. Pomyślałam, żeby się unieść nad swoje ciało, ale podniosła się chyba tylko górna mnie część. Z tej pozycji jakby siędzącej obróciłam się na czworaki i wstałam. Znowu pokierowałam się w stronę okna, ale tym razem nie próbowałam wyjść od razu, tylko sprawdziłąm, czy moja ręka przeniknie przez szybę. Przeniknęła. Już miałam przejść na drugą stronę, gdy wpadłam na pomysł by pójść zwiedzić mieszkanie. Niestety dobże już nie pamiętam wszystkiego. Wiem, że wyszłam z ciała dwa razy, ale co się działo w którym wyjściu, tego nie jestem pewna. Wyglądało to tak, że poszłam do przedpokoju i pokierowałam się do pokoju szwagra. Był ze swoją dziewczyną. Ona rzeczywiście u niego była, bo rano przed szkołą przyszła. Nagle moja świadomość zaczęła zanikać i wróciłam do ciała. Za drugim chyba razem, gdy udało mi sę wyjść, popatrzyłam na swoje ciało. Właśnie sobie przypomniałam, że miałam fryzurę jakoś sprzed roku (hehehe). Nagle zaczęły się dziać ze mną dziwne rzeczy, nad którymi trudno było mi zapanować. Otóż pomyślałam sobie, że wyglądam jakbym byłą martwa. Po tym zaczęłam panikować jakbym zobaczyła nie wiadomo co, ale uzmysłowiłam sobie, że ten strach jest bezpodstawny. Przestałam panikować i poczułam ogromną nienawiść, chęć niszczenia i już miałam zaatakować swoje ciało, gdy nagle pomyślałam sobie co ja robię. Tak jakby ktoś złapał mnie za ręce jak dziecko. Ktoś zrobił to bardzo dyskretnie, bo dopiero teraz sobie to uświadomiłam i ciągle byłam przekonana, że sama sobie z tym poradziłam. Była obok mnie druga osoba, ale ja byłam przekonana, że to ja sama!
30.09.2008 - 09:39
|
Obudziłam się gdzieś po 7, bo usłyszałam hałasy za drzwiami. To była świetna okazja do wyjścia. Poczekałam, aż się uspokoiło w domu, potem jeszcze chwilkę poleżałam, próbując osiągnąć wibracje. Udało się. Kiedy chciałam wyjść, poczułam, że ktoś złapał mnie za nos i jakby próbował mnie ciągnąc za niego wyciągnąć z ciała. Na szczęście nie trwało to długo, a kiedy byłam już poza, nikogo nie widziałam. Postanowiłam wyjść przez okno na dwór, ale o dziwo znów nie mogłam przeniknąć przez szybę. To mnie jednak nie zmyliło jak poprzednio. Uchyliłam je i przecisnęłam się jakoś. Obraz był zadziwiający. Wiał chłodny, porywisty wiatr. Niebo było zachmurzone i szare, a dookoła rozciągała ię bezkresna równina pokryta trawą. Trawa była tak równa, że nie było nawet najmniejszego wzniesienia, ani dołka. w jednym miejscu niebo było kolorowe jak podczas zachodu Słońca. Próbowałam dotrzeć do horyzontu, ale sprawa nie była prosta. Miałam problem z utrzymaniem się w powietrzu. Tak czy inaczej mimo usilnych starań po chwili znowu znalazłam się w ciele. Chciałam spróbować jeszcze raz, ale nic z tego nie wyszło, bo usnęłam.
26.09.2008 - 11:04
|
Dziś w nocy stało się co następuje (hehehe). Jak codzień po godzinie 4 nad ranem się przebudziłam na moment po czym spowrotem położyłam się spać. Po jakimś czasie znów się przebudziłam i chciałam skorzystać z okazji i wyjść. Pojawiły się wibracje i wyszłam z ciała. Od razu chciałam wyjść przez zamknięte okno na zewnątrz jak poprzednio, ale chwila, chwila... Jak to? To nie OOBE? Czyję na czole zimną szybę. Nie mogę przejść? Próbuję włożyć dłoń w dłoń i... nic! Nie da rady. Pomyślałam, że to rzeczywistość i świadomość zanikła. Nie pamiętam co się potem działo. Szkoda, że nie wpadłam na pomysł, że to sen...
24.09.2008 - 09:24
|
Dzisiejszego ranka miałam kilka razy wibracje, ale nie mogłam się wydostać z ciała. Nie wiem co robiłam nie tak. Może za bardzo się spinałam, żeby wyjść. Bardzo mi na tym zależało. Stała się jednak rzecz pozytywna, bo po któymś już razie, gdy wibracje znikły poprosiłam NP, żeby wibracje znów się pojawiły i zanim skończyłam tę myśl poczułam silne mrowienie. Udało mi się podnieść niefizyczne ręce i nic więcej, prosiłam, żeby NP mnie wyciągnęli, ale niestety... Nie rozumiem, czemu nie chcą mnie wyciągnąć. Od początku robię to zupełnie sama i może to właśnie jest powód. Najważniejsze dla mnie jest to, że przestałam wątpić w ich istnienie!
22.09.2008 - 10:12
|
Pamiętam jak kręciłam się po pokoju i przypomniało mi się, że chciałam zwiedzić miasto. Był też mój mężuś. Pytał co ja robię, kiedy wdrapywałam się na parapet, by przez zamknięte okno wyskoczyć na zewnątrz. Powiedziałam mu, żeby poszedł za mną. Nie pamiętam tylko jak to się zaczęło, bo nie pamiętam wyjścia, więc możliwe, że to tylko LD. Tak więc szliśmy sobie ulicami miasta, którego osiedla pomieszane były ze starówką. Był ze mną mąż, dziecko i nie pamiętam kiedy, ale także pojawiła się moja teściowa. Próbowałam ją uświadomić, że to sen, ale ona miała focha i się spieszyła bodajże do fotografa, więc mnie nie słuchała. Ona w rzeczywistości zawsze wszystko wie lepiej, więc postanowiłam ją olać. W pewnym momencie wpadłam na pomysł, by zaczepić jakiegoś przechodnia. Miałam nadzieję, że spotkam kogoś interesującego, kogoś, kto mógłby mi powiedzieć co nie co o tym świecie. Zaczepiłam pierwszego lepszego mężczyznę, który szedł z kimś jeszcze. Zapytałam go kim jest i jak ma na imię. Nie odpowiedział mi, ale doskonale pamiętaam moment kiedy patrzył mi w oczy. Niby wyglądały jak zwykłe ludzkie oczy, ale w środku czułam, że to ktoś więcej, albo miałam nadzieję, że to ktoś więcej. Potem mężczyzna mnie objął i tak chwilę staliśmy wtuleni w siebie, jakby zakochani. Chciałam mu zadać wiele pytań, ale nie było okazji, ciągle odwracał czymś moją uwagę. Gdzieś obok towarzyszył nam ciągle mąż i dziecko. Koleś wspiął się na wysoki płot i zerwał dla mnie kwiat rosnący na szczycie krzewu i dał mi go. Po chwili poczułam, że nasze spotkanie dobiega końca i pora wracać... Szybkim krokiem ruszyłam w stronę domu. Znalazłam się w budynku podobnym do starego mieszkania mojej nieżyjącej już babci. Myłam ręce w zlewie i do domu przyszedł mały chłopczyk w wieku około 8-10 lat. Wiedziałam, że to ta sama osoba, która nam towarzyszyła podczas spaceru. Nie pamiętam po co przyszedł. Chyba coś mi przyniósł, ale nie jestem peewna. Skorzystałam z okazji i zapytałam go czy spotkał swoich NP (ja miałam nadzieję, że spotkam swoich). Odpowiedział twierdząco, a ja się do niego uśmiechnęłam. Pytałam chyba jeszcze o coś, ale nie jestem pewna. Potem ?sen? się skończył...
3 Stron
1 2 3 >
|
|