|
|
Dzisiaj, a właściwie to już wczoraj w nocy położyłam sie ok 2.30. Zaczęłam się roluźniać, jednak byłam bardzo śpiąca. Co chwilę odpływałam w sen, po czym niekontrolowane ruchy budziły mnie i w kółko. Nagle poczułam wibracje. To było dziwne, bo były w dwóch miejscach. Na twarzy! i gdzieś na nogach. Przez chwilę trochę mi wirowało w głowie, lecz po chwili wszystko ustało, łącznie z wibracjami. Chciałam jeszcze poczekać, ale nie dałam rady, bo po prostu odpływałam. Wreszcie dałam sobie spokój, odwróciłam się na bok i usnęłam:(
Po kilku nieudanych próbach, gdy zbyt wcześnie rezygnowałam, tej nocy wreszcie zaczęło się coś dziać. Położyłam się około drugiej w nocy. Zaczęłam rozluźniać wszystkie mięśnie. Gdy już skończyłam przypomniałam sobie zadanie z kursu: CZEKAJ. Czekałam cierpliwie. Nie koncentrowałam się zbytnio na niczym szczególnym. Właściwie pozwoliłam swoim myślom spokojnie wędrować, bo wiedziałam, że i tak nie zasnę. Po chwili poczułam, że odrętwienie, które zaczęło się w stopach i dłoniach powoli zaczyna ogarniać całe moje ciało. Nie wiem ile czasu to zajęło, ale wreszcie całe ciało było rozluźnione, czy raczej odrętwiałe. Po chwili poczułam wibracje. Właściwie nie mogę być w stu procentach pewna, czy to o takie wibracje chodziło, ale myślę, że tego nie da się z niczym pomylić. Wibracje zaczęły się jako poziomy pasek na wysokości klatki piersiowej. Wg rad R. Monroe'a zaczęłam je przesuwać w kierunku stóp i spowrotem w stronę głowy. Kilka razy zgubiłam je, ale po chwili wracały. Niestety zauważyłam, że parę razy zaczęłam napinać mięśnie rąk i myślę, że to przeszkodziło mi w kolejnych krokach. Choć zdziwiłam się, że to w niczym nie przeszkadzało wibracjom. Jakiś czas bawiłam sie tymi wibracjami, ale nie miałam pojęcia co robić dalej. Stwierdziłam, że wystarczy jak na pierwszy raz, tym bardziej, że za oknem już robiło sie jasno. Skończyłam około godziny 4.30 |