|
|
Uśpiłem ciało. Robiłem się coraz cięższy i cięższy, powoli opuszczała mnie świadomość. Wiedziałem że za chwilę usnę, ale ni stąd ni zowąd nagle moja świadomość stała się jasna a ciało uśpione. Nie śniłem, ani nie byłem przebudzony. Zawisłem w czerni nocy, ale też nie oddzieliłem się od ciała. Powodem porażki była nadmierna ekscytacja.
Na początku przebilem się przez sufit i rzuciłem w dół. Tak rozpoczął się lot. Miałem wrażenie że trwa to bardzo długo, jednak po powrocie, stwierdziłem patrząc na zegarek że zaledwie trzy godziny.
Wspinałem się na zygzakowatą piramidę. Nagle wystrzeliłem w górę. Słowo 'wystrzeliłem' wydaje się tu najbardziej odpowiednie. Dosłownie wyleciałem w górę jak pocisk armatni. Miałem przed sobą jakąś przybrudzoną białą powierzchnię. Wtedy zrozumiałem że to sufit do którego przylepiłem się nosem. Kiedy to zrozumiałem spojrzałem w dół na swoje łóżko gdzie spałem. Czułem się trochę nieswojo, zostałem w swoim pokoju rozglądając się dookoła a potem wróciłem do swojego ciała.
We śnie prowadziłem sklep urządzony w moim starym domu. Byłem jednym z współwłaścicieli. Potem sen zmienił się a ja znalazłem się wewnątrz Carrefoura. W tym momencie zrozumialem że to sen. Nagle uzyskałem pełną świadomość. Wiedziałem że śnie i ogarnęła mnie fala ekscytacji. Miałem też świadomość że kiedy energia śnienia się wyczerpie obudzę się w łóżku. Postanowiem wykorzystać czas. Właściwie to całą energię poświęciłem na rozmowy i podrywanie każdej napotkanej laski. Po jakimś czasie wszyscy zaczęli iść w jakimś kierunku. Poszedłem razem z nimi. Część weszła do windy a ja wraz z nimi. Winda ruszyła w górę ale zacięła się na półpiętrze. Jakoś udało mi się z niej wyjść. Pomogłem innym wydostać się z pułapki. Potem zebraliśmy się na najwyższym piętrze. Wszyscy łącznie ze mną położyli się na ziemii na prawym boku. W takiej też pozycji obudziłem się ze swojego snu.
Przez jakiś tydzień zasypiałem ok. północy i budziłem się o trzeciej z ołówkiem w ręce, żeby zapisać sen. Tym razem było inaczej. Poczułem jakbym spadł z łóżka a potem zobaczyłem swój pokój i okno. Poruszałem się po całym domu, zapodając myślą cel. Przeszedłem przez okno, ale zawróciłem. Zerwałem się o 2.37, spojrzałem na zegarek i skontrolowałem pozycję w jakiej śniłem. Leżałem na plecach z rękami skrzyżowanymi na mostku. Kolejna próba wyjścia nie powiodła się.
|