|
|
Wielki sukces :) To było zupełnie niespodziewane. Był wieczór Próbowałem wyjść jak zawsze lecz się nie udało, nastawiłem więc zegarek na 2:30. Wstałem po kilku minutach znowu zacząłem próbować wyjść, lecz kolejny raz zakończyło się to klapą, tym razem zasnąłem. Obudziłem się samoczynnie koło 6:20. Leżałem sobie na łóżku i myślałem o pewnej osobie z zamkniętymi oczami. Nagle zupełnie niespodziewanie, bo zupełnie nie starałem się wyjść. Poczułem jak się odklejam. Znałem już to uczucie bo wyszedłem już w ten sposób już kiedyś. Odkleiłem się od ciała i nagle wyfrunąłem przez okno. Za bardzo nie wiedziałem gdzie lecieć, nie panowałem nie kontrolowałem tego. Od razu po wyjściu chciałem znaleźć się przy pewnej osobie. I od razu po wyjściu zacząłem lecieć. Więc nie hamowałem tego obserwowałem co się dzieje. Rozglądałem się dookoła, to było cudowne. Patrzyłem z kilku metrów jak wszystko mijam, po kilku minutach a wręcz w niespełna minucie opuściłem miasto i zacząłem lecieć dalej. Minąłem wieś jedną, ale pomyślałem sobie jak długo mogę tak lecieć. Leciałem już w końcu kilka minut, więc nagle zatrzymałem się przy drugiej wiosce, nie pamiętam jej nazwy bo napis był troszkę zamazany a ja szybko leciałem. Ale wiem, że nazwa wioski zaczynała się na literę "T". A więc zatrzymałem się w tej wiosce koło budowanego domu. Poprosiłem w myślach opiekuna lub jakąś dobrą istotę. Aby pomogła mi się dostać do tej osoby do której chciałem się dostać i chyba leciałem do niej. Obróciłem się na chwile i o dziwo zobaczyłem bardzo wyraźną postać. Była to mała postać jakieś 80 cm wysokości maksymalnie, skakała w moim kierunku. Była to postać w kształcie bałwanka, składała się z dwóch białych kulek. Jedna duża o średnicy około 50 cm a druga około 20 cm. Miała dwa duże oczka wielkości i w kształcie kurzych jaj. Były te oczka całkiem niebieskie. Ta postać wyglądała bardzo, że tak powiem niewinnie, przyjaźnie. Uśmiechała się do mnie i skakał do mnie, bo poruszała się skacząc tak jak piłka. odbijała się od asfaltu i zbliżała do mnie. Zbliżyła się do mnie, więc poprosiłem ją o pomoc, aby przeniosła mnie do pewnej osoby. I nagle przeniosłem się, dosłownie momentalnie znalazłem się w kuchni. Ale nie wiem w jakim miejscu bo nikogo tam nie było. Żałuje że się nie rozejrzałem. Po chwili wróciłem do ciała. Zastanawia mnie, jednak kim była ta postać
20.04.2008 Kolejna próba wyjścia, tym razem 5 razy udało mi się osiągnąć wibracje. Ale hałas w domu zakłócał wszystko. Przez niego w chwili wibracji zaczynałem tracić koncentrację. Dziwne jest to, że przed pierwszymi wibracjami upadł pasek z kolumny i rozległ się huk. Ale mimo to próbowałem dalej pokonać wibracje. W końcu nerwy mi puściły, włożyłem watę do uszów ale to nie wiele pomogło. koncentrowałem się na tym aby wyciszyć słuch. O dziwo odczułem jak bym poruszał watą do wewnątrz jak i na zewnątrz. Ale na tym dałem sobie spokój, nie miałem ciszy więc nie byłem w stanie wystarczająco się skoncentrować, a szkoda :(. A co do wibracji to były jakieś dziwne. Pierwszy raz miałem wibracje w górę i w dół, co było inne gdyż kiedyś miałem wibracje w lewo i prawo. Ale zaletą jest to, że mimo tak dużego hałasu udało mi się osiągnąć wibracje. Jednak wygasały :(
Kwiecień 2008 Cóż minęły ponad dwa lata, a mnie systematycznie ciągnie do powrotu. Pierwsze próby po dwóch latach zakończyły się fiaskiem. Ale dzisiaj było inaczej czułem, że osiągnąłem już wyższy stan. Tyle, że niestety gdy mi się to udało, to nagle w pokoju zaczął się ruch. To ktoś wszedł ktoś wyszedł, telefon zaczął dzwonić. Tak więc miałem pecha, ale co najważniejsze. Mimo iż to wszystko zakończyło się fiaskiem zauważyłem wyraźną tendencje, idzie mi coraz łatwiej. Dzisiejszej nocy udało mi się osiągnąć stan wyższej świadomości po 25 minutach. Co jest niewątpliwie rekordem, kolejna zaleta tych prób to opanowanie. Wiem co będzie po wyjściu, ponieważ już miałem z tym do czynienia. Tak naprawdę to wyjście z przed dwóch lat mnie zmieniło pod tym względem. Oraz muszę przyznać, że nie kieruje się już technikami opisywanymi na stronach oobe. Zacząłem tworzyć własną technikę, która jest znacznie skuteczniejsza. Nie muszę już stosować techniki 4 + 1, ponieważ tak naprawdę ona mi przeszkadza. Dziś idzie mi dużo łatwiej, choć jeszcze nie wróciłem do oobe. To wiem, że jest to kwestia czasu. Może dzisiejszej nocy uda mi się, mam nadzieje jednak, że będzie cicho tym razem.
Zima 2007 Zbliżała się noc około 22:00, kładłem się spać. Po kilku minutach zacząłem odczuwać ciosy. Coś wbijało mi nóż w mostek, poczułem te ostrza wewnątrz. Poczułem jak krew wypływa mi intensywnie tymi ranami, czułem ciepło rozlewające się po brzuchu. Przyjemne ciepło, dostałem tak chyba przy piątej ranie zacząłem starać się z tego przebudzić. Dostałem jeszcze chyba dwa razy tym nożem w mostek, zanim się z tego wyrwałem. Udaje mi się wychodzić przez śmierć, wywołując ją w "LD". Ale tym razem było inaczej, to przyszło samo, nie chciałem tego wywołać. Położyłem się miałem pustkę w głowie a po chyba 5 minutach, jeśli nie krócej coś zaczęło mi wbijać noże w mostek. Zaniepokoiło mnie to, co mogło mi to wbijać, może było to tylko moje złudzenie. Ale działo się to po dziwnych zdarzeniach jakie miały miejsce.
Zima rok 2005 Co prawda opisałem, już to w jednym z postów. Ale nie zaszkodzi odnotować, rok 2005 to po raz pierwszy zetknięcie się z określeniem "OOBE" i zbieranie informacji. W tamtych latach w internecie istniała strona gwiezdnych wrót, zajmująca się tą tematyką. Na niej pogłębiałem wiadomości o "OOBE." Na początku podchodziłem do tego sceptycznie, ale zaintrygowanymi postami. I tymi samymi doznaniami zapisanymi w postach postanowiłem to sprawdzić. Zacząłem próby, pierwsze dwie próby zakończyły się fiaskiem. Ale ze względu na opisane na forum doznania, a doświadczałem ich w opisywanych układach postanowiłem nie poddawać się. Trzecia noc to było to, osiągnąłem to normalnie, bez metody przerywanego snu. Zaczęło się przez "LD", zazwyczaj przez "LD" jestem w stanie wyjść. Znalazłem się przed gigantyczną górą późno w nocy. Był to wyjałowiony teren, nie było tam życia. Byłem ubrany w biały fartuch, byłem naukowcem, obok mnie był drugi naukowiec. Ale nie zwracałem na niego uwagi, obaj patrzyliśmy na skałę. Nagle ze skały zaczęło wybijać bardzo mocne białe światło. W tym momencie poczułem czyjś oddech na plecach przy uchu. Poczułem się troszkę dziwnie, ale nie przeraziło mnie to. Nagle ruszyliśmy w tym kierunku, tak jak bym miał tam iść, po prostu przyglądałem się. Że światła wyłoniła się winda więc wszedłem do tej windy razem z drugim naukowcem. Był to związek radziecki, winda prowadziła do podziemi gdzie były prowadzone badania chemiczne. Winda się zamknęła, zaczęła jechać w dół. Włożyłem rękę do kieszeni i wyciągnąłem z niej fiolkę z jakimś płynem, niestety ta fiolka wypadła mi na podłogę windy. Rozbiła się, a z niej zaczął wydobywać się gaz. Zacząłem się dusić, wpadłem w drgawki. W tym momencie znalazłem się z nowy w swoim pokoju z wibracjami które nabierały na sile. Cały czas czułem czyjąś obecność. Nagle poczułem pierwszy raz w życiu to niesamowite uczucie. Miłość wielką dobroć, ale czułem zmieszane uczucia, z jednej strony wszystko co najlepsze, a z drugiej strach i obawa przed nieznanym. ten strach mnie cofnął, z mocnych wibracji zaczynały one wygasać, aż obudziłem się. Było to tak wspaniałe uczucie, że postanowiłem tam wrócić, następnego dnia wszystko przebiegało dużo łatwiej. w momencie pojawienia się wibracji. Po raz pierwszy pojawiły mi się bez "LD", ale pojawiło się coś jeszcze. Jakiś dziwny wymarły głos, szeptał mi coś do ucha w wymarłym języku. Nic nie rozumiałem, ale wpadłem w wielki strach, chciałem szybko powrócić do "CF", ale nie mogłem, starałem się koncentrować na palcach aby je poruszyć. Wkładałem w to niezwykłą siłę. Bynajmniej tak mi się zdawało, ale palec nie mógł się poruszyć. Po kilkunastu sekundach poruszyłem jednym potem drugim palcem. Wyrwałem się z wibracji i obudziłem. Usiadłem na chwilę, na około 4 minuty cały w szoku. Potem położyłem się do snu, nie chciałem już wychodzić. Jednak co się okazało, jak tylko zamknąłem oczy wszystko powróciło. Ale tym razem w bardzo szybkim tempie, przeszło w ciągu niecałej minuty z nów pojawiły się wibracje i ten przerażający szept. Udało mi się wyrwać z tego stanu, za wszelką cenę starałem się zmusić umysł do myślenia, aby już to nie powróciło. Zacząłem myśleć o różnych rozwiązaniach technicznych jak je udoskonalić i udało mi się zasnąć, Cały czas kontrolowałem swoje myśli i trzymałem je na ziemi, myślałem o fizycznych sprawach. To mnie przestraszyło i z tego powodu zarzuciłem treningi na przeszło dwa lata. Należy jeszcze wspomnieć co się stało po tych próbach. Zaczęły dziać się dziwne rzeczy, przeważnie gdy byłem sam. Za pierwszym razem późno w nocy upadła suszarka do włosów w łazience. Co było dziwne, ale początkowo starałem sobie to wyjaśnić naukowo. Potem przytrafiło się coś dziwnego, obudziłem się po 23:00 może o 23:30 mniej więcej. Nagle poczułem jak by ktoś stał przy moim łóżku i patrzył na mnie, nikogo nie widziałem ale czułem. Tak jak by postawić kogoś przed niewidomym, miałem wyostrzony zmysł może. Po łożyłem się spać, po kilku minutach zadzwonił brat i powiedział, że kolega nie żyje, zginął w wypadku samochodowym. początkowo stwierdziłem, że bredzi i, że za dużo wypili. Ale potem okazało się, że to była prawda. Zginął przed północą, właśnie w tedy gdy poczułem go w pokoju. Przed północą, taką godzinę wskazywał zatrzymany zegarek analogowy w samochodzie w którym się rozbili. Ostatnie zjawisko najbardziej nietypowe to łyżka do obracania smażonych potraf na patelni. Robiłem sobie frytki, łyżka wisiała na gumce recepturce zawieszona na haczyku z innymi łyżkami. Oglądałem TV czasem chodziłem do kuchni obracać frytki, ale robiłem je w koszyczku więc nie używałem niczego, tylko podrzucałem je i kładłem z powrotem. Oglądałem TV była jakoś 21:00 coś koło tej godziny. Nagle z kuchni dobiegł huk, zdziwiło mnie to. Poszedłem do kuchni zauważyłem, że łyżka leży na podłodze. Podszedłem zauważyłem, że gumka recepturka na której wisiała jest przerwana. Więc związałem ją oplotłem w dwie pętelki i powiesiłem ponownie. Sprawdziłem dobrze na haczyku, pociągłem ją kilka razy w dół. Trzymała się bardzo solidnie. Więc wróciłem oglądać dalej TV, ledwo usiadłem na kanapie a tu nagle ponowny huk dobiegający z kuchni. Przeraziło mnie to, poszedłem to sprawdzić. Okazało się, że na podłodze leżała ta sama łyżka którą wieszałem na dwóch pętelkach. Po dokładnym przyjrzeniu okazało się, że pętelka nie jest przerwana. Więc nasuwa się pytanie jak łyżka upadła, nie mogła sama przecież podnieść się z haczyka. O ile pierwsze zjawiska można sobie jakoś tłumaczyć, jedno przypadkiem drugie złudzeniem. To jak wytłumaczyć to trzecie zjawisko. I dlaczego upadała ta sama łyżka. |
|