|
|
Kurs dobiegł końca, ale rezultatów nie widać. Ale nie zniechęcam się. Mogę napisać że wizualizacja idzie mi całkiem dobrze. Cały czas trenuje. Ostatnio próbowałem i.... jedna myśl mi "wskoczyła do głowy"(była to jazda samochodem) Musiało być to tak mocne wyobrażenie, że ODRZUCIŁO mnie do pozycji siedzącej. Pierwsza myśl jaka mi się nasunęła była oczywista: nie byłem gotowy na wyjście. Miałem żal do siebie. Było blisko. Jeżeli ktokolwiek czyta te notatki niech do mnie napisze...
Dzisiaj w nocy też próbowałem wyjść metodą 4+1, ale nie wyszło mi. Postępowałem zgodnie z instrukcją, ale nic się nie działo. Po prostu leżałem rozluźniony i nic. Może były tylko lekkie wibracje, lecz nic poza tym, a czekałem długo. Mój kurs zamiast trwać 10 dni, będzie trwał 100. Ale nie poddaje się. Jutro rano spróbuje wyjść innym sposobem. Czekam na rady.
Otrzymałem zadanie drugie i trzecie. Relaksacja była prosta w osiągnięciu, ale za to próba wyjścia metodą 4+1 spaliła na panewce. A dokładnie było tak: Wieczorem (23:00) nastawiłem budzik na czwartą. Położyłem się normalnie spać. Obudziłem się, gdy zadzwonił znienawidzony sygnał. Byłem bardzo zdziwiony że tak łatwo udało mi się wstać (zawsze mam z tym problem ). Zrobiłem kilka ćwiczeń na rozbudzenie, posłuchałem muzyki na mp3 i doszła 5 rano. Oczy nie lepiły mi się, więc położyłem się (na placach) Zrelaksowałem się, starałem się nie zasnąć i nie myśleć o niczym. Leżałem tak 15 min. i usłyszałem dźwięk (nigdy takiego nie słyszałem) CHYBA musiałem się go przestraszyć, bo puls mi się zwiększył. Nawet nie pomogło szybkie uspokojenie. Kolejne próby nie dawały rezultatu. A szkoda.
O OBE wiem od kilku miesięcy, z allegro. Zainteresowałem się tym, próbowałem nawet kilka razy i nic. Czytałem dużo, dowiedziałem się, że niektórzy muszą ćwiczyć rok, aby mieć jedno wyjście. To mnie zniechęciło. Minęło trochę czasu i temat OBE znów powrócił. Zacząłem ćwiczyć, praktykować, lecz bez większego skutku. W końcu trafiłem na forum, przeczytałem dużo, również o kursie wychodzenia z ciała. Zapisałem się (bo co mam do stracenia, a ile do zyskania).
|