|
|
Dziś w nocy wiał dość porywisty wiatr. Robił sporo hałasu przesuwając przedmioty na balkonie. Wyrywał mnie raz po raz ze snu. W końcu zacząłem odczuwać, że to ja jestem tym wiatrem. Poczułem siłę i pewność siebie. Czułem jak z impetem uderzam w okna, jak przesuwam przedmioty. Trudno mi opisać dokładnie uczucie bycia porywistym wiatrem. Przypomina mi się jak w astralu zmieniałem się w wodę i w ogień. Wleciałem do baseniku od jakiejś fontanny i tam zmieniłem się w wodę. Nie, żebym płynął, po prostu moje ciało stało się przezroczyste, ale zachowało swój dotychczasowy kształt. Wtedy postanowiłem dla odmiany zmienić się w ogień. Udało mi się to połowicznie. Ta część, która była zanurzona w fontannie pozostała wodą, a ta część mojego ciała, która wystawała z wody zmieniła się w ogień. Wtedy jednak nie czułem charakteru danego żywiołu. Dzisiejszej nocy było inaczej.
To był zwykły sen, ale niezwykle plastyczny. Normalnie nie przejmuję się snami, ale ten zrobił na mnie wrażenie i jakby odcisnął na mnie swoje piętno. Mały wstęp: Wraz z usuwaniem lęków i strachu w astralu, nauczyłem się być jak taki łowca. Czułem falę strachu, ale to była już jakby tylko energia. Szedłem pomimo jej i akceptowałem obiekt swojego strachu przytulając go. Wtedy strach znikał i ja stawałem się silniejszy. Albo po prostu stawiałem opór. Obiekt strachu nie mógł mnie pokonać. W końcu w moim życiu strach stał się "instynktem samozachowawczym". Nie pchałem się się przed wściekłego psa, nie dlatego, że się bałem, ale dlatego, że to niepotrzebne narażanie życia. Nauczyłem się zachowywać tzw. spokój wodza zarówno w astralu jak i w rzeczywistości fizycznej. Po dzisiejszym śnie doszedłem do wniosku, że strach i zło to nie jest to samo. Sen: Jestem w grupie jakiś osób. Przede mną jest krąg magiczny. Ma on powstrzymać demona, który siedzi w środku, przed zabiciem nas. Demon wygląda trochę, jak figurki przedstawiające siedzącego grubego Buddę. Jednak jego skóra jest koloru szarego i ma trzecie oko. Te oko zdaje się wirować i mienić różnymi kolorami. Siadłem na przeciwko niego po turecku. Patrzymy sobie w oczy. Zachowuję spokój wodza. W pewnym momencie jakbym się złamał. Zacząłem czuć nie strach, a zło. Pierwszy raz czułem zło, więc nie wiem jak je opisać. Jest to coś nieporównywalnego ze strachem. Zło jest jak niepokój, połączony z poczuciem bezradności, pomimo, że czułem swoją siłę wiedziałem, że na nic się ona nie zda. To jedyne cechy, które mogłem w tym nazwać. W pewnym momencie poczułem się jak orzech, którego skorupka zaraz zostanie rozerwana, a demon wtargnie do środka. Kiedy to poczułem uśmiechnął się. Wstałem wtedy i powiedziałem, że nie dam rady. Osoby które były ze mną usidliły jakimiś czarami demona. A potem siadła na próbę sił następna osoba. Ja stamtąd wyszedłem. Nie chciałem mieć z tym już nic wspólnego. P.S. Muszę przyznać, że siła jego psychiki była powalająca. Chciałbym być tak mocny psychicznie jak on. Nie, żeby budzić grozę w ludziach, ale z taką psychiką chyba nic nie jest niemożliwe. P.S. II Zło w jakimś sensie istnieje. Inaczej co czułem? Może w istocie jest czymś jeszcze innym, tak jak u mnie strach z czasem zmienił się w "instynkt samozachowawczy", tak może i zło z czasem zmieniłoby się w coś jeszcze innego, nawet pożytecznego. Ale po tym wszystkich nie chciałbym mieć już z niczym złym do czynienia. Zawsze myślałem, że jeśli zło istnieje, to jest to pewnego rodzaju: "plugastwo, karłowatość, degeneracja, debilizm". Te cechy wiązały mi się ze złem. Teraz ujrzałem "wyrachowanie, niesamowitą siłę".
Ten wpis jest specjalnie z okazji walentynek. Jest taka dziewczyna, którą bardzo, ale to bardzo kocham. Jednak z pewnych względów wiem, że nie chcę się z nią wiązać. Długo to w sobie nosiłem, aż zaczęło mnie to uwierać. Kochać kogoś i nie chcieć go posiadać. Jednocześnie kiedy wracałem od niej czułem taką przeraźliwą pustkę, że nie mogłem sobie z nią poradzić. Wyruszyłem po pomoc do Astrala. Spotkałem gościa o wyglądzie cesarza austriackiego. - Słuchaj stary, chciałbym nadal czuć się dobrze w towarzystwie ***, ale nie oczekiwać od niej niczego, nie czuć tej pustki. Znasz kogoś kto pomoże mi rozwiązać ten problem? - Choć ze mną. Po drodze do jakiegoś dziwnego laboratorium w piwnicy, dowiedziałem się, że mój stan jest skutkiem tego, że moja miłość wysysa ze mnie energię jak wampir. Gość zaoferował się usunąć tego wampira. Zeszliśmy do jakiś mrocznych podziemi i faza się urwała. A szkoda, bo już byłem ciekaw w jaki sposób zostanie wykonany na mnie egzorcyzm :). Udałem się do Astrala po raz drugi. Spotkałem znów kogoś i zapytałem: - co mam zrobić, żeby nadal czuć się fantastycznie z ***, ale nie oczekiwać od niej niczego, nie być do niej przywiązany? - Na Twoim miejscu powiedziałbym jej o tym co czujesz. Niestety nie skorzystałem z tej rady. Wybrałem się do Astrala po raz n-ty. - chciałbym nadal czuć się fantastycznie z ***, ale nie oczekiwać od niej niczego, nie być do niej przywiązany? Nagle mój rozmówca zmienił się w mój aspekt. Wyglądał groźnie jak ja tylko jakiś taki posępny, z zielonkawą skórą i tatuażem na policzku. Wyglądał jak ja stylizowany na hinduskie bóstwo. Po chwili wchłonąłem go i poczułem ogromną radość. O dziwo skutek tego posunięcia nie był natychmiastowy, ale w przeciągu tygodnia uspokoiło się wszystko. Mogłem z nią przebywać i nie czułem już więcej pustki, niczego nie oczekiwałem, a jednocześnie nadal czułem się świetnie w jej towarzystwie. Po drodze okazało się, że nie potrafię wypowiedzieć jej imienia w astrala. Za każdym razem kiedy próbowałem to zrobić wypowiadałem imię innej dziewczyny, w której bylem kiedyś zakochany. Tak długo wypowiadałem jej imię, aż wryło się w moim umyśle. Ciekawe, że po latach odkryłem, że ono tam nadal siedzi. No to tyle. |