obenauta's Notatnik


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

entry 23.11.2007 - 15:56
Położyłem się około godziny 0:15. Chciałem zastosować metodę wizualizacji lecz z powodu dużego zmęczenia jakoś mi się przysnęło. Lecz po niedługim czasie...

Odzyskuje świadomość w mieszkaniu rodziców. Jest całkowicie ciemno, wygląda to na środek nocy. Do drzwi ktoś się dobija. Otwieram i widzę zgraje bliżej nie określonych postaci. Krzyczą i pchają się do środka. Odpycham ich zdecydowanie i krzyczę wypierdalać! No dobra poszli sobie. Wchodzę do dużego pokoju aby się rozejrzeć. Zauważam swojego tatę śpiącego w łóżku. Postanowiłem spróbować go obudzić więc wołam do niego. On jednak nie reaguje nawet gdy krzyczę dosyć głośno. Wreszcie potrząsam nim i już wiem. To tylko atrapa. Ciągnę go za włosy i czuje jak jego głowa rozciąga się niczym guma. Szkoda na to czasu. Sceneria zaczyna się zmieniać i jestem już u siebie w pokoju. Siedzę w samych gaciach na łóżku. Znów noc i ciemnica, co za faza. A może by tak dzień zrobić. Nagle na łóżku na przeciwko materializuje się moja babcia. Zmarła siedem lat temu. Zawsze była i zresztą cały czas jest jedną z najbliższych mi osób. Czasem nawet mnie odwiedza, coś doradza. Siedzę i obserwuje ją. Lecz cóż to zauważam że wygląda bardzo hmm...trupio. Jest blada i bezwładna, a jej dłonie zimne. Mowie do niej, podnoszę i sadzam na moim łóżku. Wygląda na półprzytomną. Instynktownie dociera do mnie że to tylko kolejna atrapa. No cóż. Nie mija chwila i zauważam że coś rusza się przy oknie. Spoglądam tam i widzę ciemną zakapturzoną postać wyglądem przypominającą cień. Kuca na parapecie i mi się przygląda. Szczerze mówiąc wygląda wrednie. Materializuje więc Glocka kaliber 9 mm. i strzelam jej w łeb z bliskiej odległości. I już głowa się rozbryzga na szybie. Ten problem mam z głowy więc myślę co dalej, aż tu nagle znów czuje czyjąś obecność. Jednak to wrażenie jest inne. Dochodzę do wniosku że to nie mój wytwór. Zauważam moją narzeczoną. Siedzi na moim łóżku. Siadam koło niej i zaczynamy rozmawiać. Jest taka prawdziwa. To nie żadna atrapa. Promieniują od niej wszystkie odczucia jakimi mnie darzy. Mówi że muszę być opanowany bo to pomoże mi w doświadczaniu. Siedzę osłupiały chłonąc to wszystko co mi przekazuje. Chłonę jej obecność. Jest mi taka bliska. Tyle wspólnych przeżyć. Teraz to jest takie odczuwalne. Promieniuje całą sobą w moją stronę. Czuje jej wibracje, otulają mnie. Sprawiają że jest mi tak dobrze. Patrzymy sobie w oczy i rozumiemy że jesteśmy uzupełniającymi się częściami tworzącymi całość. Moja kochana Justynka! Czuje że faza się spłyca. I już ląduje w fizycznym łóżku. Spoglądam na zegarek. 1: 25.

entry 15.11.2007 - 15:58
Ostatnio przeglądałem swoje zapiski i natknąłem się na opis doświadczenia chyba wartego chwili uwagi. Generalnie różniło się ono od innych tym że nie było poprzedzone ani relaksem ani w ogóle żadną próbom wyjścia. Wydarzyło się zupełnie spontanicznie, na dodatek podczas normalnej codziennej aktywności.

A więc tak:

Brałem udział w wyjeździe służbowym, a jak wiadomo ta tych często wieje nudą więc postanowiłem gdy tylko było to możliwe udać się do pokoju gdzie byłem zakwaterowany. Usiadłem w fotelu i czekałem sobie kto wie na co. I w pewnej chwili nagła, wielka, nieoczekiwana zmiana świadomości. Jak to Monroe nazywał „Klik”. Usłyszałem głośny grzmot- huk i w tym samym momencie jak za naciśnięciem pilota znalazłem się w ciemnej nicości. Coś jak kosmos tylko bez gwiazd i planet. Zero punktów odniesienia. Nie ma czasu nie ma przestrzeni. I ja zawieszony gdzieś i tej próżni. Nie posiadałem żadnej formy, po prosu byłem. Cały czas miałem pełna świadomość. I nagle zauważyłem, że nie jestem sam. Po obu moich stronach postrzegłem dwie istoty. Pisze postrzegłem gdyż zarówno je widziałem jak i czułem całym sobą. Zauważyłem że mają formę owalnych kul światła i są aseksualne. Gdy tylko uświadomiłem sobie ich obecność usłyszałem głośny, donośny śmiech. Jednocześnie dotarł do mnie niewerbalny przekaz na temat zabawnej sytuacji mającej miejsce kilka godzin wcześniej w świecie fizycznym. Werbalny śmiech był jakby dodatkiem do owego przekazu. Cały przekaz był formą ironii mającej na celu zwrócić uwagę na zawiłości wynikające z nielogicznego postępowania ludzi pod wpływem presji otoczenia. Jednak nie zawierał w sobie żadnej oceny, w kategoriach dobra i zła. Był to po prostu swoisty komentarz.
Potem znów nagłe „Klik” i siedzę sobie w fotelu. Mogło to trwać trzy sekundy, jak i trzysta lat. Myślę sobie – ale jaja! Cała sytuacja nieco mnie zaskoczyła. Zdarzyło się to tak niespodziewanie:)

 
Mój obraz

Moje Albumy