Raziel's Notatnik


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

Entries on Saturday 13th March 2010

 | Kategoria: Przemyślenia
entry 13.03.2010 - 17:01
(...)
Zawsze s?dzi?am, ?e prawdziwe o?wiecenie osi?galne jest tylko poprzez zwi?zek mi?dzy m??czyzn?
a kobiet?. Przecie? w?a?nie dzi?ki takiej wi?zi z powrotem si? scalamy, prawda? Jak mo?e cz?owiek
dozna? w ?yciu spe?nienia, dopóki nie znajdzie si? w tego rodzaju zwi?zku?


Czy twoje w?asne do?wiadczenie potwierdza t? regu??? Rzeczywi?cie zdarzy?o ci si? co? takiego?

Jeszcze nie, ale jak?eby mog?o by? inaczej? Wiem, ?e kiedy? si? zdarzy.

Czyli czekasz, a? zbawi ci? zdarzenie, osadzone w wymiarze czasu. Czy? nie jest to sednem
nieporozumienia, które w?a?nie omawiamy? Zbawienie nie nast?pi gdzie indziej ani kiedy indziej,
tylko dokonuje si? tu i teraz.

Splot mi?o?ci i nienawi?ci


Dopóki twoja ?wiadomo?? nie zestroi si? z cz?stotliwo?ci? obecno?ci, wszelkie zwi?zki - zw?aszcza intymne - dotkni?te b?d? g??bok? skaz? i w sumie zaburzone. Przez chwil? - na przyk?ad gdy jeste? „zakochany" - mo?e si? wydawa?, ?e jest doskonale, ale ta pozorna doskona?o?? nieuchronnie pryska, w miar? jak coraz cz??ciej dochodzi do sporów, konfliktów, wybuchów niezadowolenia i aktów emocjonalnej, a nawet fizycznej przemocy.
Niemal ka?dy „zwi?zek mi?osny" przeradza si? niebawem w splot mi?o?ci i nienawi?ci. Mi?o?? mo?e wtedy w mgnieniu oka ust?pi? miejsca dzikiej napastliwo?ci, wrogo?ci lub zupe?nej nieczu?o?ci. Uchodzi to za zjawisko normalne. Przez pewien czas - kilka miesi?cy czy lat - zwi?zek taki waha si? mi?dzy biegunami „mi?o?ci" i nienawi?ci, daj?c obojgu uczestnikom tyle? bólu, ile przyjemno?ci.
Do?? cz?sto zdarza si?, ?e obie strony popadaj? w na?ogowe uzale?nienie od tej sinusoidy. Dzi?ki dramatowi, w którym tkwi?, nareszcie czuj?, ?e ?yj?. Kiedy znika równowaga mi?dzy biegunem pozytywnym a negatywnym i mroczna, destruktywna faza powraca z rosn?c? cz?stotliwo?ci? i moc? (a wi?kszo?? par pr?dzej czy pó?niej osi?ga ten etap), w nied?ugim czasie zwi?zek ostatecznie si? rozpada.

Mo?na by s?dzi?, ?e gdyby tylko si? uda?o wyeliminowa? negatywn?, destruktywn? faz?, wszystko by?oby cacy, a zwi?zek przepi?knie by kwit? - ale jest to, niestety, niewykonalne. Bieguny nawzajem od siebie zale??. Nie mo?na mie? tylko jednego z nich: trzeba bra? oba naraz. Faza pozytywna od pocz?tku zawiera w sobie negatywn?, cho? ta nie od razu si? ujawnia. Obie s? tak naprawd? dwiema stronami tej samej anomalii. Mówi? tu o zwi?zkach, potocznie zwanych romantycznymi, a nie o prawdziwej mi?o?ci, która nie ma negatywnego odpowiednika, poniewa? p?ynie z rejonów dalszych ni? umys?. Mi?o?? jako stan ci?g?y wci?? jeszcze jest wielk? rzadko?ci?: spotyka si? j? nie cz??ciej ni? ludzi w pe?ni ?wiadomych. Krótkie, z?udne jej przeb?yski mog? si? jednak zdarza?, ilekro? w umys?owym nurcie powstaje luka.
Oczywi?cie du?o ?atwiej jest dostrzec anomali? w negatywnym aspekcie zwi?zku ni? w pozytywnym. Z wi?ksz? te? ?atwo?ci? dostrzega si? ?ród?o wszystkiego, co negatywne, w partnerze ani?eli w sobie. Sk?onno?ci negatywne mog? si? przejawia? pod wieloma postaciami: jako zaborczo??, zazdro??, ??dza w?adzy, oddalenie i milcz?ca uraza, potrzeba stawiania na swoim, niewra?liwo?? i poch?oni?cie samym sob?, emocjonalnie umotywowane ??dania i manipulacje, ch?? toczenia sporów, krytykowania, os?dzania, obwiniania lub napastowania, gniew, bezwiedna zemsta za ból, zadany niegdy? przez które? z rodziców, w?ciek?o?? i przemoc fizyczna.

Pozytywna strona zwi?zku przejawia si? w tym, ?e „kochasz" osob?, z któr? jeste? zwi?zany. Pocz?tkowo do g??bi ci? to zaspokaja. Wyra?nie czujesz, ?e ?yjesz. Twoje ?ycie nabra?o raptem sensu, poniewa? kto? ci? potrzebuje, pragnie, napawa poczuciem, ?e jeste? wyj?tkowy, ty za? wszystko to odwzajemniasz. Kiedy jeste?cie razem, czujecie si? pe?ni. Uczucie to bywa tak silne, ?e reszta ?wiata blaknie i traci znaczenie.
By? mo?e jednak zauwa?y?e?, ?e w tych silnych uczuciach jest pewien element niesamodzielno?ci i kurczowego przywierania. Wpadasz w na?ogowe uzale?nienie od drugiej osoby. Dzia?a ona na ciebie jak narkotyk. Dzi?ki niej doznajesz euforii, ale samo przypuszczenie, ?e ukochana istota mog?aby kiedy? sta? si? niedost?pna, potrafi wywo?a? zazdro??, zaborczo??, próby manipulacji za pomoc? szanta?u emocjonalnego, obwinianie i oskar?anie - a wszystko to z obawy przed utrat?. Je?li za? twoja druga po?owa w ko?cu rzeczywi?cie ci? opu?ci, mo?e to wzbudzi? w tobie zajad?? wrogo?? albo najg??bsz? rozpacz i ?al. Mi?osna tkliwo?? w jednej chwili ust?puje miejsca dzikiej napastliwo?ci lub straszliwemu ?alowi. Co si? nagle sta?o z mi?o?ci?? Czy mo?e ona w oka mgnieniu przedzierzgn?? si? we w?asne przeciwie?stwo? I czy ogóle by?a to mi?o??, czy po prostu na?ogowe lgni?cie i chciejstwo?

Na?óg a poszukiwanie pe?ni


Czemu popadamy w na?ogow? zale?no?? od drugiego cz?owieka?


Romantyczny zwi?zek mi?osny jest tak silnym i powszechnie upragnionym prze?yciem, poniewa? zakochani maj? wra?enie, ?e uwolnili si? od g??boko zakorzenionego l?ku, ?aknienia, niedosytu i niedoskona?o?ci - stanów, które s? nieod??cznym elementem cz?owiecze?stwa nieo?wieconego, nie odkupionego. Maj? one zarówno wymiar fizyczny, jak i psychiczny.
W sferze fizycznej oczywi?cie daleko ci do pe?ni i nigdy jej nie osi?gniesz: jeste? m??czyzn? albo kobiet?, czyli po?ow?, a nie ca?o?ci?. Na tym poziomie t?sknota za pe?ni? - za powrotem do stanu jedni - przejawia si? jako przyci?ganie mi?dzy m?sko?ci? a kobieco?ci?: to, ?e m??czyzna potrzebuje kobiety, a kobieta - m??czyzny. Jest to niemal niepohamowany p?d do po??czenia z przeciwstawnym biegunem energetycznym. Ten fizyczny pop?d ma swoje duchowe ?ród?o w pragnieniu, ?eby po?o?y? kres dwoisto?ci, odzyska? stan pe?ni. Na poziomie fizycznym najbli?sze tego idea?u jest zespolenie seksualne, tote? spo?ród wszystkich prze?y?, jakich mo?e dostarczy? sfera fizyczna, w?a?nie ono sprawia ludziom najg??bsz? satysfakcj?. Ofiarowuje im jednak zaledwie przelotn? wizj? pe?ni, moment b?ogostanu. Dopóki bezwiednie traktujesz je jako narz?dzie zbawienia, usi?ujesz po?o?y? kres dwoisto?ci na poziomie form - to za? jest niewykonalne. W efekcie ukazuje ci si? kusz?ce mgnienie raju, ale nie dostajesz zezwolenia na sta?y w nim pobyt i l?dujesz z powrotem w swoim osobnym ciele.

Na poziomie psychicznym wra?enie niedosytu i niedoskona?o?ci doskwiera jeszcze silniej ni? na fizycznym. Dopóki uto?samiasz si? z umys?em, twoje poczucie Ja" opiera si? na zewn?trzno?ci. Innymi s?owy, swoje wyobra?enie o sobie czerpiesz ze spraw, które tak naprawd? nie maj? nic wspólnego z tym, kim jeste?, takich jak rola spo?eczna, maj?tek, wygl?d zewn?trzny, sukcesy i pora?ki, przekonania itd. To fa?szywe, z umys?u zrodzone ,ja", czyli ego - kruche, niepewne siebie - szuka coraz to nowych rzeczy, z którymi mog?oby si? uto?sami?, bo tylko dzi?ki nim czuje, ?e istnieje. Nic jednak nie daje mu wystarczaj?co trwa?ego spe?nienia. Wci?? dr?czy je l?k, niedosyt i ?aknienie.
I oto nagle pojawia si? zupe?nie wyj?tkowy zwi?zek. Wygl?da na to, ?e rozwi?zuje on wszelkie problemy ego i zaspokaja wszystkie jego potrzeby. Przynajmniej z pocz?tku tak si? wydaje. Wszystko, na czym dotychczas opiera?e? swoje poczucie ,ja", staje si? stosunkowo ma?o istotne. Skupiasz si? odt?d na jednym jedynym zjawisku, które zaj??o miejsce wszystkich dawniejszych spraw, nadaje twojemu ?yciu sens, ty za? w?a?nie przez jego pryzmat okre?lasz swoj? to?samo??. Zjawiskiem tym jest osoba, któr? „kochasz". Przesta?e? by? odr?bn? drobin? w oboj?tnym wszech?wiecie - przynajmniej na pozór. Twój ?wiat ma teraz centrum: ukochan? istot?. Fakt, ?e owo centrum mie?ci si? na zewn?trz ciebie - czyli nadal czerpiesz spoza siebie wyobra?enie o tym, kim jeste? - pocz?tkowo wydaje si? b?ahy. Grunt, ?e ulotni? si? tak typowy dla umys?u egotycznego, stale ci dot?d towarzysz?cy l?k, a wraz z nim wra?enie twojej w?asnej niedoskona?o?ci, niedosytu i niespe?nienia. Ale czy naprawd? si? ulotni?y, rozwia?y? A mo?e wci?? czaj? si? pod cienk? pow?ok? szcz??cia?
Je?li w twoim zwi?zku „mi?o??" przeplata si? z tym, co jest jej zaprzeczeniem - napastliwo?ci?, przemoc? emocjonaln? itp. - nale?y si? obawia?, ?e mianem mi?o?ci pochopnie okre?lasz egotyczne przywi?zanie i na?ogowe lgni?cie. Nie mo?na kogo? kocha?, aby ju? za chwil? go atakowa?. Prawdziwa mi?o?? nie ma negatywnego odpowiednika. Je?li twoja „mi?o??" ust?puje niekiedy miejsca swojemu przeciwie?stwu, znaczy to, ?e nie jest mi?o?ci?, lecz silnym pop?dem ego, które pragnie zyska? pe?niejsze i g??bsze poczucie „siebie", a partner chwilowo potrzeb? t? zaspokaja. Ego osi?ga dzi?ki temu namiastk? zbawienia, która przez krótki czas nieomal sprawia wra?enie autentyku.

W pewnym momencie partner zaczyna jednak post?powa? w sposób sprzeczny z twoimi potrzebami - a raczej z potrzebami twojego ego. L?k, ból i niedosyt - sta?e elementy ?wiadomo?ci egotycznej, które tylko prowizorycznie zamaskowa? „zwi?zek mi?osny" - znów dochodz? do g?osu. To tak, jak z ka?dym innym na?ogiem: po odpowiedniej dawce narkotyku czujesz si? ?wietnie, ale nieuchronnie przychodzi czas, gdy narkotyk ju? na ciebie nie dzia?a. Kiedy powracaj? owe bolesne uczucia, doznajesz ich z jeszcze wi?ksz? ni? dawniej sil?, a w dodatku uwa?asz, ?e druga strona zwi?zku jest ich sprawc?. Rzutujesz je wi?c na zewn?trz i ze w?ciek?? brutalno?ci?, wyros?? z twojego bólu, atakujesz partnera. Mo?e to w nim zbudzi? jego w?asny ból i sk?oni? do kontrataku. Ego na tym etapie wci?? jeszcze ?ywi nie?wiadom? nadziej?, ?e jego napastliwo?? lub próby manipulacji oka?? si? wystarczaj?c? kar?, aby wspó?uczestnik dramatu zmieni? post?powanie i znów dal si? u?y? w charakterze parawanu, przes?aniaj?cego twoj? bole??.
Ka?dy na?óg bierze si? st?d, ?e cz?owiek nie?wiadomie wzbrania si? przed stawieniem czo?a w?asnemu bólowi i przej?ciem przez ten ból. Ka?dy na?óg od bólu si? zaczyna i na nim te? si? ko?czy. Niezale?nie od tego, co jest twoim narkotykiem -alkohol, jedzenie, legalnie lub nielegalnie kupowane psychotropy, czy wreszcie druga osoba - u?ywasz czego? albo kogo?, ?eby ukry? swój ból. W?a?nie dlatego, po przemini?ciu pocz?tkowej euforii, pojawia si? w zwi?zkach osobistych tyle nieszcz??cia, tyle bólu. To nie zwi?zki s? ich przyczyn?. One tylko wydobywaj? na jaw nieszcz??cie i ból, które ju? wcze?niej w tobie tkwi?y. Dzia?a tak ka?dy na?óg. W ka?dym na?ogu nast?puje moment, gdy narkotyk ju? nie wywo?uje po??danego efektu, wtedy za? boli ci? bardziej ni? kiedykolwiek.

Mi?dzy innymi dlatego ludzie nieustannie próbuj? uciec przed tera?niejszo?ci? i szukaj? takiego czy innego zbawienia w przysz?o?ci. Je?liby skupili si? na obecnej chwili, pierwsz? rzecz?, jak? mogliby napotka?, by?by ich w?asny ból, a przecie? to jego najbardziej si? obawiaj?. Gdyby tylko wiedzieli, jak ?atwo jest tu i teraz odnale?? pot?g? obecno?ci, która rozpuszcza przesz?o?? wraz z ca?ym zmagazynowanym w niej bólem - jak ?atwo jest odkry? rzeczywisto??, w obliczu której topniej? urojenia. Gdyby wiedzieli, jak bliscy s? w?asnej rzeczywisto?ci wewn?trznej, bliscy Boga.
Unikanie zwi?zków te? nie jest sposobem na to, ?eby unikn?? bólu. Tak czy owak - boli. Trzy nieudane zwi?zki w ci?gu trzech lat pr?dzej wyrw? ci? z u?pienia, ni? trzy lata na bezludnej wyspie albo w zamkni?tym pokoju. Ale gdyby? umia? w tej samotno?ci pozosta? bez reszty obecny, to tak?e okaza?oby si? skuteczne.



Od zwi?zków uzale?niaj?cych do o?wieconych


Czy zwi?zek oparty na na?ogowym uzale?nieniu mo?na przemieni? w prawdziwy?

Owszem. Uda ci si? to, je?li b?dziesz obecny i postarasz si? stopniowo jeszcze bardziej uobecnia?, coraz g??biej wnikaj?c uwag? w tera?niejszo??: jest to kluczowa sprawa niezale?nie od tego, czy ?yjesz samotnie, czy z kim? w parze. Je?li mi?o?? ma rozkwitn??, blask twojej obecno?ci musi by? dostatecznie silny, ?eby? nie oddawa? si? ju? we w?adz? my?liciela ani cia?a bolesnego i nie s?dzi?, ?e które? z nich dwojga jest tob?. Wiedzie?, ?e tak naprawd? jest si? Istnieniem, które przes?ania my?liciel, cichym bezruchem pod warstw? umys?owego zgie?ku, mi?o?ci? i rado?ci? pod pok?adami bólu - oto wolno??, zbawienie, o?wiecenie. Wyzby? si? uto?samienia z cia?em bolesnym, to ogarn?? je w?asn? obecno?ci?, a zatem podda? przeistoczeniu. Wyzby? si? uto?samienia z my?leniem, to sta? si? milcz?cym obserwatorem w?asnych my?li i zachowa?, a zw?aszcza powtarzalnych klisz umys?owych oraz ról, które gra ego.

Kiedy pozbawiasz umys? rangi samodzielnego ,ja", przestaje on natr?tnie ci si? narzuca?; natr?ctwo to w zasadzie polega na przymusie os?dzania - czyli opierania si? temu, co jest. Opór ten powoduje konflikty, dramaty i nowy ból, gdy natomiast przestajesz ferowa? wyroki i zgadzasz si? na to, co jest, uwalniasz si? od umys?u. Robisz tym samym miejsce mi?o?ci, rado?ci, spokojowi. Najpierw przestajesz os?dza? siebie, a potem partnera. Najwi?kszy prze?om w zwi?zku dwojga ludzi dokonuje si?, gdy w pe?ni akceptujesz drug? osob?, bior?c j? z dobrodziejstwem inwentarza, nie pragn?c w ?aden sposób os?dza? jej czy zmienia?. Natychmiast przekraczasz wtedy granice ego. Ko?cz? si? wszystkie umys?owe gry, ustaje na?ogowe przywieranie. Nikt nie jest ju? ofiar? ani sprawc?, oskar?ycielem ani oskar?onym. Przestaje zarazem dzia?a? sprz??enie zwrotne, które dotychczas sprawia?o, ?e dawa?e? si? wci?ga? w cudze nieu?wiadomione schematy, tym samym przed?u?aj?c ich ?ywot. Wtedy za? albo rozstajecie si? - ale w atmosferze mi?o?ci - albo te? razem wnikacie jeszcze g??biej w tera?niejszo??, w Istnienie. Czy to aby nie za proste? Nie, to w?a?nie takie jest: ca?kiem proste.

Mi?o?? jest stanem Istnienia. Twoja mi?o?? nie mieszka gdzie? na zewn?trz ciebie, lecz tkwi g??boko w tobie. Nie mo?esz jej utraci? i ona tak?e nie mo?e ci? opu?ci?. Nie jest zale?na od ?adnego innego cia?a, zewn?trznej formy. W pe?ni obecny, ogarni?ty cichym bezruchem, czujesz prawdziwego siebie - bezpostaciowego, ponadczasowego - jako ?ycie nieprzejawione, dzi?ki któremu twoja fizyczna forma w ogóle ?yje. Zaczynasz te? wtedy czu?, ?e to samo ?ycie trwa we wszystkich ludziach i w innych istotach, w samej ich g??bi. Przejrza?e? zas?on? formy i odr?bno?ci. To w?a?nie jest urzeczywistnienie jedni. To w?a?nie jest mi?o??.
Czym jest Bóg? Jednym ?yciem, wiecznym we wszystkich formach ?ycia. A czym jest mi?o??? Tym, ?e czujesz to Jedno ?ycie g??boko w sobie i we wszystkich stworzeniach. Ze nim jeste?. A zatem wszelka mi?o?? jest mi?o?ci? Boga.

(...)

 
« Następny starszy · Raziel's Notatnik · Następny nowszy »