|
|
Ostatnio sobie przypominam z dość wielkimi emocjami, pewną sytuację czy też wspomnienie. Sam nie wiem czy to był sen czy jawa, real czy astral albo inny stan. Za każdym razem gdy do tego wracam nawet teraz jak to piszę nabieram głęboki wdech, tak że aż nosdrza bolą, a do oczu napływają łzy. Sytuacja ta, to tak jakby moment z mojego życia z bardzo dawna, które pamiętam jak przez mgłę, ale dość dokładnie. Było to miejsce realne, bo to była dziłka, na której obecnie stoi mój rodzinny dom. Wtedy było tam pole. Rosły tam głównie ziemniaki, z brzegu rosły słoneczniki i jakieś kwiatki (chyba). W każdym i bądź razie było lato, słońce kierowało się ku zachodowi (pora przedwieczorna), ciepło (ale nie czułem tego, mówię tak na podstawie doświadczenia takich momentów teraz, wtedy nie to było ważne). Stałem na drodze, ale nie widziałem siebie (nie zwracałem na to uwagi) bo wpatrywałem się w pewną kobietę z dzieckiem na rękach, która podlewała metalową konewką te kwiatki czy coś tam co tam rosło. Była to moja mama z moim około 2-letnim wtedy bratem, który jest ode mnie starszy o 4 lata. Ale wtedy to nie to było istotne kto jest kim i kto ma ile lat. Poprostu się im tak przyglądałem. To wspomnienie siedzi mi w głowie od dość dawna i teraz zaczynałem go rozpatrywać i stwierdziłem, że było to dziwne przeżycie jakby to było przed moimi narodzinami.
|
Moje Albumy
| ||||||||||||||||||||||