Marcinowy notatnik


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

2 Stron V   1 2 >
entry 14.07.2009 - 18:08
Mój kolejny wpis od bardzo, bardzo dawna. Z reguły wpisuję tylko moje ciekawe przeżycia i spostrzeżenia. Dzisiejszy wpis nie będzie wyjątkiem...

Wczoraj/Dzisiaj położyłem się spać koło 3 w nocy. Postanowiłem 'zagłębić się w sobie" i później przejść do oobe. Najpierw był sen. Zwykły sen, lecz miałem świadomość. Chodziłem po jakiejś szkole (sen był pewnie związany z moimi przyszłymi studiami). Nagle nieoczekiwanie w śnie pojawiła się dziewczyna. Zaczęła uciekać, lecz co chwilę na mnie patrzyła. Dziwnie to wyglądało. Po pewnym czasie, znalazłem się w puszczy. W dziewiczym lesie, pięknym lecz tajemniczym. Dziewczyna zatrzymała się, i objęła mnie. Jej uścisk był prawie że nie wyczuwalny. Fakt, że zmysły "tam" są bardzo przytępione, ale zawsze staram się je wyostrzyć. Nagle poczułem jej oddech na swojej twarzy. Potem jej pocałunek. Jej delikatne usta były niczym letni wiatr (tylko tak mogę to opisać). Nagle dziwnie się poczułem, nieswojo. Pomyślałem, że czas się obudzić i przygotować się do "normalnego" snu. Po obudzeniu doznałem totalnego szoku! Jakieś świetliste Coś lub Ktoś siedziało mi na klatce piersiowej i objąwszy moją głowę całowało mnie subtelnie. Słyszałem jakieś bełkoty, mowę, nic nie znaczące słowa. Poczułem się jakbym był pod wodą, a ktoś na lądzie coś do mnie mówił-tak to mogę porównać. W mgnieniu oka ta świetlista postać zaczęła się unosić w górę i zniknęła. Unosiła się jakby czegoś sie przestraszyła, w pośpiechu. Leżałem w bezruchu chyba z 5 minut. Gdy uzyskałem przytomność leżałem na plecach ze zgiętymi nogami. Przez chwilę miałem w ustach smak tego pocałunku. Wyczułem znaną mi równowagę miłości i spokoju. Nie potrafię opisać tego bytu. Mam cały czas w głowie zarys. Lecz nie znam słów aby to opisać.

Wrażenia i odczucia były porównywalne do tych, gdy spotkałem swojego MTJ. Uczucie szaleństwa, koncentracja miłości, dobroć...

entry 23.02.2009 - 15:53
Muszę przyznać, że coraz częściej doznaję zaplanowanych oobe. Dotychczas miałem większość spontanicznych wyjść niż wtedy kiedy chce, lecz teraz jest odwrotnie. Po prostu chcę i wychodzę.

A teraz o moim kolejnym wyjściu. Położyłem się koło godziny 23-24. Skupiłem się jak zwykle na 1 celu. Moje myśli biegły wokół tego celu. Mianowicie to był problem-lubię kontemplować o moich problemach z reala. Po chwili odpłynąłem w sen. Nie będę opowiadał snu. Po chwili poczułem wibracje, a po chwili "usłyszałem" je. Zacząłem wizualizować wspinaczkę po linie ku światłu. Czułem że się odklejam od ciała. Najpierw odkleił mi się brzuch. I w takiej "kociej" pozycji myślałem jak się totalnie odkleić. Zacząłem znowu wizualizować wspinanie po linie. Trochę pomogło. Musiałem wymyślić coś lepszego. Wpadłem na pomysł aby przypomnieć sobie takie ćwiczenie z W-F'u. Polegało na tym: stoisz nogami nieruchomo, a górną częścią ciała poruszasz na boki. Lewo-prawo, prawo-lewo (z wyprostowanymi rękami, lecz zgiętymi w łokciach w kąt prosty). Czułem że zaczyna mną rzucać. Poczułem jak wstaję z łóżka i się unoszę. Przy wstawaniu z łóżka pomagały mi niefizyczne dłonie. Wciągnąłem je przed siebie i zacząłem oglądać. Wyglądały mi trochę na kobiece dłonie. Były jasno-niebiesko-przejrzyste. Były także smukłe, bardzo zgrabne, delikatne i wiotkie. Usłyszałem nieprzyjemne burczenie, które zmieniało swoją częstotliwość. Lecz przyzwyczaiłem się do tego już. Gdy już wstałem chciałem popłynąć w prawo. Poczułem znajomą galaretowatą barierę. W ostatnim oobe ta bariera nie pozwalała mi płynąć w prawo, ani do przodu. Ale wtedy powiedziałem sobie: NIE! Jakieś coś nie będzie mi zagradzać. Zacząłem przeć w ta maź. Powoli przedzierałem się i poruszałem w prawo. Aż nagle jakbym przekuł sobą to coś. Moglem dowolnie się poruszać. Zobaczyłem lewą ścianę swojego pokoju. Była prawie identyczna, lecz meble i komputer były trochę poprzestawiane. Dostrojenie znowu było marne. Chciałem za wszelką cenę je polepszyć. Wpatrywałem się w punkt, stałem nieruchowo i oglądałem pokój, mrugałem oczami... nic. W dodatku gdy mrugałem niefizycznymi oczami, zacząłem mrugać tymi fizycznymi i się obudziłem. Trochę wkurzony, lecz zadowolony, że mogłem zaobserwować cześć mojego ciała astralnego zasnąłem.

entry 20.02.2009 - 00:38
Myślałem o tym spotkaniu cały dzień, całą noc i myślę dalej! Poprzednie moje spotkania z MTJ były zawsze "ułomne" pod względem dostrojenia. Albo nic nie widziałem, albo nic nie czułem itp... Ale wczorajszej w nocy było po prostu... no właśnie. To było tak...


Położyłem się spać koło 2 w nocy. Jak zwykle autosugestia-wola oobe. Wyznaczyłem sobie 1 cel nad którym się skupiłem. Kontemplacja trwałą około godziny. W trakcie pojawiały się losowe obrazy. Nie zwracałem na nie uwagi. Po godzinie odpłynąłem po części w sen. Śniło mi się, że wychodzę ze szkoły (muszę dodać że przed wyjściem ze szkoły dostałem telefon o ciężarówce pełnej kiszonej kapusty (?) ) i po wyjściu wzdłuż muru szkolnego leżały worki z kiszoną kapustą. Nie zdziwiłem się tym w ogóle. Przy wyjściu z terenu szkoły zauważyłem kolegę ubranego właśnie w worki po kiszonej kapuście (?). W ręku trzymał jedną nartę owiniętą workami po kapuście. Zapytał się mnie czy idę z nim. Ja zobaczyłem na zegarek. Była 17.28. Pomyślałem, ee-autobus mam za 40 minut. Mogę iść. Dziwne bo w realu nie noszę zegarka. Po chwili zapytał się mnie "Ale jesteśmy dalej kumplami?". W realu się trochę z nim pokłóciłem :). Powiedziałem, no pewnie! Doszliśmy do jakiegoś domu. Powiedział że idziemy do jego kumpla. Zanim doszedłem do drzwi, minęło trochę czasu. Ponieważ prowadziły do nich długie schody. Otworzyła nam chyba mama tego kumpla. Byłą ubrana jakby właśnie miała się kłaść spać. Idąc do jego pokoju, zza rogu ściany wpadła na mnie jakaś dziewczyna. Nie pamiętam jej twarzy bo była zamazana. Ale przeprosiła że na mnie wpadła. Pomyślałem sobie-to jego siostra(tego kumpla). Znalazłem drzwi do jego pokoju. Pokój był mały i urządzony meblami z lat PRL. Lecz schludnie. On kucał koło stolika na którym stał telewizor i coś w nim grzebał. Po chwili wstał i podał mi jakieś zapiski, papiery, notatniki. Zauważyłem że to francuska poezja. Ja w realu uczę się francuskiego. Wziąłem je do ręki i zacząłem czytać. Zachwycony tymi wierszami zapytałem się: " Pewnie się już uczysz na maturę?" A on an to: "Nieee, jutro zacznę"- i się uśmiechnął. Po chwili oddałem mu wszystkie notatki. Zauważyłem że były trochę pogniecione. Przeprosiłem i zapytałem czy bardzo je pogniotłem? A on powiedział, "Nie skąd, one takie już były." Po chwili zapytałem się Gdzie jest M. ?(mój kolega w workach :). Nic nie odpowiedział. Nagle ktoś wszedł do pokoju... Zrobił się ciemno. Odzyskałem świadomość w 100%. W trakcie snu miałem coś koło 40%. Nagle usłyszałem tylko wołanie: Kornelka? Kornelka?. I jakby ktoś coś mówił w obcym języku. Ale nie ludzkim. To brzmienie dźwięków tego języka jest nie do opisania. Jakbym wiedział że to po prostu "brzmi", "jest". Idealna synchronizacja męskiego i damskiego głosu. To jest nie do opisania. Mam to cały czas w głowie, ale nie potrafię tego wyjaśnić dokładniej. Poczułem wibracje. Przeszyły najpierw całą głowę, później skronie, potem całe ciało. Czułem pulsowanie energii. Czułem czyjąś obecność. Nie widziałem, lecz poczułem zarys postaci.Spojrzałem na postać. Zarys świecił bladym blaskiem. Postać szła ku mnie. Najpierw czułem, że kładzie się na mnie a później obok mnie. Wtedy liczyło się tylko jedno - MIŁOŚĆ! Nigdy, ale to nigdy czegoś takiego nie czułem! Ściska mnie w sercu gdy o tym piszę... Ta MIŁOŚĆ to nie jest to samo co czujemy na ziemi. To był jakby koncentrat , esencja emocji. Pozytywnych emocji. Nie porównywalne to żadnego z ziemskich uczuć. Ziemska miłość przy tym to nic. Nawet teraz nie jestem w stanie przypomnieć sobie tego ogromu MIŁOŚCI. Po prostu nie potrafię. Moim odruchowym pytaniem było: "Kochasz mnie?", "Kochaj mnie!", "Kocham Cię!". Po chwili poczułem delikatną dłoń na moim biodrze, która delikatnie przesuwa się trochę wyżej i delikatnie mnie łaskocze. Znowu ta MIŁOŚĆ! To uczucie obezwładniło mnie.Myślałem że zwariuję! To uczucie było we mnie, ja byłem tym uczuciem, ta postać była tym uczuciem. Wszyscy byliśmy jednym. Brak mi słów ;/. Nie jestem w stanie oddać tego nawet w 1% pisząc. KLIK. Otworzyłem oczy-byłem w OSPUO. Widziałem swój pokój w 360 stopniach. W pokoju panował półmrok. Widziałem tylko jak gdzieniegdzie świeci światło latarni zza okna. Dostrojenie było bardzo słabe. Mogłem się poruszać tylko w lewo, do tyłu i w górę. Nie wiem czemu. Gdy chciałem popłynąć do przodu to coś mnie blokowało.No nic, pomyślałem. popłynąłem do tyłu. Poczułem się jakbym płynął na plecach w wodzie :). Potem popłynąłem maxymalnie w lewo aż do ściany. Pomyślałem: "To koniec?". Nie!. Chciałem się wyrwać z pokoju. Spojrzałem w sufit. Momentalnie znalazłem się pod sufitem. Przeniknąłem przez sufit, zobaczyłem gwiazdy i chmury. Jest! Wyrwałem się z pokoju. Leciałem dalej w górę, wyżej. Lecz zamiast być coraz wyżej, wyłoniłem się z podłogi w swoim pokoju. Wkurzyłem się-lecz pamiętałem żeby mieć wszystko na wodzy. Myśli i emocje-to podstawa. Wpadłem na pomysł aby zwiększyć dostrojenie. Pierwszym lepszym sposobem było skupienie się na jakimś szczególe. Jedyną rzeczą co dokładnie widziałem były firanki na oknie. Skupiłem się na wzorku. Nic. Zamiast wyostrzyć wzroku zauważyłem na tle firanki hipnagogiczny obraz. Nagle poczułem że zaraz "wrócę". KLIK. I znalazłem się w swoim ciele. Po obudzeniu czułem przez chwilę "wygłaskany" przez MTJ prawy bok mojego ciała. (MTJ leżał po mojej prawej stronie). Nie mogłem spać. Targały mną różne uczucia. Od płaczu do podniecenia. Myślałem że rozniosę ścianę w moim pokoju! Spojrzałem na telefon. Podróż trwała jakieś 20 minut. Uspokoiłem się i zasnąłem. Przed snem jeszcze powtórzyłem sobie wszystko co miało miejsce aby nie zapomnieć. Zasnąłem...

KOCHAJCIE i doznawajcie MIŁOŚCI, nic więcej nie musimy!
Pozdrawiam.Marcin

entry 15.02.2009 - 19:32
Ostatnio zauważyłem, że znowu coraz więcej snów pamiętam. Tej nocy miałem wiele snów, chyba z 5. Dwa z nich były dosyć intymne, 2 kolejne były to kontynuacje poprzednich snów a ten piąty-właśnie.

Był to jakby jakieś Igrzyska Olimpijskie. Pierwszą konkurencją był mecz w piłkę nożną. Mecz rozgrywał się na mojej szkolnej sali gimnastycznej. Następnie w mgnieniu oka sceneria zmieniła się na duży stadion. Niezbyt ta gra mi szła. Po chwili następną konkurencją był wyścig na łódkach. Na mojej łódce byłem ja i tata-załoga. Raczej te łódki przypominały pontony. Nie pamiętam całego wątku z łódkami, ale pod koniec wyścigu musieliśmy pomóc komuś z zawodników, ponieważ jego ponton się uszkodził a on sam wylądował w wodzie. Po zabraniu go na nasz ponton nasz też uległ zniszczeniu. Tato skleił go taśmą (?). Następną konkurencją było pływanie. Nie było to zwykłe pływanie. Tylko jakby, dookoła świata. Przypominało mi to maraton po wodzie, lecz pływając. Po danym sygnale zawodnicy ruszyli jednym tempem. Znowu byłem ja i mój tato jako drużyna. Na początku wszyscy się przepychali, przeszkadzali sobie aby tylko wygrać. Po dłuższym czasie wszyscy zrozumieli, że to długi wyścig i znowu zaczęli płynąć równym tempem. Podczas odpoczynku na jedzenie (?) jakiś koleś zaczął mnie ciągnąć za nogę (cały czas byliśmy w wodzie). Tato powiedział mi że chce mi ją odciąć bo kolekcjonuje nogi (?). A moja noga zrobiła się blada od wody. Pomyślałem-ale chore.Wyrwałem się. Na końcu wyścigu wszyscy dopłynęli do jakiejś wyspy. Po wyjściu z wody, zauważyłem jakieś zamieszanie. -Co się dzieje? pomyślałem. Zauważyłem że wszyscy ludzie walczą ze sobą jak zwierzęta. Ja zacząłem uciekać po dżungli. Zauważyłem kolesia który mi chciał odciąć nogę-tego chorego kolekcjonera. Obróciłem się szybko i mu uciekłem. Wiedziałem że mnie goni. Nagle zauważyłem drewniane pudełko z różnymi ostrzami, nożami, pistoletem. Wyciągnąłem długi nóż-prawie jak maczetę. Zaczaiłem się na mojego ścigającego (w pobliski krzak) i gdy do mnie podszedł wbiłem mu nóż w gardło... koniec tego horroru pomyślałem. Nagle usłyszałem głos taty: -No Marcin, udało nam się. Udało Ci się. Wygraliśmy srebrny medal, pokaż mamie.

Tak się kończy sen.

entry 12.02.2009 - 17:11
Dziś w nocy miałem dziwny sen. Mogę tylko powiedzieć że miałem świadomość że to sen, ale byłem pewien że to sytuacja z życia wzięta (paradoks). Więc tak...

Siedziałem w jakiejś restauracji. Był rok 1952-po prostu wiedziałem to, jak 2x2. Restauracja była urządzona w starym stylu (adekwatnie do daty). Nie była to jakaś elegancka restauracja, ot taka zwykła. Pełna ludzi palących papierosy, jedzących śniadanie. Nie wiem co to był za kraj, ale rozmawiałem w języku angielskim. Siedziałem przy ladzie dla barmana. Zamówiłem naleśniki. Barman przyniósł mi jakby, babkę (ciasto) zrobione z ciasta naleśnikowego. Naleśniki był przyozdobione makiem, a na górze były zioła. Popatrzyłem na to danie i zapytałem się barmana: co to jest? On odparł że to naleśniki. Powiedziałem mu, że zwykle naleśniki się zawija. Nic nie odpowiedział. Zacząłem jeść. Później postanowiłem coś mu powiedzieć. Odparł mi że zaraz ze mną porozmawia tylko zrobi danie dla klienta. Na moich oczach wyciągnął talerz i zaczął coś przygotowywać. Gdy zaniósł danie, zaczałem z nim rozmawiać. Nie pamiętam o czym była rozmowa. Nagle wtrąciłem: "Nie jestem z tego roku. Nie jestem z roku 1952. Jestem z 2008, a dokładniej z 2009." Zaczał się trochę śmiać i mi nie wierzyć. Pamiętam, że dla zachowania powagi, skierowałem swój wzrok w jego oczy, i miałem przy tym kamienną minę. On też spoważniał-uwierzył mi. Zaczał mi opowiadac o swoich problemach, nie pamietam szczegółów tej rozmowy-pamietam tylko to że był troche zapłakany. Wtedy powiedziałem mu o moim "wynalazku marzeń". (Kiedyś miałem kilka snów na temat tego urządzenia, miało postać broni palnej, lecz było zbudowane z przezroczystego materiału o zabarwieniu zółto-zielonym. To urządzenie miało na zadanie materializowanie swoich pragnień. Miało też zabezpieczenie- jakby słowo klucz, które po wymówieniu cofało spełnione marzenie.) Zaprowadziłem barmana na jakaś polanę, podszedłem do krzaka i wyciągnałem z niego urządzenie. Ostrzegłem go że nie znam słowa-zabezpieczenia (w tej chwili pomyślałem czy by nie zadzwonić do kolego i zapytać się o brakujące słowo). On podniecony, wyrwał mi urządzenie i pobiegł. Nie wiem gdzie...

Następnie widziałem już dom (chyba jego). Ktoś wynosił z domu głośniki i włączył bardzo głośno muzykę. Na zewnatrz domu stały 3 osoby. Jedna z nich był barman. Coś mówił do tych 2 osob, lecz one go nie sluchały i gardziły nim. Barman spuścił głowe i odszedł. Obok domu był mostek z rzeką. Jedna z tych osob usiadła na poręczy mostku i wpadła do wody. Nagle zauważyłem na tle domku Twarz jakiegoś mężczyzny którya pociąga za jakąś wajchę i się śmieje demonicznie. W tej samej chwili rzeka podnosi swój poziom i zalewa cały dom. Później widziałem tylko barmana siedzącego na czubku skały. Był tylko ten czubek skały-reszta była zalana. Siedział ze spuszczoną głową i machał nogami-nad wodą. Podszedłem do niego ( chodziłem po wodzie?). Zabrałem mu urządzenie do spełniania-a raczej wyrwałem. On dalej siedział ze spuszczoną głową...

Tak się sen kończy.

entry 11.02.2009 - 00:14
Zmiana-właśnie. Ostatnio Zmieniły się "okoliczności" które towarzyszyły mi jako punkt kontrolny wejścia w stan "między". Od początku to były różne zawirowania, świsty, gwizdy, i ciężar ciała (bezwład). Ostatnio wszystko to zmieniło się o 180 stopni :). A mianowicie. Czuję tylko, jakby uderzenie fali gorąca która "ocieka" mi po twarzy. Nie słyszę żadnych gwizdów ani świstów, tylko nadmiernie pulsujący czakram korony. Na dodatek słyszę różne rozmowy-jakiś bełkot. Dzisiaj w nocy widziałem różnokolorowe figury geometryczne które składały się jak puzzle(hipnagogia-standard), a następnie przechodziły w prawy dolny róg mojego pola widzenia i przeistaczały się w dziurę z której biło światło. Dziura zmieniła się w wjazd do tunelu. Najdziwniejsze jest to że po tym jak zobaczyłem te figury-otworzyłem oczy... a tunel i tak się pokazał (mimo to że miałem otwarte oczy). Trochę zdupił** sprawę, bo byłem na 100% pewien co się kryje po drugiej stronie świetlistej dziury...

Takie spostrzeżenia-mam nadzieje ze komuś jeszcze pomogą (bo mi bardzo pomogły :)

entry 17.01.2009 - 23:30
Dzisiejszy wpis będzie nietypowy, ponieważ nie będzie to opis snu/oobe/ld. Tylko będzie to garść "ujeć" które udało mi się uchwycić poprzedniej nocy. Nie wiem jak dokładniej nazwać te "ujęcia". Faktycznie to były podobne do snów, lecz "obecność mojego bycia" była inna niz ta którą czuję podczas snu. Nie wiem jak dokładniej to określić... Nieważne. Słowami na pewno tego nie opisze.

A teraz powrwcając to tych "ujeć" to był zlepek różnych sytuacji na przestrzeni czasu. Jedną sytuacja było to że moje "ja" patrzy sie w niebo, na którym pokazują się różne znaki ułożone z gwiazd. Nie potrafie przytoczyc orientacyjnie czasów tego wydarzenia (nowoczesnośc czy starożytność), lecz nie czułem nikogo prócz siebie. Były to symbole, bardzo proste symbole. Składające się z prostopadłych i równoległych linii. Znaki pokazywały sie sekwencyjnie. Nie pamiętam tej sekwencji, lecz zapamiętałem 1 symbol.

Szybka zmiana. I nastepne ujęcie. Były to czasy starożytne, miałem w płucach piasek(?), więc od razu nasunela mi sie mysl ze to starozytny Egipt. Stalem przed jakims duzym posągiem wyrzeźbionym w jednym bloku skalnym. Był to bardzo ciemny kamień. Zero połysku. Nie potrafię sobie przypomniec co przedstawiał ów posąg. Stałem w półkolu składającym sie z osob. Nikt nie ruszał się. Po prostu staliśmy. Wyciągnałem rękę ku posągowi, odkryłem że to sarkofag. Lub coś co "zawiera coś w swoim wnętrzu". Chciałem dotknąć ten kamień by poczuć jego powierzchnie. (tutaj moge rozpoznac powiazanie do moich cząstkowych oobe, zawsze gdy jestem w "poza" to mam wielką ochotę dotykania różnych rzeczy). Nie mogłem go dotknąć, jakas fioletowa siła odbiła moja rękę, lub cos co przypomina ręke. Ta siła pojawiła się w postaci fioletowej łuny w miejscu gdzie chciałem dotknąc.

Nastepna zmiana, i juz stoje ja z jakimis ludzmi przed moim domem. Czasy współczesne. Noc. Na cos wskazuję palcem na niebie. Koniec.

entry 11.01.2009 - 15:59
Dzisiaj w nocy miałem dziwnego LD. Chociaż nie wiem czy to było LD. Bardziej mi pod OOBE podchodził, ale to sprawa subiektywna. Do rzeczy. Dokładnie nie pamiętam tego OOBE, bo oczywiście nie chciało mi się spisac jakiś szczegółów zaraz po obudzeniu. Ale mimo wszystko postaram się podawac szczegółowe opisy.

Na początku chodziłem po jakichś korytarzach. Na ścianach tych korytarzy były drzwi. Bardzo dużo drzwi. Przypominało mi to korytarz szpitalny. Białe, oświetlone korytarze, a drzwi były koloru czarnego. (???). Później wszedłem do jakiegoś pokoju. Po wejściu zorientowałem się że to czyjeś biuro. Było bardzo ładnie urządzone - w starym stylu. Pełne lakierowanego drewna ( szafki, biurko, fotele skórzane, regały, biblioteczki...). Nasuwało mi to myśl: "Jestem w pokoju psychiatry?". Trochę chodziłem po tym pokoju. I nawet nie zorientowałem się kiedy odzyskałem swobodę działania. Rzuciłem okiem na biblioteczkę, zauważyłem tam książkę w niebieskiej oprawie podpisaną : Robert A. Monroe. Dalej nic. W ogole mnie to nie zainteresowało. (???). Potem zauważyłem że na skórzanym, fotelu koło biurka siedzi jakis facet. Oceniam go grubo po 40. Czarne włosy, lekko już wybrakowane. Wąsik charakterystycznie przycięty dla... Monore'a :0. Szok totalny. Zatrzęsło mną. Widziałem go lekko z profilu, a zarazem centralnie . Uśmiechał się. Ja nie wiem czemu usiadłem koło niego na fotelu. Wyciągnałem dłoń przed siebie otworzyłem i powiedziałem sobie (nie wiem czemu) "spróbuję coś sobie zwizualizować" (dokładnie tak powiedziałem). I chciałem aby na mojej dłoni pojawiła się paczka frytek ( taka w czerwoym opakowaniu jak w mc donald's :D ). Wysilałem się, a frytki zaczęły migać, niepewnie się pokazywały i znikały. Wstyd mi było przed panem Robertem. Schyliłem się aby zakryc twarz. Obróciłem się a on sie znowu usmiechnął. Przesunał swoja dłoń nad moja rękę, machnał... i od razu pojawiły się frytki w czerwonym papierowym opakowaniu! "to chciałeś?" - zapytał Monro'e. A ja skamieniałem. I od razu zgłodniałem. Poczułem zapach, i dotknalem frytek-były ciepłe. Mega uczucie. Po chwili wszystko znikło. Chyba z zbyt wielu emocji.


Wnioski? Wydaje mi się że to był swego rodzaju test panowania nad emocjami i umiejętnościami moich myśli. Taka symulacja. Monroe (albo ja sam pod postacia Monroe'a) chciałem siebie sam przetestować czy poradził bym sobie z tworzeniem i panowaniem nad myslokształtami całkowicie pod moja kontrolą. Blado mi to wyszło i wydaje mi się że dlatego mój umysł nie pozwala mi całkowicie wyjść bo "widzi" że nie jestem całkowicie gotów. Takie jest moje zdanie. Jeżeli macie jakiś inny pogląd na to wszystko to pisać. Przyda mi się inny punkt widzenia... :)

entry 27.12.2008 - 15:41
Mój pierwszy wpis od bardzo dawna. Jak zawsze tym samym powodem była szkoła i zbliżająca się matura. Po prostu musiałem się wysypiać. No ale, teraz powinienem już mieć czas na codzienne treningi.Do dzieła!

Zeszłej nocy miało miejsce dziwne wydarzenie. Opowiem to od początku. Około godziny 3 położyłem się spać (wiem, muszę uregulować godziny snu) i zacząłem wprowadzać się w głęboki stan relaksacji. Aha, muszę wspomnieć jeszcze, że od kilku miesięcy cierpiałem na chroniczne bóle głowy, nie wiem czym spowodowane. Ale wracając do relaksacji wprowadziłem się w głęboki stan, zatraciłem totalnie świadomość istnienia ciała i w dodatku wydawało mi się że moje "ja" przesuwa się o 45 stopni ku górze, a za chwile gdy się nad tym skupiłem odczułem, że znowu sie przesunałem ku górze o kolejne 45 stopni itd. Zacząłem wizualizację, strasznie się męczyłem. Nagle ogarnęła mnie fala złości, zacząłem się pocić. Nie wytrzymałem i obróciłem się na bok. Po chwili byłem całkowicie rozbudzony (nie zasnąłem). Wstałem z łóżka i zauważyłem że ból głowy który męczył mnie od kilku miesięcy, po prawej stronie głowy minał ;0. Zacząłem machać głową na boki, aby sprawdzić czy na pewno mnie nie boli (taki prymitywny sposób xD). Ale nic, kompletnie nic. Ból minął, a w dodatku nie mogłem spać. Dopiero zasnałem koło 5 nad ranem. Nie wiem co o tym myśleć. Czyżby regenerujące właściwości głębokiej relaksacji...? Nie wiem...


*EDIT:


Fale theta:

Zakres o częstotliwości 4-7 Hz. Fale theta są najczęściej występującymi falami mózgowymi podczas medytacji, transu, hipnozy, intensywnego marzenia, intensywnych emocji. Świadomość przy tej częstotliwości pozwala na kontrolowanie bólu fizycznego, a w skrajnych przypadkach nawet krwawienia. Dla tej częstości tok myśli staje się niespójny i zanikają związki logiczne, co wyraźnie widać na przykładzie myślenia w czasie marzeń sennych.

Ale mimo wszystko, jeżeli można kontrolować ból fizyczny w tym stanie, to ja to zrobiłem podświadomie. Bo nawet nie wiedziałem o takiej możliwości...

entry 09.05.2008 - 00:25
Wczoraj miałem dziwny sen, bardzo dziwny. I wyglądał mniej więcej tak:

Był to swego rodzaju jakis konflikt zbrojny gdzieć w krajach arabskich, pustynnych. Była to bitwa o jakąś osadę, wioskę która była okupowana przez wrogie wojska. Ja byłem jakimś dowódcą małego zespołu do przeprowadzania akcji specjalnych. Jako moim towarzyszem o tym samym stopniu wojskowym (?) był mój kuzyn. W większości sen polegał na walkach w okopach, biegania po korytarzach zasypanych przez piaski pustyni. Nie wiem czemu, ale skojarzyło mi się z pustynna kampanią z COD2. Pod koniec walki-snu, chhyba wygraliśmy, wracając do helikoptera (?) spotkaliśmy arabskie dzieci - jakiegos chłopczyka i dziewczynkę. Dziewczynka miała twarz owiniętą arafatką. Nie znaliśmy arabskiego. Próbowałem jakoś gestami pokazac że odbiliśmy ich wioskę. Szliśmy, szliśmy a ja próbowałem im to jakoś wytłumaczyć. Weszliśmy na górkę, z której był widok na całą wioskę,spojrzałem na ta wioskę i pokazałem ręką. Następnie powiedziałem coś w stylu: " to już wasze, wasze!", a dziewczynka się uśmiechneła i pokazała na mnie ręką. A ja spojrzałem ponownie na wioskę i przed oczyma pokazała mi się tabliczka z nazwą tej wioski. A ta wioska nazywała się... ASTRAL. W ogole mnie to nie zdziwiło(sam się dziwie czemu się wtedy nie opamiętałem ze świadomością). Szliśmy dalej do helikoptera, postanowiliśmy zabrać arabskie rodzeństwo z nami. Wchodzilismy po drabinie helikoptera i nieoczekiwanie znaleźliśmy się u mojej babci na strychu. Były łóżka piętrowe, ja usiadłem na łóżku dziewczynki, położyłe plecak i kamizelke i się obudziłem. Po obudzenu dopiero zajarzyłem co znaczy ta nazwa wioski. Przeanalizowałem cały sen, i doszedłem do wniosku, że podświadomośc przez cały czas trwania snu dawała mi do wiadomości że to sen w różnoraki sposób, a ja nie zwracałem na to uwagi. Chociaż gdzy spojrzałem na ta tabliczkę z nazwą wioski to troche mna zatrzęsło w śnie, jeżeli moge to tak opisać. Ale ja oczywiści twardo spałem i jak idiota byłem tylko aktorem we własnym filmie ;/.

entry 06.05.2008 - 12:37
Wczoraj wieczorem zainteresowała mnie trochę muzyka do autohipnozy, typu: "lucid dreaming with wolves", albo "hipnagogia wieloryby 2004". Wgrałem sobie te utwory i kilka innych na mp3 playera. Wszystko starałem się zneutralizować :), żeby mi nie przeszkadzało: głód, jakieś hałasy, i inne potrzeby ;). Położyłem się do łóżka koło godziny 0.30. Na pierwszy rzut puściłem sobie wieloryby. Suuuper sie tego słucha, naprawdę polecam! Powoli już przechodziłem w stan pełnego rozluźnienia. Ale telefon zaczął mi świecić. Musiałem przerwać i go wyłączyłem. Zacząłem od początku. Później przyszły lekkie hipnagogie, pod powiekami zaczęły sie przetaczać różne barwy, i nagle przyszedł mi widok syreny uśmiechającej sie do mnie. Byłem obserwatorem. Cierpliwie czekałem. Wszystko było takie przyjemne. Lecz nagle zauważyłem że mam otwarte oczy. Wszystko zaczęło sie zamazywać. (problem z otwierającymi sie powiekami męczył mnie całą noc ;/ ). Słuchałem tego nagrania do końca, i chyba zasnęło mi sie bo obudziłem się jak się już skończyło. Następnie puściłem sobie to nagranie z wilkami. Większych wrażeń nie było, tylko jakieś tam swoje wyobrażenia lekko przyprawione pomocą podświadomości. Może dlatego że co chwila mnie rozpraszało głośniejsze wycie wilków. Dalej nic, pomyślałem że spróbuję czegoś innego. Włączyłem "szamana" z podkładem hemi sync-o ile sie nie myle. Gdy sie skończyło czułem lekkie "coś" ale też wiekszych efektów nie było. Wg. mnie to nagranie szamana za krótkie jest ;]. Na koniec puściłem sobie "Sleeping through the rain oobe". Na początku było przerażenie, bo te dzwięki spadającego deszczu utworzyły przed moimi oczyma upiorny obraz lasu. Zaczałem sobie wyobrażać że podchodzę do niego. Ujrzałem śliczny szmaragdowo-fioletowo-zielono-srebrny las. (wiem że to dziwny kolor, ale nie umiem go
opisać). Widziałem ruiny jakichś świątyń. Na jednej był jakis tajemniczy świecący znak wyżłobiony na skalnej ścianie świątyni. Dotknałem go, poczułem zimną, marmurową ścianę tej budowli, lekko wilgotną. Dalej palcami dojechałem do tego znaku. włożyłem tak 2 palce i jakbym wyjał trochę tej światłości z tego świecącego znaku. W ogole cały ten las, budowle, nastrój jakoś, przypominały mi kulturę elficką z rodem LOTR. Poźniej chyba nagranie sie skończyło. Zdjałem słuchawki, i położyłem sie na boku spać. Troche mnie głowa bolała, ale wkrótce zasnałem. Było jakoś po 3 w nocy. Dzisiaj też spróbuję!

Pozdrawiam Was ;*

entry 01.05.2008 - 23:44
Powracam do treningów! Znowu czuję wewnętrzną siłę! Więc zaczynam dzisiaj w nocy. Ale w ciągu tego "pustego" miesiąca nabrałem troche doświadczeń, którymi zie z wami podziele...

Miałem dużo snów, spontanicznych wyjść, i sennych zjawisk od ostatniego wpisu. Najciekawszym było wyjście, w którym byłem całkowicie swiadom wyjścia. A zaczeło sie od snu. Śniło mi się że biegnę z moim kuzynem do mojej sąsiadki. Zaczęliśmy biec od ściany domu, na której jest okno. Widok z tego okna jest skierowany wlasnie na jej dom. Biegniemy. Juz prawie dobieglem, lecz poczulem że coś mnie cofa z powrotem. Nagle się mocno wkurzylem. I pomyslalem całkiem świadomie. Ej! to jest mój sen, bede robil w nim co mi sie podoba! I nagle zaczałem "sterować" swoją szybkością. Szybko-wolno-szybko-wolno. Jakbym mial jakies pokrętło. I nagle tak sie cofnałem że wyszedłem z łóżka. Stałem w pokoju. Było bardzo ciemno. (gdy bieglem tobyło jasno, letnia pogoda). Zawsze gdy wychodzę, i stoję w pokoju to jest ciemno, wiec sie do tego przyzwyczailem. Chcialem podejśc do drzwi i przejśc przez nie. Nie moglem ich otworzyć, a nawet nie pomyslalem zeby przez nie przeniknąć. Więc wyjrzalem przez szybkę witrażową w drzwiach. I zobaczylem że w korytarzu za moimi drzwiami stoi wielka roślina w donicy, którą oświetla światło księżyca-piękny widok. Za tą szybką widzialem wszystko jakbym tam był, żywe,musze dodac ze ta szybka w moich drzwiach jest pomaranczowo-zółta, i ma takie abstrakcyjne wzorki, wiec nic nie widać wyraźnie co sie dzieje za szybą, a wtedy widzialem dokladnie jakbym był za drzwiami. Wrócilem się. Obejrzalem się, i koło szawki, koło komputera stał jakiś model molekularny (?). Był to model jakiegoś związku molekularnego, poskladany z takich atomów-kuleczek z drewna, połączonych metalowymi pręcikami. Patrzylem sie chwile, i nagle ogarneła mnie ochota dotknięcia tego. Dotknałem jedną kuleczkę, i zobaczylem ze jezt czerwona. Poczulem drewno polakierowane czerowną farbą. Wszystko było takie żywe, dostalem dziwnych uczuć, jakiś stan uniesienia, zaczałem sie cieszyć że dotknałem i poczulem zmyslem dotyku ta kulkę. To szczęscie bylo tak silne że nie pamietam wszystkiego co bylo potem, wtedy nic sie nie liczylo tylko to dziwne szczęście.


Były tez takie sytuacje w ktorych ktos chwytal mnie za reke i fruwal ze mną pod sufitem mojego pokoju.
Nie wiem czy te sytuacje to byly sny czy tylko jakies odczucia. Bo zawsze mam zamkniete oczy, nie potrafie ich otworzyć i zobaczyc co sie dzieje lub poprostu zapominam o tym.

Była też taka sytuacja w której zaczałem przechodzić w "ten" stan. Słyszałem szumy, gwizdy, bełkot. Nagle słyszalem juz tylko ten bełkot. Czułem że coś sie dzieje w okol mnie lecz ja znowu mialem zamknięte oczy :|(nie wiem co mam robić zebym mial je otwarte). Zaczałem sie wsłuchiwac w ten bełkot. Nic nie rozumialem, ktos nawijał od rzeczy, skupilem sie jeszcze bardziej, nagle cisza. I usłyszalem zamiast tej paplaniny słowo które ktoś wypowiedzial pięknym czystym i kobiecym głosem. A to słowo to było KOCHAM CIĘ. JA zamarłem. Po chwili usłyszalem tylko taki pisk. Taki sam jak z tego urządzenia które sygnalizuje zatrzymanie akcji serca. I zasnałem.




Tyle ;]

entry 27.03.2008 - 19:48
Wczoraj w nocy miałem dokładnie to samo co 2 dni temu w nocy, znowu tylko to dziwne ciepło, co sie dzieje???

entry 26.03.2008 - 19:16
Wczoraj położyłęm sie do łózka koło godziny 23, z zamiarem treningu. Przeprowadziłem się w stan relaksacji i nagle poczułem dziwne ciepło w dłoniach. Prawdą jest to, zę gdy usypiam ciało to dłonie "usypiają" sie jako pierwsze. Ale wczoraj dłonie bardzo szybko się "odcieły" od całego ciała. Zrobiły sie ciężkie, i czułem je jakby były nie moje. Dziwne uczucie. Ale nagle zaczeło sie zbierać ciepło, zwykle ciepło ogarnia całe moje ciało, ale wczoraj w dłoniach szczególnie je czułem (ciepło). Zaczeło mi sie robic gorąco, nie wiem, może to za sprawą że byłem przykryty i ze strachu, albo moze za sprawa tego ciepła w dłoniach. Myślałem że to juz krok do "wyjścia", ale nie. Leżałem tak z 30 minut. Ale nic, nic sie nie działo, tylko to ciepło. Wiem że inni leżą kilka godzin i dopiero się "to" dzieje, ale mi jakoś szybko to zwykle idzie, może ten czas mi szybko mija? nie wiem... Ale w końcu zaczęło mnie to troche parzyć w dłonie. Więc pomyslałem że tej nocy nic wiecej mi nie wyjdzie, poruszyłem się, i poczułem jak to ciepło rozchodzi sie w kierunku palców na zewnątrz-wszystko wróciło do normy. Przez 3 godziny nie mogłem spać, byłem pobudzony, lecz później zasnałem.

entry 24.03.2008 - 14:46
Jakieś 30 minut temu chciałem się zrelaksować i próbować "wyjść". Z przyczyn nie zależnych ode mnie ;), w moim pokoju przebywała także moja wqrwiająca siostra. Zaczeła bawic sie telefonem a ja prowalem sie odprezyc. i jak tu sie zrelaksowac jak ktoś ci pyka na klawiaturze telefonu :). Ale nie dałem za wygraną, rozluznilem ciało i próbowalem stworzyć jakąś wizualizacje. Wyobraziłem sobie dwa słupy jakiejs energii stojące poziomo, które zderzaja sie ze sobą, po zderzeniu zahaczaly sie o siebie i sciągnęły sie z powrotem, za kazdym razem gdy zderzyly sie i zaczely ciągnac w swoja strone czulem cieplo ogarniające cale cialo. pomyslalem to jest to! Wyobrazalem sobie ze te slupy zderzają sie ze sobą coraz szybciej, szybciej, a cialo ogarnialo coraz wieksze cieplo, juz prawie czułem lekkość totalną (przypominam ze siostry i jej pstrykania nie slyszałem :D) Aż nagle siostra zaczeła glosniej pstrykac po klawiaturze telefonu, i raptownie słupy robiły sie mniejsze, coraz wolniej sie poruszały, ciepło ustało ja sie obudziłem. Wystrzeliłem z łóżka i nawrzeszczałem na siostre :).

Tyle ;]

2 Stron V   1 2 >  
Mój obraz