|
|
6. „Nauka latania.” Zapiski zaczynają się od snu. Cytuję ten fragment dziennika, bo uważam go za istotny z dwóch powodów. Ale o tym potem. 13.12.05r. wtorek Pamiętam – jacyś człekokształtni pokazywali mi, jak przelatują nad połową ulicy (4-tero pasmówka). Pisząc – człekokształtni – mam na myśli, że wyglądali jak ludzie, ale potrafili daleko skakać – jakby latać i tego uczyli. Przyszła kolej na mnie, choć nie zauważyłam, żeby byli jacyś inni uczniowie. Być może byli. Stanęłam na krawężniku i uniosłam się. Czułam, że świetnie mi idzie i poczułam, że mogę polecieć dalej. I poleciałam dalej z łatwością. Wtedy poczułam, że odzyskuję świadomość i już wiedziałam, że to sen. Korzystając z tego, że lecę, poleciałam dalej i latałam wokół samotnego drzewa na sporym placu. Kawałek dalej był blok. Leciało stado ptaków. Przeleciałam przez nie – również przenikając kilka ptaków, nieco się niepokojąc tym lataniem. Ale nie przestałam latać. Latałam tak dookoła tego drzewa, nie wiedząc, co robić. Chcąc przyuważyć moje myśli – nie zauważyłam żadnej, która by mnie gdzieś kierowała. Postanowiłam po prostu polecieć przed siebie. Leciałam nad osiedlową drogą, ale nie nad blokami. Ale poczułam, że tracę świadomość. I tu koniec LD. Ogólnie działo się to wszystko w obcej scenerii. Nigdy tam nie byłam, a przynajmniej nie pamiętam. Ciekawe czy ta próba nauczenia mnie latania mogła mieć związek z tym, że boję się latać. Czy to mogli być jacyś moi opiekunowie? Koniec cytatu. Powód pierwszy – spisałam to tutaj, żeby pokazać, że latanie bez celu to LD stracone. Powód drugi – mimo że świat Poza bywa nieprzychylny dla OBEmaniaków, to jednak mamy tam swoich przyjaciół, którzy zawsze, kiedy tylko mogą to uczynić, uczynią dla nas to, co najlepsze, byśmy się czuli w Poza jak u siebie w domu.
|
Moje Albumy
|