A więc drogi notatniczku... ciężką noc mam za sobą. Zamiast ścielać łóżko i sprzątać pokój przysypiam teraz nad biurkiem popijając kawkę. Spytasz się mnie drogi pamiętniczku czemu? A więc wsłuchaj się w moją opowiastkę ;P xD
Dawno, dawno wczoraj Vegnagun zasięgnął rad doświadczonego Astralnego Podróżnika i otrzymał wiele interesujących wiadomości na temat relaksacji i osiągania OOBE. Vegnagun w swoim zapale postanowił już w nocy zastosować słynną technikę 4+1 i korzystając z rad AP polecieć w kosmos.
Przed snem zaprosił więc znajomych na chat o 4 nad ranem by rozbudzili go rozmową i sami spróbowali wyjść po czym położył się do swego jakże wygodnego łóżka i pośród jaśków ułożył się by jeszcze przed snem poćwiczyć relaksację. Początkowo był bardzo zadowolony z rezultatów relaksacji, jakże ważnej w wyjściach. Ogarnęło go odrętwienie, oddychał głęboko stosując się do rad AP. Gdy spróbował poruszyć niefizycznymi dłońmi napłynęło do nich ciepło lecz nawet nie drgnęły mimo szczerych chęci. Leżał tak około 45 minut i poza odrętwieniem mimo licznych prób i stosowania różnych metod... myślę że nie stało się nic. Plecy go w końcu od tego rozbolały, postanowił trochę się rozluźnić i powiercić na łóżku. Paraliż poszedł się jejeje*** ale przynajmniej opuściło go nieprzyjemne uczucie. Przewrócił się na bok, bo tak zawsze zasypiał. Pomyślał - nie zaszkodzi utrzymać świadomość i jeszcze jakiś czas popróbować. Od tego się zaczęło a skończyło na ponad godzinnym wierceniu po łóżku i wzmaganiu się zmęczenia. Vegnagun pomyślał - Nosz Karwasz wasza szmać! Już walić te ćwiczenia, jestem nimi wyczerpany i chce iść spać! - I mimo jego szczerych chęci dalej kręcił się i wiercił lecz dalej nie mógł zasnąć...
Biedny Vegnagun spędził tak łącznie ponad 4 godziny aż w końcu koło godziny 1-2 w nocy ogarnął go błogi sen...
Ale cóż to! Ze snu wyrwał go przeraźliwy łoskot! Tak! Dobrze się domyślacie... to był budzik! Wybiła godzina 4:00! Vegnagun pomyślał - "O rzesz kur**! @&#$ ". Jednak jego siła woli była zbyt silna by ciało nad nią zwyciężyło. Zwłókł się więc z łóżka i potykając się o własne nogi włączył monitor. Nie zawiódł się... na chacie czekali już na niego wierni druhowie w tym wiecznym boju o spokój duszy.
Po krótkiej pogawędce wszyscy userzy zaczęli się rozchodzić do łóżek, bowiem nieuchronnie zbliżała się 5:00. Vegnagun również życzył sobie i innym powodzenia po czym skierował się w stronę łóżka. Lecz tak jak się domyślasz drogi pamiętniczku... Vegnagunem już w drodze do łoża zawładnął sen.
I tak moi milusińscy kończy się baśń o Vegnagunie co mu sen psikusa zrobił. A morał z tej bajki taki: Krasnoludki są na świecie.
xD Pozdrowienia dla wszystkich :****