Mam parę "zaległych" snów, których tutaj nie opisałam jeszcze, więc robię to teraz.
Dzisiaj śniło mi się, że byłam swego rodzaju aktywistką, ale nie pamiętam na rzecz czego. Zakradałam się na jakiś chroniony teren. Pamiętam, że był on otoczony murem i na tym terenie była taka dość wysoka, sianowata trawa. Próbowałam się w niej skryć, ale ochroniarze mnie znaleźli. Potem śniły mi się nagłówki z gazet, napisane nie po polsku, które mówiły o tym, że człowiek próbował przedrzeć się na jakiś teren i dotarł bardzo daleko, bo aż za granicę Czech. Ja byłam tym człowiekiem. Ten sen był dłuższy, ale nie pamiętam nic więcej.
Parę dni temu śniło mi się, że byłam w swojej dawnej szkole. Poszłam na wagary z jakiejś lekcji, a potem wróciłam i wchodząc po schodach, zobaczyłam na nich osobę, która w rzeczywistości już nie żyje. Nic nie mówiła, tylko po prostu wchodziła po tych schodach, dosyć szybko. W tym samym śnie, ale w innym miejscu, bo na mojej klatce schodowej, również śniły mi się osoby wchodzące po schodach, ale tym razem, żyjące i te osoby miały problem, żeby wejść po tych schodach. Wchodziły krzywo, miały krzywe nogi i musiałam im pomagać, podtrzymując ich plecy, bo inaczej by spadły. Chyba wcześniej, ale też w tym samym śnie, śniła mi się wielka bryła białej kredy, spadająca tak po prostu z nieba i przygniatająca mnie i paru innych ludzi chyba też, ale tego nie jestem pewna.
Trochę dawniej śniło mi się, że prowadzę karetkę w deszczu i jadę pod prąd, ale nic innego z tego snu nie pamiętam, mimo że o coś tam jednak chodziło. Pamiętam tylko to, że czułam się fajnie, prowadząc ten pojazd i że sprawiało mi to przyjemność.
Do kolekcji do snu z prowadzeniem karetki, mam jeszcze jeden. Nie do końca wiem, o co tam chodziło. Najpierw próbowałam sprzedać spodnie - kupiła je siostra. Potem jakiś facet chciał pokazać jakiejś dziewczynie, jak zrobić, żeby facet kupił jej spodnie. Ja byłam tym facetem, wsadził mnie i ją na motor i się rozpędził, a żeby się zatrzymał, to musiałam podać wysoką cenę spodni, którą chętnie zapłacę. Potem chciał mnie nauczyć, jak zmanipulować chłopaka, bo się z jakimś pokłóciłam, nie wiem skąd go miałam, i wsadził mnie do wozu strażackiego, za kierownicę. Metoda analogiczna do tej z motorem. Wpadłam do rowu. Podszedł do mnie ten pierwszy i mówi, że teraz to wystarczy tylko zrobić zwarcie światłami (zademonstrował), tylko tak, żeby zdążyć uciec. Wyszłam z tego wozu. Dookoła grunt był nagrzany do czerwoności, jakby wulkan miał się wyłonić. Usiadłam na jakiejś skałce i podszedł do mnie ten drugi. Chciał mnie pocałować, ale oboje mieliśmy na twarzy jakieś kropelki. Przetarłam to chusteczką i to był jakiś czarny smar. Objęliśmy się i zaczęliśmy gadać o tym czerwonym czymś, nazywając to, nie wiedzieć dlaczego, kamieniami wulkanicznymi.
Interpretacja Junga:
"Jung, w przeciwieństwie do swojego mistrza, Freuda, był zdania, że wchodzenie w górę po schodach czy drabinach w snach to wyraz naszego poszukiwania własnej indywidualności, próba wejścia na wyższy poziom świadomości, z kolei schodzenie w dół symbolizuje naszą gotowość do zgłębiania tajemnic nieświadomości.
Dodatkowo uważał, że symbole te są silnie zakorzenione także w nieświadomości zbiorowej i świadczą o dążeniu do pogłębiania wiedzy duchowej – przywoływał tutaj na przykład Drabinę Jakubową z Księgi Rodzaju Starego Testamentu czy średniowieczny obraz „Stairway of the Seven Planets”, będące alegoriami windy, która dawała możliwość dostania się do sfer niebieskich."