Wersja do druku

Kliknij tutaj, aby zobaczyć wpis w oryginalnej formie

Twisted_Sister's Notatnik

Prześladujące Sny O Pociągach

Miałam ostatnio pewne przeżycie, które przypominało takie nieudane wyjście - jakbym prawie się odkleiła, ale nie do końca, a jedynie po części. Może w tym momencie za bardzo zaczęłam się stresować zamiast postawić na niezawodne odprężenie.

Od paru dni nieustannie śnią mi się pociągi. To już co najmniej trzecia noc z rzędu z tego rodzaju motywem we śnie. Co jakiś czas powraca taka seria snów właśnie z tym elementem. Wczoraj to był nawet niejeden sen. Miałam wrażenie, że pociągi prześladowały mnie niemal całą noc. Wszystko było przedziwne!

Pierwszy był dworzec bardzo kolorowy i z bardzo specyficzną budową. Składał się z takich jakby pięter - było to coś na zasadzie peronów. Były one usytuowane na zewnątrz budynku (dworca). Na każde piętro wchodziło się po drewnianych brązowych schodach z taką samą poręczą. Wagony wyglądały podobnie - również były brązowe i zrobione z drewna i też znajdowały się na zewnątrz. Wszystko dookoła było takie kolorowe! Drewno oplecione było roślinnością i kwiatami. To wyglądało jak ogródek piętrowy. Każdy pociąg odjeżdżał bardzo szybko. Pasażerowie ledwo nadążali wsiadać do swoich pociągów. W tym śnie byłam z rodzicami. Mam wątpliwości czy Sara (krótko obcięta, ruda dziewczyna), która też była w tym śnie to ja sama czy była to moja nieistniejąca siostra, bo momentami wychodziło na to pierwsze, a czasami na drugie. W tym śnie miałam też młodszego, kilkuletniego brata. Wszyscy spieszyliśmy się na pociąg. Rodzice szybko zdążyli wbiec do wagonu, ja razem z nimi, ale kazali mi wciągnąć do niego jeszcze braciszka. Wyszłam więc, złapałam go i udało nam się wskoczyć z powrotem. W tym momencie zapytałam gdzie jest Sara. Ostatecznie wszyscy znaleźli się we wagonie. Kiedy pociąg ruszył, okazało się, że nie podróżuje się nim tak zwyczajnie. Trzeba stanąć w odpowiedni sposób albo kroczyć równomiernie - inaczej spadało się w przepaść. Jedno z nas nie potrafiło tego zrobić i zaczęło spadać. Krzyczałam do tej osoby, żeby stanęła jak ja i złapała się poręczy. W końcu to zrobiła, ale na początku nie chciała mi zaufać - wołała tylko inną osobę. Co więcej, ten pociąg jakby nie miał dachu. Wszystko działo się na powietrzu.

Drugi pociąg był bardzo podobny do pierwszego z tego względu, że też nie podróżowało się nim w normalny sposób i również był bez dachu. Każdy miał wyznaczone swoje miejsce, a przypominało ono takie siedzisko ze spadochronem. Tym razem trzeba było usiąść w odpowiedni sposób - inaczej spadało się w dół. Znowu ta sama osoba nie potrafiła poprawnie usiąść i zaczęła spadać. Tym razem ktoś inny doradził jej, jak powinna to zrobić. Była to moja kuzynka, Justyna, która nagle pojawiła się we śnie.

Ostatni pociąg był zupełnie inny. Ten fragment snu zaczął się na zwykłym peronie - takim jak w rzeczywistości można spotkać przy dworcach. Czekaliśmy tam na pociąg - ja, czyli we śnie Sara, młodszy braciszek i rodzice. Było ciemno, a przy torach znajdował się gęsty las. W końcu na peron zaczął podjeżdżać pociąg - na pierwszy rzut oka był zwyczajny. Jednak aby wsiąść, trzeba było dać znać maszyniście, żeby się zatrzymał. Tata jakoś machnął mu ręką i pociąg stanął. Miał tylko dwa wagony. Był koloru ciemnozielonego i miał przyklejone na boku dwie tabliczki z literami - na jednej było chyba "P", a na drugiej "L". Tabliczki były umocowane dosyć niedbale i krzywo. Stanęliśmy przed wagonami i trzymaliśmy się za ręce. Ktoś powiedział, żebyśmy wszyscy wsiedli do tego samego wagonu. Drzwi obu wagonów otworzyły się równocześnie, w niezwyczajny sposób - cała boczna ściana była drzwiami wagonu i unosiła się do góry. W środku nie było nic poza jedną ławką usytuowaną wzdłuż wagonu - tak, że wchodząc, siedziało się twarzą do bocznej ściany. Weszliśmy szybko do drugiego wagonu - tak szybko, jakby pociąg za moment miał odjechać i jakbyśmy mogli nie zdążyć wszyscy wejść. Usiedliśmy, a drzwi zamknęły się. Nie było okien. Za to pod drzwiami pozostawała mała luka (jakby były one niedomknięte) i przez nią zaczęło się przedostawać światło - chociaż wcześniej było ciemno.

Pamiętam jeszcze jeden sen z rodziną w roli głównej - zwłaszcza Sarą. Znajdowała się ona w mieście, do którego uciekła. Ja obserwowałam wszystko z boku. Wcześniej już śniło mi się dokładnie to samo miasto, ale w rzeczywistości nigdy tam nie byłam. Widziałam Sarę. Rodzice jej szukali, ale ich tam nie było. Nie wiem dlaczego, ale patrzyłam na nią z żalem - tak, jakby za chwilę miało jej się przytrafić coś złego - ale wiedziałam, że nie mogę się z nią porozumieć.

Powered by IP.Blog
© Invision Power Services