W nocy, z wczoraj na dzisiaj, nie za bardzo mogłam spać. Przespałam może dwie godziny przez stres spowodowany egzaminem. Byłam w półśnie i zaczęłam sobie wyobrażać, że zbliżam się do drzwi. Chciałam sprawdzić czy da to jakikolwiek ciekawy efekt. Zrobiłam to jakoś tak intuicyjnie. Było ciemno. Zbliżałam się i zbliżałam... aż po chwili pojawił się obraz. Byłam świadoma tego, co się dzieje. Pamiętam, że widziałam, ale niedokładnie pamiętam co zobaczyłam. Na pewno było to moje mieszkanie, ale szybko poleciałam do kuchni i zatrzymałam się przy oknie. To trwało chwilę i chyba dlatego na nic po drodze nie zwróciłam uwagi. Nie wiem dlaczego akurat kuchnia. Tam mnie "nogi poniosły". Wyskoczyłam z okna. Nie czułam zimna, ale na zewnątrz był śnieg. Leciałam, ale po chwili spadłam. Lubię śnieg, ale zarówno jego widok, jak i dotyk nie ucieszył mnie. Przez cały czas, od kiedy wyskoczyłam z okna miałam zły nastrój. Pierwszy raz taki stan nie sprawił mi żadnej przyjemności i nawet nie wiem dlaczego. Pomyślałam sobie, że czuję się samotna i że nie chcę tu być - tak sama... Kogoś mi brakowało obok mnie. Kogokolwiek dobrego. Nigdy mi to nie przeszkadzało, że jestem we śnie czy gdzieś indziej zupełnie sama. Po chwili pogoda zmieniła się na mglistą. W powietrzu było trochę wilgotno. Nie wiem czy to deszcz czy raczej mżawka. Dookoła mało co było widać - tak jak we mgle nocą. Poczułam, że muszę uciekać. Nie wiem dlaczego, ale zaczęłam biec. O pierwszych osobach, które zobaczyłam, pomyślałam, że chcą mnie dopaść. Nawet ich dobrze nie widziałam. Nie miałam pojęcia kim są. Nie znam ich i tam byli mi również obcy. Nawet nie wiedziałam ilu ich jest. Jednak z jakiegoś powodu bałam się ich. Znowu jakoś intuicyjnie. Biegłam jak najszybciej, planując schować się gdzieś przed nimi. Poruszałam się bardzo szybko - z jednego miejsca w kolejne. Pomyślałam, że jeśli wejdę w bardzo ciemną, wręcz czarną, okolicę między drzewami, to mnie nie zauważą. Dotarłam do tych drzew. Oni biegnąc za mną, wyprzedzili mnie i wtedy zobaczyłam, że jest ich dwóch. Stanęłam w miejscu. Szli dalej (teraz już szli), nie odwracając się w moją stronę. Zwykli ludzie, zwykli chłopacy, całkiem młodzi, zwyczajnie ubrani. Dosłownie sekundę po tym, jak zobaczyłam ich przed sobą, poczułam silne uderzenie od tyłu. Tak jakby ktoś mnie bardzo mocno popchnął. Pochyliłam się lekko do przodu - tak, jak popchnięta w plecy osoba. I wtedy momentalnie otworzyłam oczy, znalazłam się w swoim łóżku z poczuciem strachu.
Nie wiem co to był za stan. Pierwszy raz takie obrazy pojawiły mi się, kiedy wyobrażałam sobie zbliżanie się do drzwi (nie po wykonaniu obrotów) i tak jak mówiłam, pierwszy raz wywołały one u mnie taki niepokój. Nigdy wcześniej nic złego mnie nie spotkało.
Jeśli chodzi o zwykłe sny, to ostatnio miałam dwa lub trzy pod rząd w podobnym typie. Słabo je pamiętałam. Przypominałam sobie jedynie szczegóły, które za kilka minut zanikały mi w pamięci i nie byłam w stanie na ich podstawie odtworzyć czegokolwiek ze zdarzeń. Wiem tylko, że akcja działa się w miejscach bardzo mi bliskich i bardzo znajomych - ale tylko w tych snach takie były. W rzeczywistości nie mam pojęcia co to za miejsca.
We śnie, który udało mi się przypomnieć najdokładniej, najpierw stałam przy ulicy i czekałam na autobus albo próbowałam zatrzymać jakiś samochód. Następnie pamiętam drogowskaz, ale to nie był znak drogowy (dla kierowców), ale taki dla turystów. Wskazywał miejsce jakiegoś budynku. Później pamiętam, że chodziłam po jakimś budynku (dobrze mi znanym, choć naprawdę obcym) i szukałam czegoś. Byłam z kimś, lecz nie wiem z kim. Przeszukiwaliśmy po kolei wszystkie pomieszczenia, ale one były takie... puste. Stało tam parę starych szafek, w których można było znaleźć dosłownie kilka rupieci i nic poza tym.
To tyle, co pamiętam. Zawsze po takich snach czuję się dziwnie. To uczucie, że dane miejsce jest mi znajome, ale jednak go nie znam... jest dziwne.
Powered by IP.Blog
© Invision Power Services