kurcze a miało nie być niemiło
przepisane z mojego małego notesika po dzisiejszej nocy:
woałabym zapomnieć,
zasypiam, lewo zasnęłam od razu się budzę,
nie wiem że mi się to śni, zaczynają mnie łapać okropne wibracje, halucynacje, chce to przerwać, ale przypomniałam sobie, że lepiej to przetrwać i poczekać na lepsze,
zamykam oczy budzę się,
mam paraliż, ale czuję, że jestem w stanie się ruszyć, tzn. pełzać, okropnie ciężkie mam ciało, znów mam jakieś urojenia, dzieją się rzeczy które nie są możliwe,wiem że śnię, chcę stamtąd uciec, wlaściwie z mojego pokoju, bo obudziłam się dokładnie tak jak zasnęłam, chcę uciec, zejść z łóżka, nie chce się budzić, bo boję się, że to stracę, ale nie moge zejść z tego cholernego łóżka, kręci mi się w głowie, próbuję znależć inne rozwiązanie,
no dobra kładę się spać, budzę się,
ale nie otwieram oczu słyszę, że ktoś chodzi po pokoju, trochę się boję, bo to mogą być znów jakieś urojenia,
zasypiam, budzę się,
widzę przy mojej głowie coś, coś jak miś, ale nie, jest twarde i kanciaste, jest ciemno więc sie przygladam, świecznik, cholera jeszcze mi świecznik potrzebny, odkładam go z łóżka, trochę się cieszę, bo to znaczy, że Karolina chodziła po moim pokoju, ale ja cały czas nie mogę się podnieść z łóżka, cholera, dalej śpię,
zasypiam, budzę się,
dwa świeczniki przy mojej głowie, palą się, gaszę je, ale one się zapalają same, już nawet ich nie zdmuchuje, łapię knoty palcami, myśle: nie dość, że sie ruszyć ledwo mogę to jeszcze nie czuje ciepła tych świeczek, sen; chcę zejść z łóżka, nie mogę, cholera ciągle śpie,
zasypiam, budzę sie,
standardowy test, kłopoty z podniesieniem się, ale daję rade, zapominam że to sen, ciemno w mieszkaniu, widzę Karolinę, nie śpi, dziękuje jej za prezent, choć tych świeczników już nie ma, były w tamtym śnie, ona mówi, że dobrze, że ok itd., tak jak to ona zwawsze mówi, ja się dziwię, że rozdaje prezenty, choć to już po mikołajkach, widzę dziecko, pytam: skąd ten chłopiec, ona na to, że jej kuzyni tu byli, że przeprasza, że obudziła, patrzę: Dominika i Piotrek tez się obudzili, ale chłopaczek bardzo sympatyczny, wracam do łóżka,
zasypiam, budzę się,
mam obolałe wszystkie mięśnie, kark i ręce najbardziej(to chyba od tego ciągłego próbowania wstawania;), ale mogę się ruszać, uszczypnęłam się, hehe, bolało, patrzę wszystko w miarę normalne, godz 1.37-cała akcja zaledwie jakieś 50 min, łapię za notes, zapisuję, jak jutro rano tego nie będzie to się chyba zastrzele:p
acha jak pierwszy raz zasypiałam, jakoś tak niewiarygodnie krótko nic się nie działo , momentalnie zaczęłam śnić i momentalnie zdałam sobie sprawe z tego, że to sen.
jak zasypiałam, zegar który mi zawsze nad głową cyka, zaczął tak cykać, jak żaden zegar nie cyka, szybko coraz szybciej, pyk, brak świadomości, pyk już się obudziłam.
teraz boję się położyć spać
to tyle...
Powered by IP.Blog
© Invision Power Services