sonic3's Notatnik


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

2 Stron V   1 2 >
Entries on Thursday 7th October 2010

entry 07.10.2010 - 22:56
Sen z przeszłości (nie jestem w stanie podać dokładnej daty) / 01 – Plaża


W tym miejscu opiszę jeden z ładniejszych snów jaki mi się przypomniał spontanicznie podczas przypominania sobie innego snu z ostatniej nocy. Snu tego wcześniej nie pamiętałem ale dzięki przypominaniu sobie o podobnym śnie, świeża pamięć go podziałała jak katalizator i przypomniałem sobie o innym śnie z dawnych lat którego kiedyś nawet starałem się zapamiętać i włala pod dłuższym czasie bumerang powrócił.

(…) Jest jakby środek letniego dnia, jest bardzo jasno i ciepło, niebo jest błękitne ale cały klimat jest zupełnie inny od tego co znamy z rzeczywistości. Atmosfera jest ciepła i elektryczna, da się odczuć promieniujące w powietrzu fale ciepła i radości, jest to naprawdę wspaniałe miejsce. Znajduje się na plaży, wydaje mi się, że to gdzieś w pobliżu Sopotu ale to nie jest ta plaża, jest zupełnie inna niż jakakolwiek znana mi plaża. Obok plaży stoi zaraz niewielki murowany budynek, który wtapia się w całą okolicę, jedną ścianą stoi w wodzie.
W tle plaży od strony lądu rozciąga się przez całą długość las ale jest to plan odległy z tej perspektywy i nie istotny dla mnie. Plaża ta jest wypełniona ludźmi którzy są radośni i razem bawią się w wodzie, nie istnieją miedzy nimi żadne bariery w komunikacji, każdy jest wyrozumiały dla każdego, radośnie spędzając ten czas na wspólnej zabawie.
Sama plaża jest nietypowa, a raczej niesamowita, woda z morza spokojnie wpływa na nią tworząc wiele płycizn tak jakby wiele odnóg rzecznych, niektóre mają po 1,5m głębokości inne po 10cm i wówczas można w nich zamoczyć jedynie stopy. Niema tutaj jednolitego brzegu morskiego, ta woda jest czysta, błękitnie przezroczysta i niesamowicie spokojna, praktycznie prawie w ogóle się nie porusza, a zabawa w niej z innymi to tutaj niesamowita radość i przyjemność.
Niema tu sporów i egocentryzmu tu wszyscy są równi, radośni i bawią się jak dzieci, nie ważne czy dorośli czy dzieci, uczucia jakie reprezentują te osoby unoszą się elektrycznie w całym powietrzu i odczuwam ją jako coś ala słoneczne jasne ciepło, nie znam słowa aby to odczucie określić jest niesamowicie przyjemne i budujące pozytywne odczucia.
Podchodzę do jednej z płycizn utworzonych na tej plaży i bez większego zastanawiania się przyłączam się do zabawy, woda jest ciepła i błękitna. Wiem, że są tu zemną moi przyjaciele ale nie potrafię określić kto jest kim dla mnie, po prostu ich znam.
Trochę ponurkowałem, a potem przeniosłem się na obszar wody znajdującej się na plaży, bo to tutaj najwięcej tych osób spędzało swój czas na zabawach. Woda wpływała tak daleko na plaże, że każdy mógł się nacieszyć utworzonymi płyciznami.
Gdy przyglądam się krajobrazowi, ponownie uczucie ciepła się nasila jakby atmosfera serdeczności i plażowych wakacji razem wzięta, nie wiem co to jest ale jest to wszędzie na około w powietrzu, najłatwiej mogę to określić jako ciepło z zapachem takiej świeżości i pozytywnych emocji odczuwania klimatu jakiegoś niezwykle magicznego miejsca.
Po jakimś czasie sen się nieco zmienia, dotychczas niewiele się działo i można było się skupić na odczuwaniu piękna chwili, teraz wyszedłem z plaży z jakimiś znajomymi (jedna z osób ma ręcznik na plecach) i idziemy po skwerku ale od jakieś strony, gdzie stoją kutry rybackie, atmosfera pozytywnych odczuć i ciepła pozostała. (…)
Niestety nie wiem co było dalej ponieważ jak napisałem wcześnie pamięć tego snu powróciła do mnie po latach jak bumerang i bardziej pamiętam tylko ten plażowy fragment niż cały tamten sen ale plaże z elektryczną atmosferą ciepła i serdeczności śnią mi się dość często.

Entries on Wednesday 21st July 2010

 | Kategoria: OOBE
entry 21.07.2010 - 20:03
20.07.2010 Paraliż ciekawa obserwacja.

Dziś wróciwszy do domu zmęczony po pracy postanowiłem się na chwilę kimnąć, no i ponownie podczas zasypiania pojawił się paraliż senny. Ponownie także odczuwałem blokadę w okolicy nerek, a jednak czasem się ona jeszcze pojawia, gdy się szarpie objawia się uciążliwym bólem, myślałem, że te kwestia mam już za sobą a jednak nie ;/
Postanowiłem zbadać to zjawisko i nie wychodzić z ciała tylko w nim leżeć i odczuwać czym naprawdę jest ten ból oraz ten stan. Badając naturę tego bólu miałem wrażenie, że jest on czymś sztucznym w tym momencie zdałem sobie także sprawę, że moja powłoka fizyczna powiększa się i zmniejsza co jakiś czas - to oddech. Wrażenie takie jakby ktoś za mnie oddychał fizycznie, gdy sobie o nim przypomniałem automatycznie sam zacząłem oddychać ale mój oddech nie był zgodny z tym fizycznym, moje śpiące ciało oddychało w innym tempie niż ja, odczuwałem go jako ten ruch jakbym był zamknięty w ruchomej powłoce. Zaobserwowałem dziś, że po separacji nasze poczucie oddechu niefizycznego nie ma wpływu na fizyczny oddech, jesteśmy totalnie rozłączni i ciało samo dba o siebie. Ofkorz przejąłem się trochę tym, że nie mam prawdziwej kontroli nad fizycznym oddechem, a mój obecny jest tylko symulacją no i przebudziłem się z te go stanu. Wypadu nigdzie dziś nie było ale za to zaobserwowałem kolejną ciekawą kwestie odnośnie tego jak automatycznie działa nasze ciało po rozdzieleniu :)
Tak więc kolejny argument aby nie bać się o oddech nasze ciało już w momencie paraliżu samo kontroluje cały proces tak samo jak w momencie samego snu, poza tym siedząc dłuższą chwilę w swoim ciele mogłem poczuć jak jest one odczuwalne z perspektywy niefizycznej. Wrażenie takie jakby ciało było czymś o innej gęstości, z jednej strony bardzo namacalne, a z drugiej łatwe do ominięcia jak woda albo jakaś forma skondensowanej energii o innej gęstości.

Entries on Sunday 30th May 2010

 | Kategoria: OOBE
entry 30.05.2010 - 12:28
Dziś rano znaczy się 30 maja 2010 trochę po 10ej.


Ponieważ w domu było dość głośno przebudzałem się co jakiś czas. W sumie w nocy miałem jednego krótkiego LDka gdy śniło mi się, że z kolegami przewróciliśmy się samochodem na śniegu. Pamiętam, że wysiadłem i zmieniłem pogodę na cieplejszą, niebo rozjaśniało błękitem ale wtedy ktoś złapał mnie w pasie i ciągną do góry, po chwili się przebudziłem. Potem znowu zasnąłem mając nieświadome sny, na takich niezapamiętywanych LDkach łapie się dość często.
Po przebudzeniu tak po 10 poszedłem do toalety, a następnie się jeszcze położyłem aby nadrabiać zaległości w wysypianiu się z tygodnia. W pewnym momencie zorientowałem się, że jestem w stanie głębokiej hipnagogi, a moje ciało fizyczne nie reaguje, dzięki czemu mogłem z łatwością poruszać się tym niefizycznym.
Zauważyłem także, że od jakiegoś czasu zniknęła blokada usytuowana w okolicach nerek, która często nie pozwalała mi się wyrwać ze stanu paraliżu, im bardziej się szarpałem tym mocniejszy odczuwałem w tym miejscu ból teraz to całkowicie zniknęło. Do tego uważam, że blokada ta mnie trochę zahartowała w wychodzeniu ponieważ przedtem musiałem przebijać się przez ból (i to bardzo dokuczliwy), a teraz bez niego wychodzi mi to dość sprawnie i łatwo.
Tak więc jak zauważyłem, że moje niefizyczne ciało ma pewien stopień swobody względem tego fizycznego, zacząłem się obracać na boki, wirować i z impetem impulsywnie oddalać. 3 próby i wyleciałem z impetem chwytając się mentalnie framugi drzwi w pokoju, aby nie wpaść na ścianę i zakręciłem do drugiego pokoju.
Wizja z początku była słaba ale dość szybko się wyostrzyła, świadomość miałem na wysokim poziomie.
Rozejrzałem się po pokoju wyglądał niemal identycznie jak oryginalny ale wiedziałem ,że to jest astralna kopia. Pomyślałem sobie, że skoro już wylądowałem w astralu to ciężko lub prawie nie możliwe będzie w fazowanie się do ziemskiej rzeczywistości ;/
No ale co tam jestem świadomy i mam właśnie astralne oobe trzeba to wykorzystać. Rozejrzałem się po mieszkaniu było zadziwiająco detaliczne i do złudzenia przypominało oryginał. Na dworze była piękna słoneczna pogoda, błękitne niebo i trochę białych chmurek.
Wyszedłem na balkon spojrzałem na okolicę, zadziwiające w każdą stronę jaką nie spojrzę wszystko było łudząco podobne do ziemskiej rzeczywistości. Przede mną miejskie bloki, a dalej las i panorama mniejszych osiedli, obwodnica miejska, górka, szkoła podstawowa, na dole parking i otaczający blok trawnik. W otoczeniu odczuwałem lekko elektryczną atmosferę, gdy przyglądałem się chmurą stawały się one zmienne i z lekka kalejdoskopowe tak jakby się patrzało na nie przez pryzmat psychodelików (sobie w końcu pomyślałem przecież moje ciało fizyczne obecnie używa DMT, aby mnie tu przetransportować).
Pomyślałem sobie zatem co mogę teraz porobić, najpierw chciałem odnaleźć albo złapać kontakt z pewną osobą ale teraz za bardzo nie wiedziałem jak tego dokonać. Popatrzyłem sobie jeszcze na trawnik, który się wydłużył i i zamienił okolicę w zieloną łąkę na której to różne grupki ludzi dreptały sobie jakby czegoś tam szukały.
Pomyślałem sobie, że teraz jestem na tyle świadomy, a wizja na tyle stabilna by nawiązać kontakt i porozmawiać z przewodnikami lub kimś innym posiadającym wyższą świadomość.
Najpierw wyraziłem swoją intencję myślami, a następnie wypowiedziałem na głos, że jestem teraz gotowy na rozmowę z moimi przewodnikami. Nic się nie wydarzyło ale nie pękałem, bo wiem, że intencja poszła w eter, a oni zawsze odpowiadają, przeważnie nie zjawiają się sami, a trza do nich dojść (poszukać).
Patrzyłem z balkonu na łąkę pode mną i poruszających się tam ludzi i pomyślałem o tym aby właśnie tam zejść i ich poszukać, ale potem pomyślałem sobie, że wcześniej spotykałem ich zawsze piętro nade mną.
Pomyślałem sobie, a ciekawe czy nie będę miał problemów z lataniem, wtedy na plecach poczułem, że mam plecak który mnie dodatkowo obciążał ale nie zważywszy na to po prostu się uniosłem i po chwili byłem już na balkonie piętro wyżej.
Drzwi do mieszkania były otwarte, a z nich wyłoniły się dwie osoby, 2ch facetów ubranych na biało, którzy wydawali mi się dziwnie znajomi choć nie rozpoznawałem kto to jest.
Odrazu przeszedłem do konkretów, niestety znowu części treści rozmów nie pamiętam są one bowiem najtrudniejsze do zapamiętania, Na początku staliśmy na balkonie rozglądając się na okolicę z wyższego piętra, zerkałem jeszcze czasami na te kalejdoskopowe chmury:
Ja: cześć, jestem teraz na tyle świadomy aby z wami porozmawiać :)
Ja: czy to jest prawdziwa rzeczywistość, czy astralna kopia?
on: to jest kopia rzeczywistości
Ja: czy to ja tworze tę rzeczywistość, jest ona bardzo podobna do prawdziwej
on: tak ty to robisz
potem weszliśmy do środka, mieszkanie było pomalowane na biało, na ścianie stał mały segment z barkiem, obok rozłożone łóżko, na ścianie na przeciwko balkonu wisiał jakiś chyba chiński kalendarz. Na drugiej stronie ściany stało biurko stół i kilka krzeseł na jednym z nich ja siedziałem. Osoby te położyły się na tym łóżku i przytuliły do siebie i sobie nawet głupio pomyślałem, że mi takie widoki nie przeszkadzają, bo jestem tolerancyjną osobą.
Potem jednak jedna z tych osób okazała się kobietą i do złudzenia przypominała mi pewną koleżankę Majkę i to właśnie z nią przeprowadzałem większość dialogu. Prawdę mówiąc nie miałem wtedy pojęcia o co ich pytać, przez co konwersacja miała bardziej osobisty charakter i nie o wszystkim chce tu pisać.
(...)
Ja: czy powinienem się wyprowadzić w tym miesiącu, czy może w następnym?
ona: koniecznie musisz się wyprowadzić, najlepiej zrób to już dziś.
w pewnym momencie zorientowałem się, że w rogu pokoju obserwuje mnie ktoś jeszcze, mężczyzna o ciemnej karnacji trochę jakby pochodzenia tureckiego albo indyjskiego.
Spytałem, a kim ty jestes wczesniej tu ciebie nie było?
Nic nie odpowiedział, za to Maja powiedziała: czasem ktoś tu wpada
Ja: a skąd wy w ogóle jesteście, pochodzicie w ogóle z ziemi?
Nowa osoba przestawiła się ale nie pamiętam tej nazwy była dość obca, a potem powiedział, że przebywa w różnych miejscach na ziemi to w santo..(coś tam - nie pamiętam) i jest to jakieś portowe miasto.
ona: a ja jestem z Gdyni (moja koleżanka maja faktycznie mieszka w Gdyni)
natomiast drugi koleś milczał i nie chciał zdradzić skąd pochodzi ale na pewno nie była to ziemia. Generalnie to nie werbalnie dało się odczuć, że oboje nie pochodzą z ziemi, a jedna z tych osób po prostu imituje moją znajomą.
Potem rozejrzałem się jeszcze po pokoju, zajrzałem do barku w którym było pusto i leżała tylko paczka kinder-czekolady, pomyślałem sobie, że fajnie by było chapnąć sobie taką czekoladę.
ona: w barku już nic niema, wszystko już wszamane jeżeli chcesz to możesz sobie w kuchni zrobić pizze.
Zamknąłem barek, spojrzałem na kalendarz na ścianie i otoczenie na chwilę mi się rozjechało tak jakbym miał zaliczyć cofkę ale skoncentrowałem się i dalej mogłem doświadczać tej przestrzeni. On jak i ona zasiedli do stołu i zaczęli nabijać jakieś zioła do fajki, przyłączył się do nich także ten ciemnoskóry człowiek, dotknąłem tej fajki i mnie oparzyła, była gorąca. W pewnym momencie wizja znowu zaczęła się rozpadać, poczułem swoje śpiące ciało i po chwili się w nim znalazłem. Leżałem jeszcze przez chwilę bez ruchu aby całe zajście w miarę dobrze zapamiętać, na zegarze była punkt 11:00 :)

Entries on Thursday 27th May 2010

entry 27.05.2010 - 21:20
Dziś wklejam opis bardzo ciekawego dla mnie snu, który zamieściłem już wcześniej w necie, a aby wszystko razem ładnie poukładać kopię umieszczam i tu. Nie było to oobe ani LD, a zwykły nieświadomy sen ale czy taki zwykły to nich każdy sobie sam oceni :)

CYTAT
Dziennik snów 19.05.2009 6:00

(...) w pewnym momencie jestem na jakiejś starej brukowanej ulicy z przedwojennymi latarniami na której odbywa się jakaś parda, manifestacja lub święto, w każdym razie było tam sporo ludzi na ulicach i coś się działo.
Po chwili ulicą tą przejeżdżała jakaś klasa rządząca w starych czarnych samochodach, w śród tych osób wyczuwałem także kogoś takiego jak chyba królowa Anglii Elżbieta 2. Z jakiegoś powodu ta grupa w samochodach była bardzo złowrogo nastawiona do ludności na ulicach, był to pewien typ gniewu jakby za nieposłuszeństwo. Królowa w swym gniewie niewerbalnie przekazywała ludziom na ulicy, że jest w bardzo złym humorze i postanowiła wszystkich ukarać w jakiś okrutny sposób.
- Pomyślałem sobie wtedy, że to absurd aby jedna osoba miała tak dużą władzę nad losem innych ludzi, czyniąc ludziom rzeczy wg. swoich zachcianek i nawet te najokrutniejsze, rzeczy wydawać się były tylko zachciankami (tak jakby to miało jakiś charakter usprawiedliwienia, bo nieważne czy ta zachcianka jest dobra czy zła, ważne jest, że ja tu wydaje polecenia).
Akurat to jest część snu którą średnio pamiętam. Manifa przeniosła się w stronę dużego krytego dworca kolejowego, atmosfera robiła się coraz bardziej napięta, odczuć się dawało tak jakby zaraz na pstryknięcie palca dotychczasowe życie miałoby się na zawsze skończyć.
(...) w którymś momencie na peron zaczęła podjeżdżać czarna stara lokomotywa, z wagonikami ala te przedstawione w filmach o FEMA (dodam, ze była to stacja końcowa) no i w tym momencie szybko się odnalazłem co ten sen przedstawia.
Niewielka część ludzi zaczęła spierdzielać w kilka stron, pozostali dalej manifestowali nie kumając o co chodzi z tymi wagonami.
Oczywiście ja także znalazłem się w grupie spierdzielających z peronu, od razu załączyło mi się mi w głowie planowanie strategi ucieczki tak aby ominąć miasto.
I tak sobie zbiegłem z jakimś innym kolesiem z peronu, myśląc o tym co to teraz będzie i że nie jestem gotowy na migracje, że to się rozpoczęło zbyt szybko. Wybiegając z poza zasięgu peronowej wiaty doszedłem do wniosku, że uciekanie nad otwartym niebem może się okazać niepowodzeniem, bo i tak mogą zobaczyć z góry każdego jak w google earth Razz
Mimo grozy sytuacji i walącego się świata za plecami przestałem uciekać dochodząc do wniosku, że to i tak niema sensu, że już jest na to za późno trzeba było się przygotować wcześniej na taką ewentualność lub coś z tym zrobić.
Zeszedłem z otwartego nieba chowając się za jakimś wzgórzem i tu zaczyna się 2ga część mego snu.

Osoba która biegła koło mnie także się zatrzymała, podeszła i powiedziała mi coś na kształt choć mam ci coś do pokazania. ja: -Ok.
(...) przemieściliśmy się kawałek w jakąś inną senną przestrzeń, nie pamiętam o czym rozmawialiśmy ale w pewnym momencie osoba ta powiedziała choć ze mną tutaj chce ci kogoś przedstawić.
Weszliśmy do jakiegoś pomieszczenia gdzie było wielu ludzi ale najbardziej wyszczególniało się 5 osób na środku, usłyszałem o tej osoby chcę ci przedstawić osoby które przeżyły coś takiego jak wasza 3 wojna światowa.
Trochę się zszokowałem, 3 wojna światowa wtf?? pomyślałem sobie jak oni przeżyli takie okrucieństwo to muszą być pewnie ranni albo cierpieć na jakieś choroby ala popromienne.
Osoby te były dość niskie wyglądały tak na 15 lat, szczególnie zwróciłem uwagę na ich oczy koloru migdałowego, które były tak jasne, że prawie świeciły.
Z początku brałem te oczy za efekt choroby, ale jak im się przyjrzałem to zobaczyłem, że one takie po prostu są. Źrenice były bardzo duże koloru migdałowego poza tym tak samo okrągłe takie jak u każdego innego człowieka. Mimo zdrowej młodej cery coś mi nie pasowało w ich wyglądzie więc brałem ten inny wgląd za rodzaj choroby.
Staliśmy przy czymś jak tablica ze zdjęciami ale nie zwróciłem podczas spotkania na nią w ogóle uwagi.
Jedna z tych osób podeszła do mnie i powiedziała mi krótką wiązankę na dzień dobry:
nie wiecie jak straszną rzeczą jest wojna która chcą wywołać, (...) jak niebezpieczne będzie chodzenie po dworze narażając się na łapanki, chorobę i śmierć. Ucierpią ludzie i ucierpi planeta. Naprawdę chcecie przez coś takiego przechodzić jak 3 wojna światowa.
Przyglądałem się im tylko nie odpowiadając nic, bo w sumie to mnie trochę zatkał temat wojny, próbowałem się doszukać w tych osobach fizycznych oznak uszczerbku na zdrowiu w wyniku przejścia jakiegoś holokaustu ale im bardziej badałem ich wygląd tym bardziej wyglądali na w pełni zdrowych, te ich oczy zaczęły mi się nawet podobać. Czułem się jakbym po prostu spotkał się z młodymi niskimi ludźmi, każda z tych osób wyglądała inaczej, inne fryzury na głowie, różne twarze etc.. w sumie tylko te wzrosty i oczy ich wiązały ze sobą.
Ponownie usłyszałem od jednej z nich, która chciała mi coś pokazać na tej tablicy:
(...) nie musicie przechodzić przez coś takiego (wojna) aby do nas dołączyć.
Pomyślałem sobie nie chce wojny ale już jest za późno przecież już się chyba rozpoczęła, odrzekłem do nich coś zachwalającego ich wygląd i życzliwość, odpowiedzą było życzliwe spojrzenie i uśmiechy. (jak to w moich snach bywa tam zawsze wszyscy są wyjątkowo życzliwi Very Happy )
Rozejrzałem się po pomieszczeniu było tam wielu innych normalnych ludzi, niektórzy chodzili na kulach inni leżeli na noszach, przypomniałem sobie grozę z peronu i przesłanie od elit na ulicy. W tym śnie to się działo teraz, pomyślałem sobie dlaczego to się dzieje, dlaczego tworzy się to całe zło.
Podbiegłem do jednej z tych osób i powiedziałem chodźcie ze mną musicie nam pomóc, osoba ta odpowiedziała mi:
niestety, sami musicie się za to wziąć nikt inny za was tego nie zrobi Wszystkie odpowiedzi słyszałem w liczbie mnogiej, rozumiałem że przez to chodzi o nas jako ludzi. Zmieszałem się tym, że sam tam (w te złe miejsce) muszę wracać razem zawsze byłoby raźniej.
Na koniec spytałem się osoby która mnie przyprowadziła kim oni są, usłyszałem odpowiedź coś ala: to są wysłańcy (...)
Potem miałem fałszywe przebudzenie, w którym jak to zwykle robię po przebudzeniu starałem się zapamiętać treść snu, nie zmieniając pozycji w której się leży. Wstałem pochodziłem po pokoju zastanawiając się nad grozą 3 wojny światowej i tym co ludzkość może zrobić aby jej uniknąć. Jako że był to dalej sen, czułem całkiem realnie jej grozę i nagle znowu mnie wylogowało z astrala, tym razem już się naprawdę obudziłem.
Ponownie zacząłem odzyskiwać pamięć snów jak to zwykle robię gdy przyśni mi się coś ciekawego, koncentrując się na kolejnych wydarzeniach aby móc późnij wpisać sen do dziennika snów, na zegarze była 5:45.


Napisałem tutaj o tym śnie bo wydał mi się szczególnie ciekawy, a sam wierze iż sny mają zawsze coś cennego do przekazania, nie ważne czy wierzy się w astral, czy w senną kreacje mózgu. Dawniej na bieżąco prowadziłem dzienniki snów, teraz wpisuję w nie tylko ciekawsze sny dzięki czemu wyostrzyłem sobie ich pamięć i wiem, że sny to brama do poznania samego siebie. Są one co najmniej kopalnią niezwykłych myśli, których nie jesteśmy wstanie osiągnąć na jawie.

Ten sen naprawdę dał mi do myślenia o tym, a co gdyby naprawdę jutro miło by przyjść widmo światowego upadku, ciągle piszemy, że czasu coraz mniej, że ludzkość się stacza coraz bardziej jadąc po bandzie z napisem zagłada. Sen ten przedstawił mi symulacje takiego exodusu i teraz wiem, że nie był bym wstanie być na niego przygotowanym, co więcej pozwoliło mi to za symulować te bardzo nie lubiane przez nas emocje zastraszania i niemocy. Teraz możemy coś z tym zrobić, jak przyjdzie źle to może się okazać, że jest już za puźno.

kopia z: http://davidicke.pl/forum/post14902.html#p14902

Entries on Friday 14th May 2010

 | Kategoria: OOBE
entry 14.05.2010 - 17:30
Ostatnio przez nieregularne spanie pośrednio spowodowane moim wczesnym wstawaniem o pracy mam nawroty spontanicznych paraliżów sennych z czego się bardzo cieszę, bo mija właśnie okres w którym zdarzało mi się to dość rzadko np. 1 lub 2 razy na miesiąc. Teraz znów jestem na fali średnio raz na tydzień coś się dzieje, a ostatnio to co parę dni. Jednak praca ma znacznie przy oobe i nie chodzi tu tylko o samą pracę nad zjawiskiem :P

13 maja 2010 ok. 21:00
Wczoraj wieczorem znowu pojawił się spontaniczny trans, leżałem w pozycji na boku wchodząc w stan głębokiej hipnagogi w pewnym momencie zorientowałem się, że ciało jest sparaliżowane, a ja sam mogę się poruszać w pewnej strefie na około niego jakbym był przyczepiony krótką gumą. Na wysokości nerek czułem znaną mi blokadę, która objawia się uczuciem mocnego bólu przy próbie wyrywania się z ciała fizycznego.
Stan ten uzmysłowił mi mój 3 letni siostrzeniec który przyszedł do mnie w stanie niefizycznym, a który tej nocy spał u moich rodziców. Najpierw pobujałem się trochę wizualizując sobie, że moje łóżko to trampolina, bujałem się tak niefizycznie w górę i w dół, miejscami naprawdę mocno się oddalając od łóżka lub wpadając pod nie.
Potem jeszcze zacząłem kręcić się przy tym na boki ale to sprawiało, że ból w okolicy nerek się pojawiał w pewnym momencie po kilku obrotach zawirowałem tak mocno, że mnie wywaliło z ciała.
Wleciałem pod biurko w koncie pokoju praktycznie na ścianie i tak powoli dryfowało mną za ścianę.
Widziałem jak ciemny pokój z perspektywy z pod biurka zanika za konsystencją ściany więc pomyślałem sobie, że to co chce eksplorować dziś to mój dom, więc siłą woli podleciałem do przodu i zaraz w nim byłem.
Na noc często opuszczam rolety (jedną tak do połowy aby trochę światła było) tak więc w pokoju było dość ciemno ale nie na tyle by nic nie widzieć.
To było niezwykłe byłem w swoim pokoju obok śpiącego siebie, nie często mi się to zdarza w przygodach z oobe.
Poszedłem do drugiego dużego pokoju gdzie było równie ciemno, poza tradycyjnym wyglądem pokoju zobaczyłem
w nim swoich rodziców w ich świetlistych ciałach chodzących częściowo nie świadomie pod domu oraz ich fizycznie śpiące ciała. Chwile z nimi rozmawiałem nie pamiętam o czym ale chyba chciałem im uzmysłowić co się dzieje i w jakim stanie się teraz znajdują. Na ciele fizycznym mojego ojca widziałem coś dziwnego i zarazem niepokojącego, oblegały go dziwne czarne wijące się stwory jakby przerośnięte pijawki. W sumie widok ten mnie trochę przeraził i chciałem w jakiś sposób temu zaradzić, pierwsze co to pomyślałem okazać rodzicom trochę miłości. Zbliżyłem się do mamy która bardzo blisko znajdowała się w tym momencie swego ciała fizycznego aby ją ucałować ale w tym momencie coś mnie chwyciło od tyłu za szyję i szarpnęło mocno do tyłu.
Wleciałem prosto do ciała fizycznego momentalnie się budząc, ucisk na szyi sprawiał wrażenie jakby ktoś mnie mocno pochwycił dłonią. Przebudziwszy się zapamiętałem treść doświadczenia i kimnąłem się dalej, czy działo się tej nocy jeszcze coś świadomie jak zwykle nie pamiętam :)

Entries on Sunday 9th May 2010

 | Kategoria: OOBE
entry 09.05.2010 - 16:28
oobe 9 maja 2010 ok. 19:00

Ponieważ byłem lekko zmęczony po pracy postanowiłem sobie uciąć drzemkę tak aby pospać sobie z 2h i potem zrobić resztę czynności zaplanowanych na wieczór.
Po położeniu się po krótkim czasie zorientowałem się, że jestem w stanie paraliżu, a skoro już w nim jestem to czas się wyrwać :)
Jak zwykle trzymało mnie coś (jakaś blokada) na wysokości nerki jednakże ręce były wolne i mogłem nimi machać do woli, jednocześnie słyszałem wszystko to co się dzieje w domu rozmowy i chodzący telewizor. Poturlałem się kilka razy i bach wyskoczyłem, tym razem blokada paraliżu trzymała mnie przy ciele bardzo słabo ponieważ nie miałem większej trudności z wyrwaniem się.
Po paru chwilach wylądowałem w astralne kopii mieszkania jednakże nic jeszcze nie widziałem, za to świetnie słyszałem domowników i miałem poczucie tego gdzie jestem.
Po pewnej chwili powróciła i wizja jednakże jakaś lekko zniekształcona, widziałem wszystko z lekka jak przez wodę albo jakąś magnetyczną falującą ciecz.
Oczywiście astralna kopia mieszkania różniła się wieloma szczegółami od oryginału zaczynając od tego, że na ścianie w pokoju gdzie normalnie znajduje się okno znajdował się duży pomarańczowy segment składający się z kwadratowych półek na którym leżały jakieś przedmioty.
W pokoju znajdowała się poza rodziną także moja młodsza siostrzenica która się czymś tam bawiła.
Zacząłem zwiedzać tę przestrzeń, poszedłem do dużego pokoju i wyszedłem na balkon (jednakże nie pamiętam dokładnie co tam widziałem, na pewno różniło się to od realu:) ).
Potem jeszcze rozmawiałem z moją mamą chwilę i ujrzałem w kuchni kamerę (taką jak ta którą sprzedałem), pomyślałem sobie, że przejże sobie z niej materiał, a być może będzie w nim zarejestrowane coś ciekawego z tego świata.
Po odpaleniu filmu ujrzałem moją siostrzenicę jak się bawi na dywanie i nagle pojawił się znaczek koniec baterii. Postanowiłem szybko znaleźć kabel do ładowania kamery, moim celem stało się obejrzenie co na nie jest.
Gdy tak rozglądałem się po domu z kablem coś zaczęło mnie chwytać i szarpać w inne strony tak aby utrudnić mi znalezienie kabla który dostrzegłem już w 2 miejscach.
Poczułem, że jest tu jeszcze jakaś istota, gdy w swoim pokoju znalazłem kabel nagle w ręce gdzie trzymałem kamerę ujrzałem tylko ten kabel. Teraz miałem kabel, a kamera gdzieś zniknęła.
Pomyślałem, że może ją znajdę w drugim pokoju, podszedłem na korytarz, a drzwi do tego pokoju nagle okazały się zamknięte i trzymane przez jakąś dużą postać, której sylwetkę widziałem przez szybę. miała z 2,5m i była bardzo szeroka, przez chwilę się zlękłem kto to może być ale miałem świadomość tego gdzie teraz przebywam. Otworzyłem drzwi, opór był lekki i ujrzałem dziwną postać jakby wielka kobieta w czarnym stroju usmarowana od brudu i błota również na twarzy. Miała bardzo obojętną minę trochę jakby była maską czegoś innego. Spytałem się jej: cześć, kim jesteś? porozmawiajmy chwilę.
Chciałem jej wytłumaczyć, że to co robi jest niepotrzebne ale nagle ona zaczęła się zmniejszać i odlatywać w dal, aż w końcu zniknęła. Chciałem aby została i nie zniknęła, a jedyne co mi przyszło w tym momencie do głowy to wysłanie e nią małej kulki energii która chyba ją jeszcze poraziła, a więc efekt był odwrotny od zamiaru.
Potem jeszcze zrobiłem kilka afirmacji min. zrobiłem sobie kulę energii światła do rozświetlenia przestrzeni oraz założyłem sobie mentalną przestrzeń bezpieczeństwa i harmonii w około siebie.
Odczuwałem swój fizyczny oddech i gdy zacząłem nad nim się chwilę zastanawiać poczułem cofkę do ciała fizycznego, gdzie nagle się znalazłem na zegarze było ok. godz. 20.
Całkowicie spontaniczne i niezaplanowane wyjście, takie są najfajniejsze :)

Entries on Sunday 28th June 2009

entry 28.06.2009 - 22:29
Dodaje ten krótki wpis mojego LD, ponieważ bardzo ciekawie zobrazował mi jak działa fizyka przestrzeni astrala.

LD - 2009.06.22 (chata, moje wyro)
(...) w pewnym momencie snu znalazłem się na wsi na gospodarstwie rolnym mojej babci, byłem z jakimiś innymi osobami w stodole i coś groźnego miało nas gonić. Jako, że się niczego nie bałem w tamtym momencie, jedna z postaci podeszła do mnie i spytała się co zrobić kiedy odczuwamy strach.
Powiedziałem, że można zrobić w rękach kulę światła lub wyobrazić sobie bańkę naokoło siebie (moje patenty na walkę ze strachem w LD), w momencie jak wypowiadałem te słowa, te zjawiska się faktycznie pojawiły i TADA! uświadomiłem sobie co jest grane.
Po przebywałem jeszcze chwile w tamtym miejscu, a następnie miałem fałszywe przebudzenie. Na szczęście zorientowałem się, że jest fałszywe bylem w swoim mieszkaniu z ojcem który mi coś nakazywał, abym zrobił.
Powiedziałem do niego: - tato daj mi i sobie z tym spokój, bo przecież to jest sen. Nie będę robić czegoś tam (nie pamiętam czego) skoro teraz śpię. Skupiłem się na eksploracji mieszkania, zawsze mnie ciekawi co się tym razem zmieniło w wystroju mieszkania i na zewnątrz za oknem.
Pomyślałem sobie co by tu porobić, w sumie zawsze chciałem zaprogramować sobie podróż do świata kagayi, raz mi kiedyś się udało ale ktoś mnie obudził :(
Pobiegłem do pokoju poszukać swojej płyty z dziełami KAGAYi (której fizycznie nigdy nie posiadałem) leżała przy DVD, gdy wyciągnąłem płytę z pudełka na ekranie Tv już pojawił się obraz tytułowy. I to mnie zadziwiło, zdałem sobie sprawę, jak wszystko w tym stanie jest generowane jedynie za pomocą myśli, nie muszę wrzucać płytki DVD do odtwarzacza aby ją odtworzyć wystarczy, że pomyślę o takim zamiarze. To trochę tak samo jak ze światłem, gdy przyciskamy przycisk ono nie zadziała, gdy pomyślimy o nim wówczas zapali się.
Mimo to wrzuciłem płytkę do DVD ponieważ nie zrobienie tego pewnie by spowodowało znikniecie obrazu.
I tu najciekawsze, wrzuciłem play, wybrałem rozdział i zamiast obejrzeć materiał na TV podszedłem do okna szeroko je otwierając.
Widziałem normalną okolice, lekko zmienioną jak to w OSPUO bywa np. co mnie zawsze zastanawiało, na parkingu przed blokiem zawsze jest mniej samochodów, kilka albo kilkanaście. (zawsze się zastanawiałem dlaczego tak jest). Po chwili okolica zaczęła się zmieniać oddalone bloki nagle zniknęły a w ich miejsce pojawiło się wielkie jezioro, z krystalicznie czysta wodą jak z prac Kagayi (obrazy z wykorzystaniem kolorów wysokich wibracji) obok pojawiło się drzewo, a wszędzie dalej zielona łąka. Patrzę dalej jezioro zniknęło, zostawiając wszędzie łąkę po chwili wyrosło tam kilka wielkich szerokich konstrukcji (coś jak maszty telefonii komórkowej, z panelami słonecznymi u góry i wszędzie w około) pomyślałem sobie, że teraz w taki czysty sposób ludzie produkują prąd elektryczny. Potem łąka także się zmieniła na kompleksy nowoczesnych podziemnych domów (miast) których dachami była właśnie ta łąka, potem ujrzałem jeszcze między nimi pojawiające się wiszące drogi, taka trochę S-F wizja, ale w pozytywnym ekologicznym klimacie (połączenie natury i technologi) :)
W pewnym momencie jak sobie tak kreowałem obraz wizja się urwała i się przebudziłem, eLDek krótki ale fajny :)

Jedna z artów prac Kagayi, którą wtedy widziałem na ekranie TV:


Ten LD zobrazował mi jak na bieżąco nieświadomie kreujemy zasady jakie mają panować, nie oglądałem filmu w TV tylko na żywo w oknie, nie wrzuciłem płytki tylko o tym pomyślałem. Wszystko dzieje się tak jak wg. twojej myśli powinno być słuszne, dlatego tez wydaje mi się, że wiele osób ma problemy np. z lataniem. Nasze myśli nie dopuszczają kwestii, że to możliwe, a tam wszystko jest możliwe ;)

entry 28.06.2009 - 21:42
Jako, że coraz częściej udaje mi się nawiązywać świadome rozmowy z istotami pod drugiej stronie, postanowiłem że przepiszę część ciekawszych wpisów ze swojego dziennika snów - przyznam, że jak go otworze i widzę ile jest do przepisania to mi szybko zapał umyka ;/
Poniżej zamieszczam jeszcze świeży wpis ze zeszłego tygodnia, traktuje go jako LD ze względu na jakość uzyskanej świadomości.

LD - 2009.06.21 11:20 (chata, moje wyro)


Wcześniej miałem sen z biwakiem pod koniec którego odzyskałem świadomość, potem się przebudziłem sprawdziłem godzinę (11:15) jako, że była niedziela, a wcześniej trochę późno się położyłem postanowiłem jeszcze się na chwilę zdrzemnąć :)

Przy zasypianiu postanowiłem, że spróbuje wyjść potem świadomość odjechała by powrócić w stanie poparaliżowym, czyli już praktycznie w stanie snu.
Wiedziałem, że leżę na łóżku i śpię mając w głowie dziwne i nieokreślone wizje jakiś przedmiotów, postanowiłem wstać i nagle znalazłem się w astralnej kopi mieszkania. Postanowiłem, że jak już jestem w miarę świadomy przestrzeni i stanu w jakim się znajduje obecnie to spróbuje porozmawiać z opiekunami lub kimś innym kogo spotkam. Najpierw jeszcze obadałem ściany, wyginają się guma :D
Za oknem na dworze widziałem kilka przechadzających się osób, wysłałem sygnał że chce się z kimś spotkać, kto będzie wstanie odpowiedzieć na moje pytania i wyruszyłem na klatkę jako, że mieszkam w bloku. Na klatce za oknem panowała noc, wszedłem na piętro wyżej i postanowiłem poszukać kogoś u sąsiadów, wtedy jakby grawitacja się zmieniła i zaczęło mnie pchać w kierunku odwrotnym od zamierzonego, tak jakby grawitacja nagle zaczęła oddziaływać ze strony ściany.
Poleciałem do tyłu jakby ktoś mnie szarpną za bluzę i zatrzymałem się na poręczy, ale powiedziałem sobie, że się nie poddam rozciągając się do szklanych drzwi dzielących klatkę i wspinając się po nich pomimo tego, że poruszałem się po płaskiej podłodze.
Za drzwiami parcie na ścianę zniknęło, nie chcąc czekać na powtórkę, zadzwoniłem do 2 sąsiadów jednocześnie, jedne z drzwi się otworzyły i się zaczęło :D
W drzwiach spotkałem kobietę i mężczyznę, których raczej nie znam, uśmiechnąłem się i powiedziałem cześć, zaprosili mnie do środka do kuchni.
Ja i ta kobieta usiedliśmy na przeciwko siebie przy 4 osobowym kuchennym stole, przypominającym stoły w barach, przede mną było duże okno za którym widziałem noc. Z boku po prawej stała chyba lodówka, na ścianach była tapeta w wzorki, przez cała długość lewej strony ciągną się blat kuchenny z szafkami pod i nad nim zawieszonymi. Samej kobiecie jako, że to z nią rozmawiałem przyjrzałem się dużo dokładniej niż facetowi stojącemu raczej zawsze tak aby nie mieć go w pełni na widoku, pamiętam tylko, że był dobrze zbudowany i co jedyne się od czasu do czasu uśmiechał zmieniając lokalizacje obserwacji mnie. Kobieta z która rozmawiałem miała rudawe albo bardziej pomarańczowe włosy, które się mocno zakręcały (lokowały) od wysokości ucha, nad uchem były proste. Ubiór był raczej ciemny z jakimiś metalowymi ozdobami gdzieniegdzie.
Po pewnym czasie zauważyłem, że na stole stoi także srebrny dzbanek trochę przypominający sziszę, w tym czasie zostałem zapytany o herbatę po najwyraźniej to na nią zostałem zaproszony, osoba która mnie tylko obserwowała nastawiła wodę w elektrycznym czajniku.

Oparłem się łokciami na stole uśmiechając się jednocześnie i patrząc w oczy mojemu rozmówcy. Powiedziałem, że jestem świadomy tego, gdzie teraz jestem i chce pogadać/zadać kilka pytań. Powiedziałem coś takiego: - teraz przybywam tu w astralu, czy jak to się nazywa.. Kobieta odpowiedziała będziesz tu jeszcze przebywał 50 minut.
Nie zapamiętałem całej rozmowy ponieważ była bardzo długa, trochę się na rozmawiałem z tą osobą zanim się ocknąłem ale niestety jak to jest przy tak długich eksploracjach wiele fragmentów z rozmowy nie pamiętam ;/

Początek rozmowy dość słabo pamiętam, był on dość długi i rozmawialiśmy między innymi o moim poprzednim śnie i jego aspektach, w doniesieniu do rzeczywistości WOW :D Podczas tego stanu pamięta się dość dobrze obecny jak i poprzednie sny, dopiero po przebudzeniu ta pamięć jest zamazywana.
kobieta ta powiedziała mi min. że powinienem częściej odwiedzać moich znajomych sąsiadów, ponieważ potrzebują oni takich kontaktów dlatego w śnie był wprowadzony taki element. - dla mnie to była jak rozmowa z reżyserem, nie wszystko z niej pamiętam i nie wszystko chce powiedzieć dlatego ten element pominę i skupię się na dalszej rozmowie.

Dużo czasu zmarnowałem także na własnych wypowiedziach, ponieważ czasem jak zacznę rozmawiać to mi się gęba nie chce zamykać i tak omawiałem zagadnienia eksterioryzacji, trylogię R.A. Monroea, transformacji świadomości na ziemi, a oni tego słuchali starając się nie wcinać mi.
Pokrótce przedstawię pytania jakie zadałem i zapamiętałem, odpowiedzi były raczej zwięzłe i często bardziej intuicyjne (niewerbalne):

Ja: czy niedługo coś się będzie działo? (w sensie na ziemi)
O: teraz? na razie nie, w przyszłości tak.

Ja: Czy znacie wszystkie moje myśli?
O: tak (niewerbalnie dostałem do zrozumienia, że także całą przeszłość i potencjalną przyszłość w jakimś kosmicznie wielkim sensie)
Ja: odpowiedziałem nie wiem dlaczego tak - to znacie przeszłość/teraźniejszość/przyszłość. skoro to wszystko istnieje raz to czy życie ma sens?/jaki to ma sens? (nie wiem, czy to tylko raz istnieje, jakieś absurdalne pytanie zadałem z perspektywy czasu ale tak to jest w LD)
O: odpowiedź mnie zaskoczyła: - nie wiem (sami się nad tym zastanawiali)
Ja: czy nikt we wszechświecie nie zna odpowiedzi na to pytanie / czy nikt we wszechświecie nie posiada wiedzy na temat sensu życia?
O: wszyscy poszukują na to odpowiedzi.

Ja: miałem problemy z dotarciem tutaj (na kladce schodowej coś zaczęło mnie ciągnąć w druga stronę)
O: ktoś żucił na ciebie zły urok.

Potem zacząłem rozmawiać nt. rozwoju jakości odczuć w OOBE.
Powiedziałem, że wiele razy trzeba utrzymywać skupienie aby OSPUO się nie destabilizowało i że ludzki umysł jest tak słaby w utrzymywaniu tej stałej przestrzeni, ciągle coś się zmienia rozpływa.
W tym momencie i ona się na chwile rozpłynęła pozostawiając puste krzesło. Pomyślałem, że to już koniec spotkania, a nie chciałem tracić tego doświadczenia i się obudzić.
Spytałem - jesteś tutaj?
0: tak (nagle powróciła, bez jakiej kolwiek zmiany wyglądu co mnie zaskakiwało)

Ja: zapytałem, - czy będę wstanie lepiej utrzymywać wizję pracując nad sobą?
O: (tutaj przekazała mi niewerbalne odniesienie do poprzedniego snu i tego, że one także są formą jakiejś nauki).
Odebrane wrażenie było takie, że stopień wznoszenia świadomości jest dość powolnym zjawiskiem, takie jest najwidoczniej tempo doświadczania.

Po akcji z rozpłynięciem trochę się wystraszyłem, że zgubie kontakt więc wyczarowałem sobie aparat i zrobiłem tej osobie astralne foto :D (takie pomysły mi czasem przychodzą tam)
Spytała się po co to robię, odpowiedziałem by móc cię przywołać w razie utraty wizji. Odpowiedziała krótko i ze zrozumieniem - Dobrze.
Skoncentrowałem świadomość na otrzymanym zdjęciu w celu jego utrwalenia i schowałem je sobie w głowie :D
Pytałem dalej w między czasie popijając herbatę na którą w końcu zostałem zaproszony. Pomyślałem sobie niesamowite smakuje jak prawdziwa albo i lepiej :)

Ja: Pochwaliłem się, że wcześniej spotkałem tutaj już osobę która przypominała z wygladu Jezusa ale ja myślę, że to chyba jakiś mój opiekun.
0: -uhumm

Ja: zmieniłem temat - skąd wy pochodzicie? czy jesteście z ziemi? z astrala, z innej planety, z mojej głowy, czy jeszcze z innego miejsca? Czy jest jeszcze inaczej?
O: no i tu ze mnie oboje zbeczyli jakbym naprawdę coś głupiego palną:D
Ja: zapytałem inaczej, czy jesteście częścią mnie skoro wszystko o mnie wiecie?
O: nie, choć w pewnym sensie tak, my obserwujemy/(przewodzimy)
Ja: czy jesteście tutaj po to aby być dla mnie dygresją? (chodziło mi o to, czy są oni po to tu bym mógł się uczyć)
O: (uśmiechnęła się) TAK! (jakbym odkrył Amerykę:) )

Podczas rozmów nie zawsze siedziałem na krześle, zwiedziłem cała kuchnie co róż to zmieniając miejsce (choć głównie siedziałem przy stole), na sam koniec oparłem się o blat i po chwili nie wiedząc czemu PSTRYK budzę się w łóżku, wizyta urwała się jak taśma filmowa błyskawicznie mnie wybudzając.
Od razu poczułem jak cała pamięć szybko zanika, nie ruszając się z pozycji w jakiej leżałem starałem sobie przypomnieć jak najwięcej, to co opisałem wyżej uratowałem przed amnezją jawy :)
Na zegarze była 12:24, pomyślałem sobie o tych 50 minutach które miałem tam przebywać, chyba się zgadzało, ponieważ sam sen trwał ok. godziny :)

Temat pochodzenia i ich celu zawsze jest odwracany jak kota ogonem, tak jakby był to temat tabu o którym nie chcą lub nie mogą nam mówić. Już wcześniej zauważyłem, że rozmowy są prowadzone bardzo ostrożnie z ich strony na niektóre pytania odpowiedzi są jednoznaczne, a te dotyczące bezpośrednio ich działalności są często zbywanie dwuznacznością, żartem lub czymś podobnym.

Entries on Monday 11th August 2008

entry 11.08.2008 - 23:38
Troche czasu już tutaj nie zagladałem, zresztą żałuje tak jak i zlotu na mazurach na który liczyłem, że się uda i będziemy mogli porozmawiać sobie face2face. Pewne zdarzanie w astralu przywlokło mnie tutaj z powrotem, ponieważ muszę się z wami tym wpisem z mojego dziennika snów podzielić. miałem to zrobić wcześniej ale to zdeczko olałem, teraz dostałem bodziec aby to zrobić :)

OOBE z dnia 2008.04.22

Położyłem się dość późno po 3 w nocy przez co czułem się zmęczony i śniły mi się jakieś ciężkie stany, wydawało mi się, że nie mogę zasnąć. Potem śniło mi się, że gram z siorą na konsoli i jednocześnie tłumacze coś o grze kumplowi. Musze zaznaczyć, że normalnie w gry nie grywam już od kilkunastu lat, bo uważam, że najwspanialszą grą jest samo życie :)

Potem było przebudzenie i chwile nie spałem, było około 4:30. Tak sobie leżałem o niczym nie myśląc i w pewnym momencie zorientowałem się w jakim stanie się znajduję, byłem na granicy jawy i snu. Tak więc pomyślałem sobie, że trzeba ten stan wykorzystać do wybicia świadomości na drugą stronę :)
Chciałem się wybić ale czułem bul w okolicach brzucha, czasem tak mam, pomyślałem, że chwile w tym stanie zaczekam i zagłębie się bardziej. W tedy metodą grawitacji zanurzyłem się kilka metrów w dół pod łóżko i przeleciałem łukiem do jakiegoś innego mieszkania w wieżowcu. Tapety na ścianach były czerwone ze złotymi nadrukami, a na dywanie tańczyły świnki. Była to jakaś impreza tylko, że zamiast ludzi były wszędzie świnki, zawiodłem się tym widokiem. Ta projekcja wydawała mi się prymitywna i wypełniona pychą. Cofnąłem się z Ospuo i pomyślałem sobie, że jak tak mają wyglądać moje wyjścia to ja już nie chce ich doświadczać i nie będę próbował.

Chwile poleżałem bez ruchu i świadomie przesunąłem z powrotem fazę do Ospuo. Znalazłem się ponownie w sowim pokoju w swoim domu, ale niestety nie pamiętam początku ponieważ spędziłem w tym stanie zbyt dużo czasu. Wiem, że rozpocząć się miał sen ale ja cały czas świadomie tkwiłem w astralnej kopii mieszkania, cały czas utrzymywałem świadomość na wysokim poziomie.
Wyraźnie wszystko pamiętam od momentu stania na balkonie i rozmawiania z jakąś osobą, młody koleś w ciemnej bluzie, taki jakby nieznany mi rówieśnik, było w sumie kilka innych podobnych do tego schematu osób. Powiedziałem do niego, że jestem teraz wszystkiego świadomy i wiem, w jakim stanie się obecnie znajduje. Wiem, że moje ciało fizyczne znajduje się gdzie indziej w innym świecie. Osoba do której to powiedziałem wyglądała na zaskoczoną, weszła do mieszka przekazać tę informacje komuś innemu. Ja w międzyczasie korzystałem ze świadomego doświadczania astrala i porobiłem kilka salt do tyłu między balkonami ;D
W oknie mojego pokoju także widziałem kilka osób, do których powiedziałem, że wiem, że to sen :)

Nagle na balkonie pojawiła się inna osoba, która była tam wcześniej ale teraz się wyróżniała, podeszła do mnie i zaprosiła mnie do środka mieszkania. Powiedziałem jej, że wiem, że to sen, a moje ciało jest daleko w innym świecie. Osoba ta była wysoka, ubrana na biało, miał bodę, długie proste brązowe włosy i świetnie by pasował do opisu Jezusa z obrazów ale ja tego nie twierdze ponieważ nie wiem kim on był tak naprawdę, a po tamtej stronie wygląd zewnętrzny może być dowolny i ma on bardziej znaczenie symboliczne. Bardziej liczy się treść tego co usłyszałem później.
W środku już nie było kopii mojego mieszkania, była za to sala jakby barowa i stoły (długie ławy), które połączone razem tworzyły czworokąt przy których za siadywało dużo osób. Były min. osoby, które wcześniej widziałem na balkonie i w mieszkaniu. Wszedłem do środka i usiadłem koło tej osoby, która po mnie wyszła na balkon, stała się ona jakby moim przewodnikiem w tym spotkaniu.
Wszyscy na mnie spoglądali, miałem wrażenie jakby zabawa w sen się skończyła i czas pogadać, moja świadomość była ekstremalnie wysoka i nie wiem, czy kiedyś byłem równie świadomy podczas innych projekcji.
Zadawałem dużo pytań do przewodnika (wszystkich nie pamiętam), bo miałem świadomość, że to on tu rządzi i to on te spotkanie zorganizował. Mimo, że wypowiadałem pytania, rozmowa miała tak jakby częściowo charakter niewerbalny, tak to odbierałem, bo nie tylko słyszałem pytanie ale także widziałem je w jakimś kontekście, tak aby było odebrane bez zniekształceń mowy werbalnej.
Rozmawiałem też z innymi osobami ale mniej niż z osobą mnie przewodzącą. Inne osoby żartowały ze sobą i były pozytywnie nastawione ale starały się nie wchodzić ze mną w dialogi po przez wymigiwanie się od ew. odpowiedzi jakimś żartem. Owy opiekun wyróżniał się był cały czas mocno skupiony i poważny tak jakby jednocześnie myślał o 1000 innych spraw. Odpowiadał na moje pytania bardzo konkretnie, bez odrobiny wahania, jego umysł był wg. mnie czymś mocno pochłonięty ale starał się jednocześnie być obecnym i tutaj na spotkaniu.

Gdy, mówiłem do przewodnika, że jestem świadomy i, że czasem mi się tak zdarza, przewodnik dał do zrozumienia mi, że cieszy się z tego powodu i odpowiedział: szkoda, że wcześniej się tego nie nauczyliście.
Nie pamiętam dokładnie kolejności w jakiej przebiegały rozmowy ale usłyszałem od tej osoby min.

-Cieszę się (albo raczej cieszy nas to), że chcecie się uczyć. Odpowiedziałem, że ja chce.

-Zależy nam na was.

Spytałem się o wcześniejszy ciężki sen, odpowiedź usłyszałem od jednego z siedzących chłopaków
- Osoba X (nie pamiętam nazwy tej osoby) chciał mnie w tym śnie zabrać na "imprezę", było to przekazane trochę żartobliwie.

-Powiedziałem także, że lobię tu przebywać i lubię tę nazwę dla tej przestrzeni tzn. Astral.

Gdy powiedziałem, że trochę trudno jest żyć na ziemi i o tym, że rozmyślania przed snem trochę mnie przybiły.
Przewodnik okazał względem mnie niezwykłą troskę, współczucie i spytał się czy chodzi mi o szkolę.
-Odpowiedziałem tak i nie, że chodzi mi o szkolę i o prace ale czułem, że on wie o co mi tak naprawdę chodzi i to chyba wyraźniej niż ja sam.

Przez cały czas siedziałem z prawej strony opiekuna, a potem wstałem pochodziłem, pozwiedzałem tę jakby barową sale i usiadłem po lewej stronie. Część osób rozmawiała ze sobą, potem zauważyłem, że chyba się gdzieś zbierają. Pocałowałem opiekuna w ramie i dostałem od niego taki niewerbalny przekaz, że nie usiałem tego robić. Pomyślałem sobie, że inni w takich chwilach by pewnie płakali albo co, a ja nie i może przez to mogę być jakoś źle odebrany jak jakaś osoba, która tego spotkania nie docenia.
Ponownie wstałem i zacząłem przyglądać się miejscu, ściany były do połowy z drewnianych lakierowanych desek, na bank był to jakiś bar. Opiekun także zaczął się żegnać z osobami, które zaczęły wychodzić, wychodziły one stopniowo po parę osób co jakiś czas, także i ja się z niektórymi osobami pożegnałem.
Przewodnik usiadł po stronie ściany, na przeciwko poprzedniej miejscówki między inne osoby. Przyglądałem się mu i widziałem wokół niego białą poświatę, a na czole widziałem punkt od którego biło światło. Odniosłem wrażenie jakby był on teraz mniej fizycznie obecny tutaj niż pozostali, bardziej przezroczysty albo świetlisty i bardzo skupiony. Podszedłem jeszcze bliżej, wiedziałem, że jestem już tu długo i jak za chwile nie powrócę to mogę zapomnieć o spotkaniu albo stracić świadomość i wejść w sen, co także groziło amnezjom. Pomyślałem, jeszcze chwila, pozostali rozmawiali o rożnych rzeczach, które nie miały dla mnie do końca sensu.
-Odpowiedziałem im, że przez takie właśnie chaotyczne rozmowy my ludzie możemy się dyskoncentrować i wchodzimy w stan nieświadomości.

Spytałem się przewodnika, czy zna każdą moją myśl.
-Odpowiedział, że tak
Powiedziałem, że zatem mnie zna i wie jaki jestem, a potem podniosłem ręce na głową jakbym chciał pokazać wielką głowe i powiedziałem, że do tego potrzeba innego sposobu myślenia aby to wszystko ogarnąć.
-Kiwnął głową twierdząco, a inni się zaśmiali i żartowali dalej.

Zapytałem ogólnie: skąd pochodzicie i czy byliście kiedyś na ziemi?
-Przewodnik odpowiedział, że nie, a inne osoby, znowu usłyszały temat by pożartować.
-Ktoś odpowiedział ja jestem z Ziemi ze Słupska.
Dodałem jeszcze, że to ciężkie miejsce ale warto się tam kiedyś wybrać i pożyć, bo jest także wspaniałe i fajne.

Pomyślałem już czas do domu, bo zobaczyłem więcej niż będę w stanie odtworzyć po przebudzeniu.
Zacząłem się żegnać z wszystkimi zebranym w lokalu osobami, panowała wesoła atmosfera. Część osób już odeszła ale mogłem się także i z nimi pożegnać ponieważ w miejscach, gdzie przedtem siedzieli pojawiły się foto ramki, przez które mogłem im podać dłoń, a osoba w ramce nagle ożywała i się zemną żegnała.
Pożegnałem się także przez ramkę z osobą Kotem, która miała być częścią snu zaplanowanego na tamtą noc. Słyszałem żarty tylko nie zapomnij się jeszcze z kotem pożegnać, bo nie dałeś mu dziś okazji by się wykazać. Podziękowałem wszystkim cofnąłem się trochę do tyłu i zobaczyłem jeszcze jedną osobę, która siedziała zupełnie na boku w miejscu, gdzie wcześniej nie patrzyłem. Był to starszy łysy Tybetańczyk w okularach, który siedział przy jakimś napoju i cały czas wszystko obserwował z boku sali. Kiwnąłem do niego głową na pożegnanie, a on do mnie.

Obserwowałem te całą wesołą wrzawę odchodzących osób i pomyślałem dobra wracam i ciach, cofnąłem się świadomie do ciała fizycznego i otworzyłem oczy. Czułem jakbym się przefazował z prędkością światła daleko w inny stan odbierania świata, w inną gęstość rzeczywistości. Jeszcze się nie podniosłem, nie poruszyłem się wcale, pierwsze co pomyślałem to - WOW to było coś. Czułem jak zaczynają mi umykać moje bogato zebrane informacje o tym co widziałem, jak stopniowo działa amnezja snu. To był szok dla mnie teraz wszystko stało się dalekie i inne ale dokładnie pamiętałem końcowy stan przejścia z astrala do reala. Leżałem jeszcze tak kilka minut bez ruchu aby poprzypominać sobie jak niejawiącej. Byłem tam dość długo, przez co nie pamiętam początku przed balkonem oraz wszystkich przeprowadzonych rozmów, było ich więcej. Teraz najwspanialszym dowodem tej sytuacji stał się dla mnie stan przechodzenia do reala, tak płynny, realny i bezproblemowy.

Wiem, że to spotkanie było spontaniczne i, że niektóre z tych osób już kiedyś spotkałem w snach i że dla nich niema żadnych tajemnic z naszej strony. Osoba, którą nazwałem przewodnikiem dawała mi podświadomie do zrozumienia, że boli ją to, że jesteśmy jacy jesteśmy, że nie doceniamy czegoś w świecie? innych? nie wiem ale jest coś w nas co czyni osoby po drugiej stornie bardziej smutnymi. Oni oczekują od nas zmiany - "cieszy nas to, że chcecie się uczyć" ale brzmiało to tak jakbyśmy to my im łaskę robili z tego powodu, było to w smutnej tonacji wypowiedziane. Nie wiem jak ten opis w waszych oczach wypadł ale ja poczułem się, ze muszę tę notatkę z mojego dziennika snów przedstawić innym obe-maniakom, bo było to dla mnie zdarzenie bezprecedensowe i niezwykle intensywne, mocno różniące się od innych wypadów do astrala. Miałem także wrażenie, że ta rozmowa nie jest kierowana do mnie ale do nas wszystkich jako ludzi, przewodnik używał zwrotów które obierałem jako my ludzie.

Entries on Thursday 22nd November 2007

entry 22.11.2007 - 19:56
No jestem trochę dziś leniwy więc sobie tutaj wkleiłem relacje, którą już wcześniej opisałem na forum.
Myślę, że forma jest Oki, a i napocić się nie muszę przepisywaniem ;)

15/16.11.2007 Noc

(...) Właściwie to też wymyśliłem sobie swój sposób czasem zadziała. Standardowo śpimy, budzimy się i idziemy lulać dalej. Raz przypadkiem w transie zacząłem sobie odtwarzać nagrania grupy amethystium (świetna muza wizualizacyjna). Odtwarzałem je w umyśle, a nie na słuchawkach.Zauważyłem, że w tym stanie jak zechcę to mam dostęp do takiego virtualnego odtwarzacza mp3, który jest w twojej głowie. Można sobie przywołać dowolone nagranie i odtwarzać od dowolnego momentu, miksować, budować każdy następny sampel. Cudowne uczucie, pełna koncentracja na zmyśle słuchu, choć raczej bym sprecyzował to jako zmysł odczuwania melodii. Gdy tak sobie w umysle na bieżąco przerabiałem Amethystium - Fable i cieszyłem się jakością odczucia, pomyślałem, że chciałbym jeszcze raz posłuchać sobie tego na słuchawkach z kompa. No i w tym momencie się zaczęło dziać. Lekkie mrowienie, odczucie czegoś ala przekręcających się kiszek w ok. żołądka i klik. W przeciągu kilku sekund prze fazowałem się choć tym razem nie miałem takiego zamiaru (bawiłem się tylko zmysłem słuchu w stanie transu). Siedziałem przy biurku z słuchawkami na uszach i słuchałem właśnie tego nagrania, które chciałem usłyszeć. Muza leciała z astralnego kompa na ekranie którego panował istny chaos. Za oknem noc i śnieg który ostatnio napadał, nawet poczułem chłód zimna z za okna, w pokoju także nocny mrok. Byłem w swoim pokoju w którym nie zgadzało się tylko położenie komputera, był on tak ustawiony aby było blisko od niego do łóżka. Już chciałem zaczynać zabawę gdy do pokoju wszedła moja mama, która chyba chciała sprawdzić czy śpię, oczywiście moja mama spała. Przez sam fakt wyjścia doznawałem nie pohamowanego czucia radości, przytuliłem mamcie i próbowałem jej wytłumaczyć, że ona teraz śpi, a to co widzi w około jest snem jednak nie dawała się przekonać. Mojej mamie moje zachowanie wydawało się bardzo ironiczne, niezrozumiałe, chyba chciała abym poszedł spać, a nie w środku nocy robił jej sceny i wmawiam jej, że to sen.
Aby jej udowodnić, że to sen otworzyłem okno w dużym pokoju, od razu powiało chłodem śniegu. Za oknem nie zobaczyłem nic niezwykłego co mogło by być dla niej dowodem, choć sam zaobserwowałem nietypowe granatowe chmury i dość liczną grupkę jakiś osób pod sklepem. Zamknąłem balkonowe okno i zrezygnowałem z dalszego udowadniania, poszedłem do swojego pokoju podfrunąłem na okno w celu rozpoczęcia zabawy i się zatrzymałem na parapecie. Pomyślałem sobie, że jak teraz odlecę za daleko to mogę skasować sobie całe przeżycie, zapomnę o tym przy powrocie. Cofnąłem się do łóżeczka, połączyłem i płynnie, bez problemów obudziłem się. Samo budzenie trwało klika sekund i można to porównać z wypływaniem ze studni pełnej wody. Nyo tyle rozpisałem się zdeczko ;)

Całość jest tutaj: kilk

2 Stron V   1 2 >