Dziś rano znaczy się 30 maja 2010 trochę po 10ej.
Ponieważ w domu było dość głośno przebudzałem się co jakiś czas. W sumie w nocy miałem jednego krótkiego LDka gdy śniło mi się, że z kolegami przewróciliśmy się samochodem na śniegu. Pamiętam, że wysiadłem i zmieniłem pogodę na cieplejszą, niebo rozjaśniało błękitem ale wtedy ktoś złapał mnie w pasie i ciągną do góry, po chwili się przebudziłem. Potem znowu zasnąłem mając nieświadome sny, na takich niezapamiętywanych LDkach łapie się dość często.
Po przebudzeniu tak po 10 poszedłem do toalety, a następnie się jeszcze położyłem aby nadrabiać zaległości w wysypianiu się z tygodnia. W pewnym momencie zorientowałem się, że jestem w stanie głębokiej hipnagogi, a moje ciało fizyczne nie reaguje, dzięki czemu mogłem z łatwością poruszać się tym niefizycznym.
Zauważyłem także, że od jakiegoś czasu zniknęła blokada usytuowana w okolicach nerek, która często nie pozwalała mi się wyrwać ze stanu paraliżu, im bardziej się szarpałem tym mocniejszy odczuwałem w tym miejscu ból teraz to całkowicie zniknęło. Do tego uważam, że blokada ta mnie trochę zahartowała w wychodzeniu ponieważ przedtem musiałem przebijać się przez ból (i to bardzo dokuczliwy), a teraz bez niego wychodzi mi to dość sprawnie i łatwo.
Tak więc jak zauważyłem, że moje niefizyczne ciało ma pewien stopień swobody względem tego fizycznego, zacząłem się obracać na boki, wirować i z impetem impulsywnie oddalać. 3 próby i wyleciałem z impetem chwytając się mentalnie framugi drzwi w pokoju, aby nie wpaść na ścianę i zakręciłem do drugiego pokoju.
Wizja z początku była słaba ale dość szybko się wyostrzyła, świadomość miałem na wysokim poziomie.
Rozejrzałem się po pokoju wyglądał niemal identycznie jak oryginalny ale wiedziałem ,że to jest astralna kopia. Pomyślałem sobie, że skoro już wylądowałem w astralu to ciężko lub prawie nie możliwe będzie w fazowanie się do ziemskiej rzeczywistości ;/
No ale co tam jestem świadomy i mam właśnie astralne oobe trzeba to wykorzystać. Rozejrzałem się po mieszkaniu było zadziwiająco detaliczne i do złudzenia przypominało oryginał. Na dworze była piękna słoneczna pogoda, błękitne niebo i trochę białych chmurek.
Wyszedłem na balkon spojrzałem na okolicę, zadziwiające w każdą stronę jaką nie spojrzę wszystko było łudząco podobne do ziemskiej rzeczywistości. Przede mną miejskie bloki, a dalej las i panorama mniejszych osiedli, obwodnica miejska, górka, szkoła podstawowa, na dole parking i otaczający blok trawnik. W otoczeniu odczuwałem lekko elektryczną atmosferę, gdy przyglądałem się chmurą stawały się one zmienne i z lekka kalejdoskopowe tak jakby się patrzało na nie przez pryzmat psychodelików (sobie w końcu pomyślałem przecież moje ciało fizyczne obecnie używa DMT, aby mnie tu przetransportować).
Pomyślałem sobie zatem co mogę teraz porobić, najpierw chciałem odnaleźć albo złapać kontakt z pewną osobą ale teraz za bardzo nie wiedziałem jak tego dokonać. Popatrzyłem sobie jeszcze na trawnik, który się wydłużył i i zamienił okolicę w zieloną łąkę na której to różne grupki ludzi dreptały sobie jakby czegoś tam szukały.
Pomyślałem sobie, że teraz jestem na tyle świadomy, a wizja na tyle stabilna by nawiązać kontakt i porozmawiać z przewodnikami lub kimś innym posiadającym wyższą świadomość.
Najpierw wyraziłem swoją intencję myślami, a następnie wypowiedziałem na głos, że jestem teraz gotowy na rozmowę z moimi przewodnikami. Nic się nie wydarzyło ale nie pękałem, bo wiem, że intencja poszła w eter, a oni zawsze odpowiadają, przeważnie nie zjawiają się sami, a trza do nich dojść (poszukać).
Patrzyłem z balkonu na łąkę pode mną i poruszających się tam ludzi i pomyślałem o tym aby właśnie tam zejść i ich poszukać, ale potem pomyślałem sobie, że wcześniej spotykałem ich zawsze piętro nade mną.
Pomyślałem sobie, a ciekawe czy nie będę miał problemów z lataniem, wtedy na plecach poczułem, że mam plecak który mnie dodatkowo obciążał ale nie zważywszy na to po prostu się uniosłem i po chwili byłem już na balkonie piętro wyżej.
Drzwi do mieszkania były otwarte, a z nich wyłoniły się dwie osoby, 2ch facetów ubranych na biało, którzy wydawali mi się dziwnie znajomi choć nie rozpoznawałem kto to jest.
Odrazu przeszedłem do konkretów, niestety znowu części treści rozmów nie pamiętam są one bowiem najtrudniejsze do zapamiętania, Na początku staliśmy na balkonie rozglądając się na okolicę z wyższego piętra, zerkałem jeszcze czasami na te kalejdoskopowe chmury:
Ja: cześć, jestem teraz na tyle świadomy aby z wami porozmawiać :)
Ja: czy to jest prawdziwa rzeczywistość, czy astralna kopia?
on: to jest kopia rzeczywistości
Ja: czy to ja tworze tę rzeczywistość, jest ona bardzo podobna do prawdziwej
on: tak ty to robisz
potem weszliśmy do środka, mieszkanie było pomalowane na biało, na ścianie stał mały segment z barkiem, obok rozłożone łóżko, na ścianie na przeciwko balkonu wisiał jakiś chyba chiński kalendarz. Na drugiej stronie ściany stało biurko stół i kilka krzeseł na jednym z nich ja siedziałem. Osoby te położyły się na tym łóżku i przytuliły do siebie i sobie nawet głupio pomyślałem, że mi takie widoki nie przeszkadzają, bo jestem tolerancyjną osobą.
Potem jednak jedna z tych osób okazała się kobietą i do złudzenia przypominała mi pewną koleżankę Majkę i to właśnie z nią przeprowadzałem większość dialogu. Prawdę mówiąc nie miałem wtedy pojęcia o co ich pytać, przez co konwersacja miała bardziej osobisty charakter i nie o wszystkim chce tu pisać.
(...)
Ja: czy powinienem się wyprowadzić w tym miesiącu, czy może w następnym?
ona: koniecznie musisz się wyprowadzić, najlepiej zrób to już dziś.
w pewnym momencie zorientowałem się, że w rogu pokoju obserwuje mnie ktoś jeszcze, mężczyzna o ciemnej karnacji trochę jakby pochodzenia tureckiego albo indyjskiego.
Spytałem, a kim ty jestes wczesniej tu ciebie nie było?
Nic nie odpowiedział, za to Maja powiedziała: czasem ktoś tu wpada
Ja: a skąd wy w ogóle jesteście, pochodzicie w ogóle z ziemi?
Nowa osoba przestawiła się ale nie pamiętam tej nazwy była dość obca, a potem powiedział, że przebywa w różnych miejscach na ziemi to w santo..(coś tam - nie pamiętam) i jest to jakieś portowe miasto.
ona: a ja jestem z Gdyni (moja koleżanka maja faktycznie mieszka w Gdyni)
natomiast drugi koleś milczał i nie chciał zdradzić skąd pochodzi ale na pewno nie była to ziemia. Generalnie to nie werbalnie dało się odczuć, że oboje nie pochodzą z ziemi, a jedna z tych osób po prostu imituje moją znajomą.
Potem rozejrzałem się jeszcze po pokoju, zajrzałem do barku w którym było pusto i leżała tylko paczka kinder-czekolady, pomyślałem sobie, że fajnie by było chapnąć sobie taką czekoladę.
ona: w barku już nic niema, wszystko już wszamane jeżeli chcesz to możesz sobie w kuchni zrobić pizze.
Zamknąłem barek, spojrzałem na kalendarz na ścianie i otoczenie na chwilę mi się rozjechało tak jakbym miał zaliczyć cofkę ale skoncentrowałem się i dalej mogłem doświadczać tej przestrzeni. On jak i ona zasiedli do stołu i zaczęli nabijać jakieś zioła do fajki, przyłączył się do nich także ten ciemnoskóry człowiek, dotknąłem tej fajki i mnie oparzyła, była gorąca. W pewnym momencie wizja znowu zaczęła się rozpadać, poczułem swoje śpiące ciało i po chwili się w nim znalazłem. Leżałem jeszcze przez chwilę bez ruchu aby całe zajście w miarę dobrze zapamiętać, na zegarze była punkt 11:00 :)
Powered by IP.Blog
© Invision Power Services