Niedawno miałem takie oobe.
Chory jestem , zatkany nos. Po długich męczarniach jakoś zasnąłem. Zacząłem odczuwać nagle wibracje. Standardowo pochyliłem się do przodu . Zacząłem już postrzegać astral. Ale nie ustawiło mnie w pionie ,leżałem na łóżku . Zobaczyłem postać w drzwiach, niską z czarnym kapturem. Twarzy nie pamiętam. Przestraszyłem się i poczułem jak coś mnie dusi. Nie była to ta postać . Nikogo nie widziałem żeby mnie dusił. A odczuwałem duszenie się. Moje ciało fizyczne albo mentalne się wierciło. Ale raczej fizyczne bo ja leżałem jak słup zparaliżowany . Strach przeobraził się w panike. Zacząłem krzyczeć. Straszne uczucie. Postać stała dalej. Nic nie mówiła. Zacząłem wołać „Jahwe!” nic się nie stało. Zacząłem wołać „Jehowo!” „Jehowo na pomoc!” . Nagle wszystko zniknęło i wróciłem do ciała. Przestraszony zacząłem coś mamrotać do siebie w myślach. Poczułem jak wibracje opuszczają mnie ale nagle znowu przybywają. Przestraszyłem się i pomyślałem że możę ta istota chce mnie skrzywdzić. Odpychałem te wibracje. Już prawie bym wychodził ale zahamowałem. Wibracje mnie opuściły ale czułem jak energia po łydce wędruje. Jakoś to ubolałem. Zasnąłem i się obudziłem rano. Dodam że było ciemno.
Zdałem sobie sprawę teraz że ten byt może chciał porozmawiać lub pomóc mi a ja go tak brzydko potraktowałem. Jak się obudziłem zacząłem go wywalać z domu mówiąc „Precz mi stąd !” ,”Opuść mój dom i rodzine!” . Potem żałowałem swoich słów. Bo duszenie mogło być wywołane przez zatkany nos i suche gardło przez oddychanie ustami. Umysł jak zwykle to pokolorował i wyszło z tego piekielne oobe . Zamiast przyjemna rozmowa.
Ciekawa sprawa jest z tą Jehową . Podobno to prawdziwe imię Boga. Wołając Jahwe nic się nie stało a jak Jehowa reakcja natychmiastowa. Zastanawiające. Może jak wejdę w faze "nałogowego" oobe to uda mi się to zbadać. Będę informował was na bieżąco.