Po długiej przerwie wreszcie udało mi się znów wyjść z ciała. Zaczęło się to od LD gdzie słyszałem dźwięki fleta, śpiewanie ptaków. Stworzyło to fajny klimat, chciałem podejść bliżej tych dźwięków. Ale zdałem sobie sprawę że to sen. Rozłożyłem tak jak zawsze ręce i zacząłem przywoływać wibracje. Nagle świadomością wróciłem do ciała. Tym razem poczułem wibracje ale lżejsze niż zwykle i zacząłem unosić się do góry. Aż byłem na pewnej wysokości, poruszyłem się i spadłem na podłogę. Nie poczułem bólu . Wstałem i chciałem sprawdzić co się stanie z twarzą jak ją rozciągnę . Rozciągnąłem trochę policzki i co dziwo nie wróciły do pierwotnej postaci jak to się dzieje w rzeczywistości tylko zostały tak rozciągnięte jak rozciągnąłem. Potem podszedłem do zeszytu, coś zaczęło mnie ciągnąć do tyłu, pomyślałem że to do ciała mnie ciągnie więc mówiłem sobie: "Jeszcze nie! Nie teraz! Jeszcze chwilka!" . Otworzyłem zeszyt na końcu i napisałem na marginesie moje imię. Potem wyszedłem z pokoju i zszedłem po schodach na dół. Poszedłem do babci, tym razem słyszałem jak dziadek coś gadał i wstawał z łóżka. Pomyślałem że jeśli mnie zobaczy to pewnie zawału dostanie więc lepiej zmykam. No i nagle po prostu pojawiłem się w ciele. Dodam że było ciemno co się zgadzało z rzeczywistością.
Niestety jak otworzyłem zeszyt i zacząłem szukać gdzie ja to napisałem. Najpierw sprawdziłem ostatnie strony. potem początek, a potem cały zeszyt. Nie znalazłem tego podpisu . Obudziłem się o 6:55 a poszedłem spać o 21:00