|
|
Chwilę po wystartowaniu na Haiti z mojego miejsca w Focusie 27 znalazłam się w budynku, z wieloma pomieszczeniami, pooddzielanymi szybami. Było tam wielu ludzi/istot, a każde z nich niezmiernie zajęte swoją pracą. Wyglądało mi to na jakiś instytut, czy raczej sztab/centrum zarządzania/laboratorium. W każdym razie w pomieszczeniu, w którym się znalazłam były przytwierdzone do białych ścian przedmioty, które mogę nazwać telefonami. Każdy z telefonów posiadał z lewej strony przytwierdzona ludzką głowę, a z prawej słuchawkę i korbkę. Każda głowa przy telefonie miała inny kolor skóry, nie wszystkie tez przedstawiały tę samą płeć. Te dziwaczne telefony zamiast dzwonić krzyczały, a raczej głowa krzyczała, gdy jakaś rasa ludzka potrzebowała pomocy. Podeszłam do telefonu, który posiadał głowę murzyna z brodą, podniosłam słuchawkę, przyłożyłam ją do ucha i zakręciłam korbką. W słuchawce niemal natychmiast odezwał się męski głos, mówiąc do mnie mniej-więcej coś takiego: BARDZO DOBRZE, RAZEM JEST NAS 32. I w tej właśnie chwili zobaczyłam różnokolorowy wykres kołowy. Każdy kolor zajmował inny kawałek „tortu” wykresowego. Liczba 32 była przy kolorze zielonym, udało mi się jeszcze dostrzec trochę mniejszy obszar koloru czerwonego, przy którym widniał liczba sporo mniejsza od 32, bodajże 12. Każdy z kolorów „tortu” reprezentował inne grupy osób/istot, biorących udział w niefizycznej pomocy dla Haiti. Ja byłam w grupie zielonej, która według mnie reprezentowała ludzi jeszcze „zielonych” w temacie, którzy są tu po raz pierwszy lub dopiero się zaznajamiają z całą sytuacją. Czerwoni oznaczali osoby bardziej w temacie zorientowane, niestety moje przekonania nie pozwoliły mi zobaczyć, jak wyglądały inne grupy wsparcia. Każda osoba z zielonej grupy dostała cos w rodzaju lnianej kamizelki, z wielkim, soczyście zielonym kołem, przyklejonym na wysokości klatki piersiowej z przodu i z tyłu. Na czele naszej grupy stała osoba z czerwonej drużyny – jej koło na kamizelce było koloru czerwonego. Czerwony prowadził całą grupę po różnych miejscach, w celu odnalezienia ludzi. Znajomość terenu przydawała się szczególnie przy penetracji terenów lesistych lub tych porośniętych gęstszą roślinnością i dlatego bardziej doświadczony – czerwony – był niezbędny. Pełniliśmy funkcję kogoś w rodzaju „naganiaczy” – jako większa grupa mieliśmy być widoczni dla zagubionych ludzi, którzy, biorąc nas za innych zaginionych z chęcią się do nas dołączą. Oprócz tej roli, spełnialiśmy jeszcze funkcję „strażaków”, czy też „służb porządkowych”, które np. wyciągały ludzi, przygniecionych dachami własnych domów. Udawaliśmy, że ratujemy tych ludzi spod gruzów, zdając sobie w pełnie sprawę z tego, że ratowani dawno już nie żyją, tylko o ty nie wiedzą i czekają na pomoc. Niestety ciężko mi było dostrzec dokładną scenerię – widywałam lasy, dżunglę, domy przywalone piachem i błotem – trochę mi to nie pasowało, ale nie chcę tego oceniać, bo nawet dokładnie nie wiem, co się na Haiti stało. Nie oglądam TV i nie czytam wiadomości, wiem tylko, że tysiące dusz może czekać jeszcze na „odzyskanie”. Pewnie gdy zaczerpnę więcej informacji, łatwiej mi będzie kontynuować pracę. Przyprowadzałam znalezionych ludzi do jasnego namiotu, znajdującego się na pustyni. W środku było sporo ciemnoskórych osób o trochę zdezorientowanym wyrazie twarzy i znakiem zapytania w oczach. Zdziwiło mnie, że namiot jest tylko jeden na całej pustyni, ale po chwili, gdy wytężyłam wzrok zauważyłam całą chmarę namiotów na tej olbrzymiej przestrzeni. Dlatego nie zauważyłam początkowo innych namiotów, żeby trafić bez problemu do „swojego”, ponieważ każdy pomocnik miał jakby przydzielony oddzielny namiot, do którego sprowadzał odnalezionych przez siebie ludzi. Za każdym razem, gdy odprowadziłam kolejnego człowieka do namiotu, wracałam do grupy. Okoliczności zewnętrzne sprawiły, ze dłużej nie mogłam świadomie uczestniczyć w odzyskiwaniach na Haiti, ale postanowiłam zostawić tam swoje niefizyczne ciało. Mój duplikat miał za zadanie kontynuować, rozpoczętą przeze mnie pracę. Zobaczyłam jak z grupą chodzi już nie rugwa, tylko jej przeźroczysty świetlisty hologram, połączony z moim fizycznym ciałem smugą światła. Moje 3 oko było projektorem, który projektował holograficzną rugwę (o tej samej jakości co przedtem) na Haiti. Zostawiłam więc ją na miejscu, wracając do fizycznej czasoprzestrzeni.
|
Moje Albumy
|