Tak gdzies ok. 4.00 - zapadam w sen, sni mi sie, ze mieszkam gdzies na zabitej dechami wsi, w chatynce wapnem bielonej, calej rozpadajacej sie w pyzdu... Obok chatki stoi niezwyklej urody, caly obdrapany i pogiety rower. I w tym snie gadam sam do siebie, ze mieszkam tutaj, nic nie jem, ze przez pol roku zywilem sie tylko suchym chlebem, i ze dzieki temu nabylem niezwyklych, szamanskich umiejetnosci:) Caly czas gadam do siebie, ale jakby do siebie bedacego konkretna, inna osoba, jakbym stal obok. Na dowod tych cudownych umiejetnosci wchodze na taki gowniany murek, gdzies tak ok. metra wysoki i skacze z niego w dol,hehe. I w tym momencie wywala mnie z ciala, znowu ten suchy trzask, co poprzednio i rozkladam ramiona i lece jak ptaszek albo inny golabek:) niesamowite uczucie, totalnej wolnosci od ciala,niestety krotkie, bo gdzies pojawia sie mysl, ze trzeba dostarjac i pocierac nos:) Oczywiscie zamiast dostroic, odstrajam sie coraz bardziej, czuje jakbym byl zanurzony w takim gestym blocie, nie moge otworzyc "drugich" oczu, kiedy to troszke mi sie udaje, widze obok jakas gebe, bardzo niewyrazna, ale w kazdym razie nie moja. Tak dziwnie oswietlona ta geba, jakby takimi smugami swiatla na krawedziach. Mysle sobie: o zesz ty, curwa, ja ci dam, tak mnie trzymac! I kiedy chce prosto w ta gebe przypieprzyc, oczywiscie odstarjam na amen i budze sie:) Co ciekawe, ten sen to nie zaden LD, zwykly sen, bez mozliwosci dyrygowania, pelna swiadomosc pojawila sie dopiero w momencie skoku z murku.
Taaaa... dalekie to te moje podroze nie sa:) Ale i tak jestem zadowolony, 8-go wrzesnia minie miesiac od pierwszego "oderwania" i w czasie tego miesiaca udalo mi sie wyjsc co najmniej kilkakrotnie, chociaz zawsze na odleglosc nie wieksza niz przez szybe na balkon:D Mam nadzieje, ze dalsze eksperymenty przyniosa wiecej ciekawostek:) Pomimo praktycznie codziennego stosowania 4+1 od miesiaca, nie czuje jakiegos specjalnego przemeczenia, czy braku snu, wrecz przeciwnie, zaczynam odczuwac, ze ta czesc nocy po obudzeniu to "moja pora", mam wtedy spokoj, dzieci mi nie zawracaja gitary, jest w miare cicho, wymarzony czas na eksperymenty. Wiem, ze miesiac i te kilka wyjsc, to niewiele, ale zauwazam, ze: latwiej mi wyjsc lezac na lewym boku i troche jakby na brzuchu, nie udalo mi sie nigdy wyjsc lezac na plecach; ciekawostka - jesli skoncentruje sie na punkcie na styku podniebienia miekkiego i twardego, troszke po prawej stronie, bardzo szybko zasypiam, za wala nie wiem co to:) Aha, nigdy nie udalo mi sie wyjsc, kiedy stosowalem jakies tam cwiczenia, rozluzniajace i inne pierdoly, najlepiej jest nie myslec o tym, poza powzieciem silnego postanowienia wyjscia. Jedyne co robie, ale to przed snem, to cwicze trening autogenny, bo wprowadza mnie w dokonaly nastroj i pozwala szybciutko zasnac. natomiast im bardziej sie koncentruje na "opadaniu", liczeniu i takich innych, tym bardziej sie dekoncentruje:) Ale to pewnie kwestia charakteru, a nie metody:) Zreszta - nie wazne jak - wazne, ze skutecznie, co nie? AAAA - najwazniejsze - rozbudzam sie w nocy dosc mocna kawa - ale zimna, nie z termosika. Do kawki dodaje mleka dosc duzo, zeby nie mordowala zoladka za bardzo. To pozwala nie zasnac przez czas przeznaczony na rozbudzenie umyslu, a kofeina szybko wychodzi z organizmu i pozwala to pozniej jeszcze troche pospac. --> http://pl.wikipedia.org/wiki/Kofeina
Powered by IP.Blog
© Invision Power Services