Black box


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

entry 08.12.2007 - 14:46
Nowy dzień... taki sam jak inny... za oknem szaruga... brak chęci do wszystkiego... brak wiary we własne siły. Oto, z jakim nastrojem obudziłem się dziś rano. Teraz sam nie wiem czy jest lepiej... czy jeszcze gorzej. Nie mogę tylko doczekać się nocy. Chwili, kiedy będę mógł odpłynąć do kraju marzeń, zatopić się w wspomnieniach, wejść do świata wykreowanego przez moja wyobraźnię.

Z dzisiejszej nocy zapamiętałem tylko 3 sny (może aż 3 sny, niektórzy przecież nie potrafią zapamiętać żadnego :P ).

1. Akcja pierwszego snu rozgrywa się w okolicy podobnej do mojej rodzinnej miejscowości. Na jej terenach toczą się walki pomiędzy Aztekami, Majami i innymi starożytnymi plemionami (po przebudzeniu od razu skojarzyłem te plemiona z tymi, które występowały w pewnej grze strategicznej THEOCRACY). Nie wiem skąd się wzięli w tych okolicach.  Pamiętam tylko w czasie ciągłych walk z nimi Nasze szanse malały (mówię Nasze po przypominam sobie ludzi, którzy z nimi walczyli. Cała okolica była wybita i jedynym bastionem, który odpierał jeszcze ataki Indian był mój dom). (…).

Odziały wroga przegrupowywały się i lada moment miały ruszyć na Nas. Ja w tym czasie razem z jakąś dziewczyną udałem się na strych, a później wyszliśmy na jakąś wieże. W środku pokoju, w którym się znaleźliśmy za ścianą odkryliśmy dziwną wnękę a w niej kilka pierścieni leżących na podłodze. Gdy podniosłem jeden z nich od razu poczułem jego moc. Byłem świadomy tego, jakie nowe umiejętności zdobędę po ubraniu go. Czułem, że ubierając złoty będę odporny ataki fizyczne, a ubierając biały na pewien bliżej mi nieokreślony rodzaj magii. Gdy wróciłem z wieży i pokazałem moim rodzicom owe pierścienie i powiedziałem, że zamierzam ich użyć w walce z Indianami. rodzice bardzo zdenerwowali się . Zakazali mi opuszczać dom . Ja oczywiście nie posłuchałem. Razem z moją tajemniczą współtowarzyszka wymknęliśmy się niepostrzeżenie z domu i udaliśmy się na wrogą armię , dzieląc po drodze między sobą magiczne pierścienie. Wrodzy magowie pierwsi nas spostrzegli. Zaczęli ciskać w nas ogniste pociski. Pierścienie działały!. Żaden z magicznych kul nie trafił nas. Widząc to ich wódz stojący na czele armii postanowił rozprawić się z nami osobiście. Pierwsze rzucił się na mnie. Podniosłem z ziemi włócznie i skoczyłem na niego chcąc zatopić jej ostrze w piersi dowódcy. Byłem zdumiony, gdy odrzuciło mnie po zadaniu ciosu. Mój przeciwnik nie czekał na mnie aż zbiorę siły do kolejnego natarcia. Skierowałam swoja długą maczetę w kierunku mojej głowy. By uniknąć ciosu potoczyłem się po ziemi. Koło mnie pojawiła się dziwna broń. Była to bardzo mała maczuga zakończona u samej góry ostrzem zrobionym z bardzo dziwnego żelaza. Bez chwili zastanowienia podniosłem to coś i zaatakowałem dowódcę armii. Poprowadziłem dwa ciosy. Jeden zadałem mu w klatkę piersiową drugi w brzuch. Wódz nie miał szans. Z otworów wybuchła fontanna. On upadał, draż cały czas leżąc na trawie. Wykrwawił się na śmierć. Na jego dłoni spostrzegłem pierścienie wyglądem przypominającym trochę moje i mojej towarzyszki. Zerwałem mu je z prawej dłoni, a następnie włożyłem do kieszeni. Z jego wojskiem nie było problemów. Po skończonej walce z ich przywódcą armia Indian gdzieś zniknęła. Nie zdziwiło mnie to, po krótkiej rozmowie z moja przyjaciółka podzieliłem się z nią nowymi pierścieniami. Nakazałem jej następnie użyć zaklęcia przejmowania najbliższych budowli. Liczyliśmy, że będzie to jakaś wroga twierdza. Bardzo się zawiedliśmy, gdy spostrzegliśmy ze budynkiem przez nas przejętym byłaś jakaś wieża. Poczuliśmy, że w środku jest pełno wrogich trupów. Pewnie zginęli od zaklęcia przejmowania. Udaliśmy się w jej kierunku. Z szczytu mieliśmy zamiar wypatrzeć twierdz nieprzyjaciela a następnie je przejąć.(..)

2. Drugi mój sen był bardzo krótki(niewiele pamiętam z niego). Siedzę przed kompem i czytam komentarze życzące mi powodzenia w opanowaniu OOBE.

3. Trzeci sen zaczyna się na wsi. Jestem w towarzystwie ładnej młodej blondynki z kręconymi włosami. Jedziemy na rowerach. Naszym zadaniem była opieka nad tuzinem rozwydrzonych dzieci. Kieruje się w stronę małego sklepu. Nagle jeden dzieciaków zaczyna tracić panowanie nad swoim rowerem( dodam jeszcze, że zjeżdżał wtedy z bardzo stromej górki). Małolat wjechał na czyjąś posiadłość i wjechał w dziewczynę leżącą na leżaku. Dziewczynę nie wiem, czemu ale dobrze zapamiętałem. Miała długie farbowane czarne włosy, ubrana była w zgniło zielona bluzę z kapturem z rozzuwanym zamkiem . Miała głęboko odsłonięty dekolt. Nosiła krótkie białe szorty i czarne okulary. Na oko mogę stwierdzić, że miała ok. 16/17 lat. Gdy dzieciak w nią wjechał ta zaczęła krzyczeć i płakać. W jakiś niewyjaśniony sposób uspokoiliśmy ją .(..) Pojechałem sam na rowerze do sklepu. Tam kupiłem słodycze dla bachorów. Wróciłem na posiadłość dziewczyny (…) .

To by już było na tyle . Zapraszam wszystkich do komentowania moich snów :)

 
« Następny starszy · Black box · Następny nowszy »