Wersja do druku

Kliknij tutaj, aby zobaczyć wpis w oryginalnej formie

Notatnik Marcusa

"pierwszy Krok"

wiersz napisany pod wpływem wspomnień z pierwszego w życiu wyjścia z ciała.


-Ile to już lat
-Lat? przecież miną ledwie rok

Jeden rok-Myślałem że podróż trwała jeden rok,
Lecz dopiero pierwszy postawiłem krok.

Jak długa droga czeka jeszcze mnie
Na myśli miałem, że to jeszcze chwile trzy, lub dwie.
Cóż powiedzieć mogę...jeśli nie, że myliłem się.

Przez ten jeden rok, budziłem się o późnej nocy,
Godzina gruba, po północy.
Budziłem się ze słodkiego snu, po to tylko,
Aby w słodszy popaść sen.
Lecz przyszedł pięknego razu kruchy i niepewny dzień,
Wartość snów Mych, rzucił on daleko w najciemniejszy cień.
W zamian rzekł mi jednak szeptem- „NASZ KOCHANY...
...W KARZDEJ CHWILI MY O CIEBIE DBAMY”

-Drodzy, Wiem ,
Odpowiedziałem

Tyle prawdy, jej szukałem. „Tyle nocy nie przespałem,
JEDNAK NIE ŻAŁUJĘ”

Na to Ona się uśmiecha...
Znika nagle...
Znikam Ja...
Pierwszy Krok Mój właśnie trwa
Lecę... Lecę Szybko, Szybciej jeszcze,
Wiatr Mi w ucho głośno Szepcze

Ciągle Warstwę tę przebijam
Z każdą Warstwą Świat Mój mijam.
Pędzę szybciej, mocniej prędzej,
Lepiej, silniej, no i więcej

Warstw minąłem ze czterdzieści
Ledwie w głowie mi się mieści

Co się stało

Mrugnąć nie zdążyłoby najszybsze oko,
A Ja Jestem już, i uśmiecham się szeroko.

Lecz co widzę
Widzę wszystko, a zarazem nic nie widzę,
Ziemskich Dźwięków już nie słyszę.
Znowu niknie...niknie wszystko,
Wielki Guzik Ktoś naciska
Huraganem we Mnie ciska

Wszędzie, wszystko, no i wszyscy,
Kawał karty Ktoś TAM niszczy
Mikser włączył TAM się chyba,
Ja w nim pływam niczym ryba

Błądzę, nie wiem co się dzieje,
Czy wciąż mogę mieć nadzieję
Tak!, tak, Żółte Światło do mnie mruga,
Czekające, niczym najjaśniejszy sługa.

Na co czekasz? Słyszę skądgdzieś,
W Stronę Światła iść powinneś
Zrywam się więc, Ono czeka.
Płynę tam jak rwąca rzeka,
Mijam zakręt, drugi, trzeci.
Światło wciąż skądindziej świeci.

Znów, nim zdążę mrugnąć okiem,
Żegnam się z tamtym widokiem.

Niczym kałamarz piórem niezdarnym szturchnięty,
Wylała się czerń na widoku mego odmęty.
I Widzę Światła Źródło, niczym lampka nocna świeci.
To księżyc żółty, po niebie czarnym leci.
Wpatrywałem się weń trzecią część sekundy,
Lecz nastał koniec kolejnej nierównej Rundy

Z pod stóp zrywa mi się grunt
POZA zdobywa kolejny pewny punkt.
A teraz spadam,
Do Mrocznej Wody z impetem wpadam.

Co się dzieje? Księżyc Tu szaleje,
Widzę drugi, czwarty, piąty,
Dziewiętnasty i dziesiąty
Wyjść nie mogę
Znowu słyszę-Ja pomogę

Co to? Czuję pchnięcie.
Czyżbym cofał się w odmęcie

WRACAM MÓWĘ - Stopa spada
Wszystko w okuł się rozpada,
Lecz już jestem Ja
Stopa już na ziemi trwa...

To już koniec Mego Kroku
To rezultat tego roku
Tak...To wszystko, Chwil to kilka...
Wy pytacie-Czy Pomyłka

Skądże znowu, Drodzy Moi,

BO TA CHWILA WCIĄŻ MNIE KOI
I CHOĆ CZEKAĆ, I PRACOWAĆ,
SNY I UBAW W PUDŁO CHOWAĆ,
PRZEZ KOLEJNY ROK, LUB DWA
ZROBIĘ TO BO CHWILA TA,

Najpiękniejsza... ponad wszystkie... I POWRÓCI OCZYWIŚCIE



Marcus Tibor Ferenczy

Powered by IP.Blog
© Invision Power Services