|
|
02.09.2009r. (słowem "cyk" lub "hop" określał będę gwałtowne zmiany w świadomości i fazie... czyli zupełne przeskoczenia świadomościowe i sytuacyjne) Godzina 2:30 rano... budzi mnie budzik... wstaję... zalewam filiżankę kawki z mlekiem...Wypijam w spokoju i odwiedzam łazienkę henrykowska... Godzina 2:57 wychodzę z domu i zmierzam w kierunku biednej... Czekam na Rafała który się nie zjawia... idę pod jego blok... świece po oknach... Śpi... XP (nie wstał na 4+1) Godzina 3:27 kładę się na pleckach po drugiej stronie łóżka... lezę jakieś 20 minut... i kładę się normalnie, głową w kierunku ściany... na pozycji bocznej ustalonej. Po około 30 minutach posypiam... i rozbudzają mnie wibracje delikatne... bardzo przyjemne o żródle w dolnej części kręgosłupa... kojarzę że coś mi się po łózko gramoliło (Przypomniał mi się motyw ze strażnikiem w roli wielkiej pchły) ale wyśmiałem "to coś" bezsensownym napadem śmiechu... i istotka sobie poszła... Unosiłem się i opadałem swobodnie i Hop... wypadam z ciemności i miotam się po pokoju... cholera strasznie ciemno... a światła za cholerę nie mogę włączyć...(włączniki nie działają) hop... wyleciałem z ciemności z impetem... ale zostałem zatrzymany... ku mojemu zaskoczeniu przez Rafała... ! Hahaha w końcu się udało... cholera w koncu dotarłem do Rafała... -Będziesz pamiętał rano że tu byłem... -No mam nadzieję ze tak, ale wiesz jak jest z pamięcią śnienia -Nom... U Rafała tez ciemno jak w dupie... na ścianie z pięć włączników światła... ale żaden nie działa... podzieliliśmy się refleksjami na ten temat... I zastanawiałem się co mogę zrobić aby Rafał rano pamiętał nasze Astralne spotkanie... i już miałem walnąć go w łeb znienacka... aby wyryło mu się to w pamięci... I hop... teleport i znów wyłaniam się z ciemności... faza się wyostrza... -Brzoz! -Co? -Jajco! wylazłem i udało mi się odwiedzić rafała... a teraz jeszcze ciebie! Łaziliśmy chwilę rozmawiając... najprawdopodobniej przy ulicy przed jego domem... I znów zaczęliśmy się zastanawiać, co tu wykombinować żeby Mati zapamiętał że i jego odwiedziłem... I gdy tak się zastanawiałem... zacząłem się zastanawiać i wyobrażać sobie że jutro jak z nimi porozmawiam i tak nic nie będą pamiętali... Posunięcie to było nieco zgubne w skutkach... Świadomość wyparowała w jednej chwili a moje wyobrażenie o rozmowie z nimi przerodziło się w sen.... Cyk idę z Rafałem i Brzozem chodniczkiem i rozmawiam czy coś pamiętają... brak świadomości...sen się dalej rozwija... nie pamiętam jak... Cyk niewiem po jak długim czasie swiadomość nagle wraca... Jestem na chodniku na ulicy Smolki, nieopodal szpitala... Lekko zdezorientowany, bo nie pamiętający co się właściwie przed chwilą działo (skąd i dokąd szedłem?... wydaje mi się ze poprzedni sen w którym rozmawiam z kumplami się skończył, a ja łaziłem bez sensu nieopodal...) Dobra... co teraz? na ulicach ni żywej duszy... OSPUO sprawiało realistyczne wrażenie czasu rzeczywistego... wnioskuję że od wyjścia minęła jakaś godzina i było koło 5:20 Postanowiłem nie szaleć... tylko spokojnie zasiadłem na krawężniku i spojrzałem w po mału jaśniejące niebo... Na horyzoncie zauważyłem wielką zbliżającą się nader szybko chmurę burzową... wyglądało to jak chmury kłębiące się ciemniejące i formujące w potężna burzę w przyśpieszonym tempie...W ogóle jednak mnie to nie przestraszyło próbowałem nawet wywołać błyskawice... ale po kilku nieudanych próbach usłyszałem zbliżający się szum... na horyzoncie spostrzegłem że ku mnie nadciąga wielka ściana ziemi coś jakby wielkie tsunami z piachu kawałów skał i mieszaniny domów i chodników... Ciągnęło prosto na mnie... Gdzieś podświadomie jednak wiedziałem że to cos w rodzaju cofki... chcącej w końcu zaciągnąć mojego Astralnika do ciała fizycznego, spoczywającego wygodnie w pozycji embrionalnej w ciepłym wyrku... Wiec właściwie nie zwróciłem na owe "Terra Tsunami" większej uwagi ... jedynie ciekawość ... co będzie za chwilę... Gdy fala już miała mnie przykryć... usłyszałem głos... I jest to zarazem najbardziej wartościową rzecz jakiej doświadczyłem podczas tego wyjścia... No ale żeby jeszcze tak zapamiętać co zostało mi powiedziane... Zwrócono się do mnie w taki sposób: C:\Documents and Settings\Marcus.ISPS\Moje dokumenty\ImTOO Software Studio... inaczej wam tego nie zobrazuje... wymieniono w jednym słowie szeregi współrzędnych lokalizujące mnie... w kolejnym określono kim jestem i jaki mam cel... potem skat jestem i gdzie byłem... a kolejno dokąd zmierzam... I kij wie... czy była to jakaś systemowa mantra... czy raczej MTJ... ale Przyjaciele mówią mi ze dotarłem prawie do sedna... możliwe ze każdej nocy słyszymy ten głos określający nasze miejsce w systemowym szeregu... Fala mnie zalała Cyk! Brak świadomości, stoję przed domem... Nie jestem świadomy że to fazowanie... chcę wejść do domu ale na jego miejscu zastaję powojenna ruinę...? cyk cyk cyk.... napływa troszkę świadomości -Co? nie możliwe... cały czas jestem poza ciałem... od tak długiego czasu... przez pamięć przeleciały mi wspomnienia wszystkich dzisiejszych doświadczeń... Kurczę dopiero co zalało mnie "Terra Tsunami" Cyk Pełna świadomość faktu ze wciąż jestem poza ciałem... wchodzę do zrujnowanego domu... poziom świadomości wciąż się zmienia ... niczym migająca żarówka... W domu zastałem dziwna kobietę... ubrana w klimacie Indyjskim... nie pamiętam kim była... i właściwie to chyba się tego nie dowiedziałem... faza Hop... cyk... tracę fazę... i flash ... otwieram ślepia już w ciele fizycznym... siadam na łóżku... No to się działo.... Zapisać ? chyba pisał bym ze 3 godziny... z tego co mi się kojarzy była godzina koło 5:45 Więc latałem sobie niemal non stop cała godzinkę po OP i OSPUO Dobra mam niecałą godzinkę do 6:30 bo na tę oto godzinę miałem nastawiony budzik do szkoły... tak... pierwszy oficjalny dzień szkoły po wakacjach... czekało na mnie 8 lekcji... a dwie pierwsze to W-F XD I tak oto wyglądało moje.. hmm... 5-te OOBE Fazowanie Dodam jeszcze ze Rafał coś tam pamięta... "Wie że dzwoni ale nie wie w którym kościele" Ale uważam za dostateczny dowód to... ze jak mówi obudził się w nocy i obiecywał sobie ze musi zapamiętać to co mu się "przyśniło" ... ale wiadomo jak to jest z pamięcią w środku nocy ;) Jasne jest tez to... ze choć znów bezpośrednio mną nie kierowaliście... to wy przerzucaliście mnie od domu do Rafała od Rafała do Brzoza, a potem jeszcze wciągaliście z powrotem moją świadomość do snów i nie pozwalaliście mnie cofnąć do cielska fizycznego... kochania Niefizyczni Przyjaciele... jak ja was uwielbiam MTJ... Może w końcu bezpośrednio byś ze mną pogadał?
Dziś… 06.11.2008 o godzinie koło 4:30 wyszedłem. Wieczór dnia poprzedniego… zająłem się obklejaniem dziennika astralnego żółtą i czarną taśmą. Potem przeczytałem końcówkę „Sekretu” i poszedłem spać… O godzinie 4:00 zadzwonił budzik… sięgnąłem więc na szafę w celu go wyłączenia… Aby się rozbudzić poszedłem rozpalić w piecu (łączenie przyjemnego z pożytecznym) Po około 15-20 minutach wróciłem do wyra… Skupiałem się, a to na tykaniu budzika… A to na szumie w uszach… no i doszedłem do hipnagogi… (Coś tam mi jeździło po pokoju XD) Delikatne wibracje… i się „wytrząsłem” (bo tak to tylko określę) Czułem się jakbym był zrobiony z prądu (laickie określenie ale lepsze mi do głowy nie przychodzi) Tak jak leżałem… na plecach… nie wykonując żadnych ruchów prócz myślowych.. „Przelewitowałem” na drugą stronę łóżka… -No to wstajemy mówię… i w tym momencie przesunąłem się jeszcze kawałek i nie leżałem już na łóżku, gdzieś spadłem… ale nie wiem gdzie bo przestałem cokolwiek widzieć XP Cofnąłem więc troszkę faze i znów wibrowałem sobie kilka centymetrów nad łóżkiem. Jednak zaczęło mnie cofać… delikatnie i powoli… ale szczerze mówiąc nie stawiałem oporu. „Wtrząsnąłem” się do ciała i wstałem z łóżka zadowolony z kolejnego małego kroczku jaki postawiłem w Poza |
Moje Albumy
|