Była piękna słoneczna pogoda. Stałem obok siedzącego na huśtawce kolegi rozmawiając z nim na przeróżne zabawne tematy. Przebywaliśmy u mnie na wsi. Zaraz obok nas stało ogrodzenie za którym rozciągała się zielona łąka. Filip był bardzo uśmiechnięty i zadowolony. Czułem ciepło, które dawały promiennie słoneczne, oraz bardzo silną, energetyczną więź w stosunku do przyjaciela.
Sceneria zmieniłą się. Siedzieliśmy na opusczonych torach kolegowych wsród licznej, bujnej zielenii. Z białego nieba spływało naprawdę silne, mleczno mgliste światło. Tym razem wszystko działo się jakby bardzo woli, ta jakbyśmy właściwie byli wyjęci z czasu. Patrzyłem na jego piękne piwne oczy, które miały w sobie wielkie pokłady świadomości. Czuliśmy się bardzo dobrze. Wszystko co znajdowało się w tym miejscu cechowało się bardzo dużą wyrazistością, w tym jego nieprzeciętnej urody delikatna twarz.