Lipiec
Straszny upał. Siedzię w pracy przy biurku cały oblepiony potem, odliczając w nieskończoność ostatnie minuty dzielące nas do przerwy obiadowej. Chce mi sie bardzo pić. Czas w takich chwilach ciągnie się zawsze niemiłosiernie niemiłosiernie. Szef poskąpił nam klimatyzacji, a ja nie piłem piwa od conajmniej 4 godzin.
PRZERWA OBIADOWA
Pośpiesznym krokiem udaję się do pobliskiej żabki. Słońce piecze mnie niemiłosiernie. Na zewnątrz również nie ma czym oddychać.
Wchodzę do sklepu. Na wprost mnie stoi ekspendient. Moje ciało natychmiast sztywnieje a umysł opanowuje olbrzymi strach. Doznaję wrażena, że przede mną stoi mój najukochańszy przyjaciel, człowiek z którym jestem pokłócony( z mojej wlasnej winy). Nie mam jednak pewności czy to na pewno on. Przypatruję się człowiekowi z uwagą, lecz widzę, że koleś ten jest zdecydowanie zakłopotany zaistniałą sytuacją.
Z transu wybudzają mnie słowa " co dla pana? ". Poprosiłem o dwa piwa, wychodząc pośpieszcznie z zawstydzoną miną. Ten głos był taki podobny, będąc już na ulicy. Czuję jak cały mrowieję od stóp do czubka głowy. Nie mogę się opanować. Uspokojam się nieco pijąc bardzo łapczywie piwo.
Powered by IP.Blog
© Invision Power Services