Dostałam już na prywatną pocztę całość kursu, a niestety, póki co, tkwię pomiędzy relaksacjami a wizualizacjami. Wszystko przez czas, który tak trudno wygospodarować, no i przez zazwyczaj mało sprzyjające okoliczności, o czym zresztą już wspominałam. Jednak nie poddaję się, dziś urządziłam sobie dosyć długi seans relaksacyjny, tym razem była to sama muzyka, bez niczyjego głosu. Chwalę sobie owo nagranie, pozwoliło mi bardzo głęboko odpłynąć, no i odpadła kwestia kierowania uwagi na błahostki typu brzmienie głosu czy też np. wyobrażanie sobie jak wygląda właściciel jakiegoś głosu.
Zauważyłam, że za każdym razem poprawia się moja zdolność skupiania się na własnym ciele. Podczas dzisiejszej relaksacji dodatkowo spostrzegłam nasilające się uczucie przyjemnego ciepła, które jakby rozlewało się wewnątrz mnie w miarę upływu czasu.
W pewnym momencie mój umysł podpowiedział mi zadanie z wizualizacją cytryny i niemal automatycznie owoc "stanął mi przed oczami". Uruchomiłam zmysły do tego stopnia, że aż zareagowałam na kwaśny smak. Było to w każdym razie dość spontaniczne, zatem nie mogę napisać, że owo zadanie mam za sobą, zwłaszcza, że wizualizacja powinna chyba trwać nieco dłużej niż w moim dzisiejszym eksperymencie.
Ale po co dłużej? ;)
Wciąż jestem na etapie realizacji kursu mailowego, Purple Cat pisze tam, że wizualizowanie powinno trwać od 5 do 15 minut. U mnie ostatnio chyba tyle nie trwało - skupiałam się przede wszystkim na relaksacji. Ale z drugiej strony, może liczyć powinna się intensywność i siła doznania, a nie skrupulatnie przestrzegany czas...?
magnesia dokładnie tak ;) liczy się samo doświadczenia a nie długość jego trwania;)
Powered by IP.Blog
© Invision Power Services