|
|
Jeśli TO nie były wibracje, to ja już nie wiem! Ale do rzeczy i od początku. Nie robiłam wczoraj nic szczególnego, o czym warto by pisać. Leżąc wygodnie w wannie, zajęłam się relaksacją Jacobsona. Bardzo przyjemna i efektywna metoda. Potem, czyli około godziny 23, położyłam się do łóżka. Włożyłam w discmana "Popularne Dzieła Muzyki Klasycznej" i powtórzyłam rozluźnianie mięśni. Słuchając trzeciego utowru na płycie, jakim była "Kołysanka op. 49 nr 4" Johannesa Brahmsa, kończąc rozluźnianie mięśni w prawej nodze, powtarzając sobie co chwilę "Jestem świadoma, pamiętam! Nie spać, nie spać!" poczułam coś dziwnego... Najpierw przeszły mnie bardzo, bardzo delikatne dreszcze, a potem zaczęłam wirować. Przypominało to kręcenie się w umiarkowanym tempie na ogromnej, wielowymiarowej karuzeli. Wielowymiarowej - bo kręciłam się w wielu płaszczyznach: najpierw normalnie, jak to na karuzeli, potem przy sporym pochyleniu osi w prawo, a później już wokół własnej osi - ale wraz z łóżkiem, przez cały czas czułam je wyraźnie pod sobą. To było fenomenalne! Nigdy jeszcze nie czułam czegoś takiego. Serce zaczęło mi szybciej bić, tak że słyszałam jego uderzenia. "Bawiłam się" przez chwilę tym wirowaniem, zmieniałam sobie kierunek, raz czułam to mocniej w nogach, raz w górnych partiach ciała... Myślałam, że zaraz pofrunę! Utwór w discmanie zmienił się na "Walc Es-dur op. 18 nr 1" Fryderyka Chopina - ale wirowanie wcale nie ustało. Może odrobinę zwolniło, ale tylko odrobinę. I wtedy TO się stało. Mama zawołała z sąsiedniego pokoju, żebym przymknęła okno! Jak ona mogła!... Cóż, gdyby wiedziała, czym zajmuje się jej dziewiętnastoletnia córka, gdy zapada zmrok, to chyba by mnie oddała do zakładu dla umysłowo chorych. Ale wracając do tematu... Wirowanie znacznie zwolniło, ale zupełnie zniknęło dopiero, gdy otworzyłam oczy i wstałam, by zamknąć okno. Potem próbowałam jeszcze raz doprowadzić się do takiego stanu, ale jedyne, co osiągnęłam, to lekki ból głowy i delikatną irytację. Zrezygnowałam więc, wyłączyłam discmana i poszłam spać. Ale jeśli moje wirowanie nie było tymi słynnymi wibracjami, to ja w takim razie nie wiem, czym takowe wibracje mogą być. Oczywiście prosiłam Niefizycznych Przyjaciół, żeby pomogli mi wyjść, ale sama czułam w głębi ducha, że jeszcze nie pora. Że to jeszcze nie ta noc. Po prostu wiedziałam. A jestem dopiero po drugim zadaniu! Uważam, że - jak na mnie - osiągnięcie wibracji tak szybko jest niemałym sukcesem. Czy ktoś cieszy się razem ze mną? Mam nadzieję, że tak... Życzcie mi szczęścia, wkrótce wychodzę! Tak bardzo tego pragnę... Może się uda? Nie liczę na to, że wyjdę jeszcze dzisiejszej nocy. Ale może na początku września? A dzisiaj jestem tak naładowana energią, że w szkole (tak, byłam w szkole - pomóc w sprzątaniu, bo koleżanka mnie prosiła; jutro też idę, gdyż prosiła mnie o to pani laborantka) wysprzątałam praktycznie całą pracownię chemiczną, pomogłam w sprzątaniu klasy historycznej (to takie szkolne muzeum, gdzie znajduje się spora wystawa staroci - oczywiście trzeba było to wyczyścić) - a energia wciąż mnie nie opuszcza. Jestem jak nowo narodzona! Wibracje są wspaniałe! Teraz już wiem, o czym mówicie, Wy wszyscy, którzy już ich doświadczyliście!
Tak... Wiem przynajmniej, że do CZEGOŚ jestem zdolna. A mianowicie - umiem się zrelaksować. Oj, tak, to mi akurat wyszło idealnie! Bo cóż może umieć lepiej taki leń patentowany, jak ja? Ale do rzeczy. Dwa pierwsze zadania uważam za wykonane. Jeszcze tylko dzisiaj poćwiczę trochę relaksację (jakby moja mama to usłyszała, to by się mnie chyba wyrzekła) i czekam na zadanie numer trzy. Wczoraj po południu przesłuchałam sobie relaksacji Jacobsona, potem użyłam tej metody wieczorem. Akurat trafiła mi się cisza absolutna, telawizor spał, osiedlowe menele chyba też. Wrzuciłam w discmana "Cztery Pory Roku" Vivaldiego, nic mnie lepiej nie wycisza. I - relaks absolutny. O, losie! Zasnęłam! I kompletnie nie mogę sobie przypomnieć, co takiego mi się śniło. Tak, to porażka, bo przecież chodzi o to, żeby nie zasypiać. Jednakże podobno początkowe niepowodzenia nie są niczym nienormalnym ani złym, nie będę się więc załamywać. A jeśli dodać do tego, że przy każdej kolejnej próbie relaksu odczuwam coraz mocniejsze mrowienie (choć bardziej przypomina to swędzenie i muszę wytężać całą siłę woli, żeby się nie podrapać) w niektórych miejscach ciała - mam nadzieję, że wkrótce uda mi się osiągnąć stan wibracji. Czekam na trzecie zadanie. Tak bardzo chcę mieć OOBE!...
Myśl o OOBE nie daje mi spokoju. Chcę to zrobić, aż samą mnie dziwi, że aż tak bardzo! Wczoraj wieczorem próbowałam się zrelaksować, jak to wyczytałam w poradniku. Ale chyba nie umiem. Jestem beznadziejna, nawet tego nie potrafię zrobić jak należy! Przez moją głowę przechodzą miliony myśli na sekundę, a z równowagi potrafi wyprowadzić mnie najlżejszy nawet dźwięk. W sąsiednim pokoju mama oglądała telewizor (chyba jakiś głupi film o policjantach), a za oknem - jak zwykle - osiedlowi pijacy, te przeklęte lumpy, z którymi nie chcę mieć nic wspólnego, zaczęli o czymś gadać w niezbyt kulturalnym języku. I jak tu się zrelaksować?! Chciałam zatkać uszy, ale cokolwiek bym nie robiła, czuję się tak niewygodnie, że nie ma mowy o jakimkolwiek wyciszeniu. Obawiam się, że w celu przeprowadzenia udanego OOBE musiałabym wyprowadzić się z domu na jakieś absolutne odludzie, gdzie tylko świerszcze zakłócają nocną ciszę. Ale ja chcę wyjść z ciała! Musi mi się to udać, mimo wszystko! W nocy zaś, gdy już zasnęłam snem kamiennym, miałam dość osobliwy sen. Niewiele z niego pamiętam, bo zostałam drastycznie i bezlitośnie obudzona przez siostrę, ale wszystkiego jednak nie zapomniałam. Siedziałam przy drewnianym stole, wokół było dość dużo ludzi. Przede mną leżała pożółkła koperta, zaadresowana do mnie. Nie było to co prawda moje nazwisko, ale ja wiedziałam, że jestem właściwą adresatką. Otworzyłam list i wyciągnęłam z niego dość dużą kartkę zapisaną atramentem w kolorze czarnym z odcieniem pomarańczu. Niestety, nie mam pojęcia, co było tam napisane... Jednak jestem przekonana, że były to jakieś wskazówki lub dobre rady. Na jaki temat? Nie wiem, nie wiem, nie wiem! Mam nadzieję - i z całego serca pragnę, żeby to była prawda - iż otrzymałam we śnie wskazówki od moich Niefizycznych Przyjaciół, w jaki sposób wyjść z ciała. Wiem, wiem. Jestem naiwna, a moje słowa brzmią, jakbym była co najmniej obłąkana. Ale ja naprawdę chcę to zrobić! A skoro inni mogą, to dlaczego w moim przypadku miałoby to być awykonalne?...
Mam ochotę wyjść z ciała... Dlaczego? Bo to ciekawe! Zawsze fascynowało mnie wszystko, co ma jakikolwiek związek z magią i mistyką. Oczywiście wiem, że eksterioryzacja to nie czary, ale jest ona równie fascynująca. Myślę o tym nieprzerwanie od kilku dni, od tej pamiętnej rozmowy z koleżanką... Powiedziała ona mianowicie, że jej znajoma próbowała wyjść z ciała... I udało się jej, ale tylko na chwilę. Nie przygotowywała się, nie kończyła żadnego kursu... Po prostu, będąc na granicy snu i jawy, wyobraziła sobie, iż nad jej łóżkiem zwisa lina. Następnie chwyciłą się tej liny oburącz i zaczęła podciągać w górę... Usiadła na łóżku. Obejrzała się za siebie i zobaczyła samą siebie, śpiącą jak dziecko. Przestraszyła się i wróciła. Ja też chcę! Postanowiłam jednak najpierw się do tego przygotować, żeby pokonać strach i wszelkie inne bariery. Dlatego zapisałam się na ten kurs. Chcę czuć to, co inni Obemaniacy. Chcę poznać Astral. Chcę przeżyć to, co do tej pory mogłam sobie jedynie wyobrażać. Mam ochotę wyjść z ciała. Przecież już to robiłam, choć nieświadomie. Dotarło to do mnie dopiero po przeczytaniu porad znajdujących się na tej stronie. Jak inaczej to nazwać? Wiele razy mi się zdarzało, tuż przed zaśnięciem, coś mającego nierozerwalny związek z OOBE... Byłam pewna, że przewróciłam się na bok. Czułam przecież łóżko pod sobą i poduszkę... Ale na chwilę otworzyłam oczy i okazało się, że wciaż leżę na plecach. Albo byłam święcie przekonana, iż moja ręka znajduje się przy głowie, bo przecież ją przemieściłam kilka sekund wcześniej. Zginam palce... Figa z makiem! Ręka leży wzdłuż ciała, jak leżała przedtem! Czy to nie dobry początek? Mam ochotę wyjść z ciała! Świadomie, dobrowolnie i na dłużej, niż kilka sekund! Niefizyczni Przyjaciele, wiem, że tam jesteście. Pomóżcie mi! |