Kurczę, nie jestem pewna, ale zdaje się, że udało mi się wyjść! A jeśli nie, to na pewno osiągnęłam LD. Hmmm... Darek Sugier mówi, że to jedno i to samo. Mam nadzieję, że ma rację... :)
Jak to się stało?
Otóż położyłam się w środku dnia do łóżka i miałam sen. Tak popieprzony sen, że aż głupio mi opowiadać. Ale opowiem, żebyście uwierzyli, jak mówię, iż mam nie po kolei w głowie.
Na początku muszę wspomnieć, iż jedno z opowiadań mojego autorstwa traktuje o losach chłopca i dziewczynki - bliźniąt, których ojcem jest Lord Voldemort z książek o Harrym Potterze. W owym śnie byłam tą właśnie dziewczynką. Tyle że ojcem nie był Voldemort, ale Szatan. I urządzał bal sylwestrowy, na który razem z bratem byliśmy zaproszeni. Na balu okazało się, że oprócz bliźniaka mam jeszcze dwójkę nieznanego rodzeństwa - młodszego o parę lat brata i siostrzyczkę, która była jeszcze niemowlęciem. Postanowiłam poznać się z bratem i podeszłam do niego na czworakach (!), a on uśmiechnął się do mnie. Pamiętam, że miał na sobie czerwony sweterek.
Po pewnym czasie wyszłam z piekła (bo bal odbywał się właśnie w piekle), żeby popatrzeć na fajerwerki, ale gdy chciałam wrócić, w wyniku jakichś bliżej nieokreślonych kłopotów okazało się, że to niemożliwe. Nie pamiętam już, dlaczego. Chyba zapomniałam, gdzie jest tajemne przejście, a może hasło wyleciało mi z głowy i strażnicy nie chcieli mnie wpuścić... W każdym razie spróbowałam tylnego wejścia (tylne wejście do piekła?), które nie było strzeżone.
I w tym momencie zaczęłam się budzić. Dotarło do mnie, co się dzieje, dużo wolniej niż zazwyczaj (bo często tak się dzieje, że dociera do mnie, iż budzę się ze snu, jednakże trwa to może dwie sekundy, najwyżej trzy). Czułam, jakby jakaś siła cofała mnie do rzeczywistości. Pomyślałam sobie: "Nie, to zbyt fajny sen, żeby się z niego budzić! Natychmiast wracaj do spania, nie ma mowy, żeby przerwać w takim momencie!"
Mimo usilnych starań poczułam pod sobą łóżko, ale nie poddałam się tak łatwo. "Ja nie dam rady?!" - pomyślałam. Zaparłam się całą siłą woli, żeby tylko wrócić do snu. "Teraz!" - krzyknęłam w myślach.
Nagle błysnęło, szarpnęło, obróciło mną o sto osiemdziesiąt stopni...
I znalazłam się dokładnie tam, gdzie byłam przed przebudzeniem. Z tą różnicą, że byłam całkiem świadoma i co chwilę powtarzałam sobie "Nie zapominaj, że to sen! Jesteś w astralu i możesz robić, co ci się żywnie podoba, nie marnuj takiej okazji!".
Pomyślałam sobie, że to trochę dziwne - ja na balu u Szatana? Ale przed snem czytałam trochę o przepowiedniach Nostradamusa, a tam znajduje się sporo wzmianek o Antychryście. "No pewnie, to przecież mój młodszy brat w tym śnie" - pomyślałam. "Ale jakiś taki dziwny. Powinien być bardziej... czy ja wiem... diabelski? Trzeba z niego zrobić mężczyznę." Przyszło mi jednak do głowy, że mam na sobie nieodpowiedni strój - na balu wypadałoby być w sukni balowej, a nie w dżinsach. I za pomocą siły woli zmieniłam ubranie na śliczną suknię, która raz była granatowa, a raz czerwona. Tyle że miałam problem z gorsetem - wiązanie znajdowało się z tyłu, a nie wpadłam na to, żeby załatwić to siłą woli.
"Has anybody seen my fuckin' twin-brother?!" - krzyknęłam i zdziwiłam się, że po angielsku. Uśmiechnęłam się do siebie, gdy w polu widzenia pojawiły się... napisy. ("Czy ktoś widział mojego cholernego brata bliźniaka?!" - głosiły.)
"I'm sorry" - rzekł najbliżej stojący diablik w garniturze. ("Przykro mi" - pojawił się napis.)
"Andy!" - krzyknęłam. "Andy, where are you? I need your help!" ("Andy! Andy, gdzie ty jesteś? Potrzebuję twojej pomocy!" - ogłosił napis.)
Pomyślałam: "It's my dream, so Andy MUST do what I say!"
I pojawił się. Tyle że nie wyglądał tak, jak go sobie wyobrażałam. Był kropka w kropkę jak Ryan, chłopak z Los Angeles, którego poznałam parę dni temu przez internet (ma OSZAŁAMIAJĄCY uśmiech!).
"Help me with this corset" - powiedziałam, a on stanął za mną i zaczął zawiązywać mi gorset. "Come on, don't feel shame" - oświadczyłam, a on uśmiechnął się szelmowsko (sama nie wiem, w jaki sposób to widziałam, stojąc tyłem do niego) i podszedł bliżej. Dość szybko uporał się z tym wiązaniem, po czym objął mnie ramionami w pasie i poczułam jego oddech na szyi...
W tym miejscu muszę zaznaczyć, że bliźniaki z mojego opowiadania w pewnym momencie popełniają kazirodztwo. Byłam tego w pełni świadoma, gdy Andy/Ryan się do mnie zbliżył. Stwierdziłam jednak, że to mój sen, więc mogę robić, co tylko chcę, i nikt nie będzie miał mi tego za złe.
Już, już mieliśmy przejść "dalej", gdy stało się coś strasznego - poczułam wibracje na udzie. Dostałam SMS-a! A telefon miałam w kieszeni spodni! Natychmiast wróciłam do ciała i obudziłam się z myślą "Cholera, nienawidzę tego!". Żeby to chociaż był jakiś sensowny SMS, to może bym nie była taka wściekła. Ale to była reklama jakichś idiotycznych gier! Normalnie nie znoszę operatora sieci. Nigdy więcej telefonu w kieszeni!
Ale i tak jestem szczęśliwa. Nawet jeśli to, co mi się zdarzyło, nie było właściwym oobe, to jednak jest to jakiś krok do przodu... Prawda?
Powered by IP.Blog
© Invision Power Services