|
|
Obudziłam się gdzieś po 7, bo usłyszałam hałasy za drzwiami. To była świetna okazja do wyjścia. Poczekałam, aż się uspokoiło w domu, potem jeszcze chwilkę poleżałam, próbując osiągnąć wibracje. Udało się. Kiedy chciałam wyjść, poczułam, że ktoś złapał mnie za nos i jakby próbował mnie ciągnąc za niego wyciągnąć z ciała. Na szczęście nie trwało to długo, a kiedy byłam już poza, nikogo nie widziałam. Postanowiłam wyjść przez okno na dwór, ale o dziwo znów nie mogłam przeniknąć przez szybę. To mnie jednak nie zmyliło jak poprzednio. Uchyliłam je i przecisnęłam się jakoś. Obraz był zadziwiający. Wiał chłodny, porywisty wiatr. Niebo było zachmurzone i szare, a dookoła rozciągała ię bezkresna równina pokryta trawą. Trawa była tak równa, że nie było nawet najmniejszego wzniesienia, ani dołka. w jednym miejscu niebo było kolorowe jak podczas zachodu Słońca. Próbowałam dotrzeć do horyzontu, ale sprawa nie była prosta. Miałam problem z utrzymaniem się w powietrzu. Tak czy inaczej mimo usilnych starań po chwili znowu znalazłam się w ciele. Chciałam spróbować jeszcze raz, ale nic z tego nie wyszło, bo usnęłam.
|
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||