Dziś w sumie całą noc kiepsko spałam, ale dzięki temu udało mi się wyjść. Gdzieś około 2:30 wstałam, bo musiałam zająć się chwilę dzieckiem. Potem spowrotem położyłam się do łóżka i nie mogłam usnąć. Nie mogłam się wygodnie ułożyć. Po jakimś czasie przysnęłam i zaczęłam czuć wibracje. Byłam zaspana i wibracje ustały jednak chwilę później się pojawiły ponownie, ale równie słabe jak poprzednie. Pomyślałam sobie, że chcę je zintensyfikować i o dziwo udało się. Były bardzo silne. Nadszedł czas by się uwolnić ze swojego ciała. Otworzyłam ciężkie powieki (NF) i próbowałam usiąść, jednak grawitacja była obromna. Pomyślałam, że może łatwiej będzie, kiedy się obrócę na bok i zlecę na podłogę i tak też się stało. W jednej chwili poczułam się lekka jak piórko i do tego ogarnęło mnie ogromne podniecenie, a że obok mnie spał mąż, to postanowiłam, że spróbuję go wyciągnąć. Mówiłam do niego, żeby się obudził i szarpałam za ramiona. W końcu mi się udało, ale jego niefizyczne ciało, było bardzo przezroczyste i wkrótce całkiem zniknęło. W dodatku zaczął dzwonić budzik i trzeba było wrócić do ciała. Czyli wszystko skończyło się o 4:15 nad ranem. Wieczorem, spróbuję jakoć podejść męża i wypytać się, czy sobie coś przypomina, ale jak znam życie, to pewnie nie.
Powered by IP.Blog
© Invision Power Services