Śniło mi się, że pojechałam na wycieczkę, nie wiadomo dokąd ,z moją klasą z liceum.
Na korytarzu, chyba tego ośrodka w którym mieszkaliśmy, zobaczyłam 3 kłócące się osoby. Były jakieś wybory na przewodniczącego (?) i dwie kobiety kłóciły się z jakimś mężczyzną. Właściwie to one dwie cały czas go atakowały, a on był sam. Postanowiłam podejść do niego i coś mu powiedziałam, chyba o tym, żeby się nie przejmował tymi wyborami i że będę na niego głosować(?), w każdym razie chciałam mu dodać otuchy. I jakoś tak wyszło, że poczułam się w jego towarzystwie tak swobodnie jakbym go znała od zawsze. Przytuliłam go i czułam ogarniające mnie ze wszystkich stron ciepło. W pamięć wryły mi się jego czarne, długości mniej-więcej za uszy włosy.
W ogóle zapomniałabym napisać, że przez cały ten czas wstydziłam się swojego wyglądu bo wydawało mi się, że mam na twarzy jakieś plamki. Autentycznie mnie bolały te miejsca, szczególnie jedno na czole.
Ale wracając do wydarzeń. Pożegnałam się i poszłam spać do swojego wycieczkowego pokoju. Śniło mi się (tak! we śnie śniło mi się, że śpię!!), że znowu go spotykam, tylko tym razem on mówił coś o tych plamkach na mnie, że to jakieś zanieczyszczenia i że tylko on je widzi. Mówił też że ktoś go ściga czy prześladuje (?) Nie pamiętam dokładnie.
Obudziłam się i dalej byłam w scenerii tego snu o wycieczce. Mój pokój był na piętrze, więc zeszłam na dół do holu, gdzie miała miejsce jakaś impreza integracyjna. Spotkałam tam kilku znajomych i zobaczyłam znowu tego chłopaka! Tylko tym razem miał ścięte krótko białe włosy. Zapytał mnie czy jestem tą dziewczyną z którą rozmawiał zeszłego wieczoru. Powiedziałam, że tak, a potem o czymś rozmawialiśmy ale nie mogę sobie przypomnieć o czym.
Dalej w ramach wyjazdu było zwiedzanie jakiegoś parku. Były w nim ogromne schody, u ich podnóża ścieżka. Po obu stronach ścieżki dużo zielonej trawy, jakieś drzewa, ławki i po jednej stronie piękny staw. Położyłyśmy się z koleżankami na tych schodach, głowami w dół i cieszyłyśmy się piękną pogodą i okolicą. W pewnym momencie zauważyłam, że wszystkie dziewczyny zniknęły, została tylko jedna. Miałam wrażenie że to moja najlepsza przyjaciółka, ale okazało się, że to jakaś zupełnie nieznana mi osoba. Mimo to znów czułam miłość i zrozumienie od niej płynące, jakby wiedziała o wszystkim o czym myślę. Mijał nam tak czas i w pewnym momencie zaczęłam jej się żalić nad jakimiś moimi kłopotami. Na to ona się zdenerwowała i powiedziała że powinnam wreszcie wziąć się za siebie i przestać użalać. Zrobiło mi się dosyć głupio i postanowiłam wziąć się w garść.
Wtedy obudziłam się już w moim prawdziwym domu.
Dopiero po obudzeniu zorientowałam się, że te dwie postaci pojawiają się dosyć często w moich snach i zwykle z tą samą miłością i charakterem.
Może to są moi Niefizyczni Przyjaciele?