oobe.pl

Start Porady Roberta Monroe Porady Brucea Moena Porady Darka Sugiera Forum
Kalyna's Notatnik

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

 

entry 16.02.2012 - 14:08
Nareszcie udało się czegoś dokonać. A to za zasługą, tak myślę, książki, którą koleżanka wczoraj mi pożyczyła 'Potęga podświadomości' Joseph'a Murphy'ego. Niby nic nowego, o większości postulatów w niej zapisanych już wiedziałam, ale mówiąc szczerze nie potrafiłam uwierzyć, że wszystko może być takie proste.
Co jednak zaszkodzi spróbować - i tak zamierzyłam połączyć wszystkie znane mi metody w jedną. Przez resztę dnia powtarzałam sobie pewnie i wesoło: "Jakie to proste wyjść z ciała! Każdy to potrafi. Ja mogę wychodzić kiedy tylko mi się spodoba. A tak mi się dziś podoba, żeby tej nocy wyjść". Poza tym wieczorem wypiłam dosyć mocną yerbę (to takie moje spostrzeżenie: yerba mate działa na moje sny znakomicie - jeśli wypiję ją wieczorem to mają lepszą jakość i pamiętam ich więcej) i przed zaśnięciem 5 mg melatoniny (to akurat 'pożyczyłam' z eksperymentu Deimonda). Budzik nastawiłam na 3:00 i około 23 zasnęłam.
Obudziłam się przed budzikiem, sama z siebie, o 01:54. Zaczęłam się wybudzać, ale byłam tak okropnie zmęczona, że po 5 minutach położyłam się z powrotem. Chciałam koncentrować się na czymś, leżąc z zamkniętymi oczami, ale czułam że odpływam w sen. Wtedy coś lekko pociągnęło mnie za nogę. Pomyślałam wtedy, że to pewnie jacyś moi przyjaciele pilnują mnie, żebym się nie poddawała. No więc znowu wróciłam do koncentrowania się, ale było okropnie trudno, tak bardzo bardzo chciało mi się spać.
I właśnie od tego momentu nie wiem czy było to naprawdę czy jednak wtedy zasnęłam i przyśniło mi się to.
Poczułam takie 'spięcie' wewnątrz głowy, coś jakby prąd mnie kopnął, jednocześnie dźwięk - taki dźwięk jak wydaje radio, kiedy przysunie się blisko niego dzwoniący telefon komórkowy. I poczułam że unoszę się kilka cm nad sobą. Chciałam polecieć gdzieś wyżej, ale nade mną była jakaś ściana i nie mogłam przez nią przeniknąć. Kiedy próbowałam zaraz leżałam z powrotem na łóżku. I tak ze 3 razy wyrzucało mnie kilka cm na zewnątrz i zaraz cofało, kiedy próbowałam się oddalić. Zaraz po tym obudziłam się i była już 6 rano. Przecież nie mogło to trwać tyle czasu. Poza tym pamiętam te zdarzenie 'przez mgłę' tak jak pamięta się sny, bez większych szczegółów.

entry 19.10.2011 - 20:32
Śniło mi się, że pojechałam na wycieczkę, nie wiadomo dokąd ,z moją klasą z liceum.
Na korytarzu, chyba tego ośrodka w którym mieszkaliśmy, zobaczyłam 3 kłócące się osoby. Były jakieś wybory na przewodniczącego (?) i dwie kobiety kłóciły się z jakimś mężczyzną. Właściwie to one dwie cały czas go atakowały, a on był sam. Postanowiłam podejść do niego i coś mu powiedziałam, chyba o tym, żeby się nie przejmował tymi wyborami i że będę na niego głosować(?), w każdym razie chciałam mu dodać otuchy. I jakoś tak wyszło, że poczułam się w jego towarzystwie tak swobodnie jakbym go znała od zawsze. Przytuliłam go i czułam ogarniające mnie ze wszystkich stron ciepło. W pamięć wryły mi się jego czarne, długości mniej-więcej za uszy włosy.
W ogóle zapomniałabym napisać, że przez cały ten czas wstydziłam się swojego wyglądu bo wydawało mi się, że mam na twarzy jakieś plamki. Autentycznie mnie bolały te miejsca, szczególnie jedno na czole.
Ale wracając do wydarzeń. Pożegnałam się i poszłam spać do swojego wycieczkowego pokoju. Śniło mi się (tak! we śnie śniło mi się, że śpię!!), że znowu go spotykam, tylko tym razem on mówił coś o tych plamkach na mnie, że to jakieś zanieczyszczenia i że tylko on je widzi. Mówił też że ktoś go ściga czy prześladuje (?) Nie pamiętam dokładnie.
Obudziłam się i dalej byłam w scenerii tego snu o wycieczce. Mój pokój był na piętrze, więc zeszłam na dół do holu, gdzie miała miejsce jakaś impreza integracyjna. Spotkałam tam kilku znajomych i zobaczyłam znowu tego chłopaka! Tylko tym razem miał ścięte krótko białe włosy. Zapytał mnie czy jestem tą dziewczyną z którą rozmawiał zeszłego wieczoru. Powiedziałam, że tak, a potem o czymś rozmawialiśmy ale nie mogę sobie przypomnieć o czym.
Dalej w ramach wyjazdu było zwiedzanie jakiegoś parku. Były w nim ogromne schody, u ich podnóża ścieżka. Po obu stronach ścieżki dużo zielonej trawy, jakieś drzewa, ławki i po jednej stronie piękny staw. Położyłyśmy się z koleżankami na tych schodach, głowami w dół i cieszyłyśmy się piękną pogodą i okolicą. W pewnym momencie zauważyłam, że wszystkie dziewczyny zniknęły, została tylko jedna. Miałam wrażenie że to moja najlepsza przyjaciółka, ale okazało się, że to jakaś zupełnie nieznana mi osoba. Mimo to znów czułam miłość i zrozumienie od niej płynące, jakby wiedziała o wszystkim o czym myślę. Mijał nam tak czas i w pewnym momencie zaczęłam jej się żalić nad jakimiś moimi kłopotami. Na to ona się zdenerwowała i powiedziała że powinnam wreszcie wziąć się za siebie i przestać użalać. Zrobiło mi się dosyć głupio i postanowiłam wziąć się w garść.
Wtedy obudziłam się już w moim prawdziwym domu.
Dopiero po obudzeniu zorientowałam się, że te dwie postaci pojawiają się dosyć często w moich snach i zwykle z tą samą miłością i charakterem.
Może to są moi Niefizyczni Przyjaciele?

entry 09.10.2011 - 19:31
Ostatnio OOBE miałam 17 kwietnia tego roku, od tamtej pory trwa jakiś zastój, którego nie udaje mi się przełamać. Cieszę się, że sporo osób z tego forum odwiedza dość często 'drugą stronę', ale aż mnie skręca z zazdrości kiedy czytam te wasze wpisy :)
Dzisiaj, zupełnie przypadkowo, odkryłam nadzwyczajne właściwości zwyczajnej muzyki. Z magnetofonu leciał zespół Nightwish (konkretniej piosenka 'The Carpenter'), a ja, słuchając go, leżałam dosyć zmęczona na swoim łóżku. Ta melodia jednak tak mocno wsiąknęła we mnie, że nie mogąc dłużej wytrwać w bezruchu, wstałam i wychodząc na środek pokoju, zamknęłam oczy i zakręciłam się w kilku 'piruetach'. Jako że niczego nie widziałam szybko straciłam orientację i kiedy się zatrzymałam nie miałam pojęcia w którą stronę jestem teraz obrócona. Ciągle nie otwierając oczu zaczęłam się nad tym zastanawiać. Ale muzyka napływała do mnie jakby z każdej strony, nie byłam w stanie zlokalizować kierunku z którego się rozchodzi. Słyszałam ją tak samo z każdego punktu. Nie mogłam też zrobić kroku w żadną stronę bo bałam się, że wpadnę na stolik albo uderzę się o jakąś szafkę. Po prostu stałam w jakimś nieokreślonym punkcie przestrzeni i wtedy pomyślałam, że skoro nie mam pojęcia gdzie jestem to równie dobrze mogę być wszędzie. Wokół mnie była tylko muzyka a ja mogłam znaleźć się teraz gdzie tylko chciałam!
Znów się zakręciłam, tylko tym razem stałam, albo raczej unosiłam się w wielkiej kosmicznej przestrzeni. Kiedy wirowałam, kręciła się ze mną moja ogromna suknia na którą składały się gwiazdy, planety i mgławice. Czułam, że pomimo tej wielkości jestem lekka i całkowicie wolna i jednocześnie posiadam nieskończoną siłę. W końcu cały Wszechświat obracał się razem ze mną! Tańczyliśmy razem i byliśmy jednością. Jak można nie kochać czegoś tak pięknego! Zatraciłam się w tym zachwycie, aż w końcu przestałam rozróżniać, gdzie kończę się ja, a zaczyna Kosmos.
Otworzyłam oczy i z powrotem byłam u siebie w pokoju. Ale uczucie szczęścia i brak jakichkolwiek wymagań co do otaczającej mnie rzeczywistości zostały i trwam w tym stanie już pół dnia!
Kochani, warto spróbować takiej zabawy z muzyką, choćby jako ćwiczenie na wyobraźnię! Jeśli macie jakiś kawałek w którym chcielibyście się znaleźć to nie traćcie czasu. Do roboty, naprawdę warto :)

entry 01.10.2011 - 19:50
Gdy byłam małym dzieckiem często pakowałam się w różnego rodzaju tarapaty, bo (jak tłumaczyła kiedyś mojej mamie nasza znajoma Pani psycholog) nie potrafiłam zrozumieć praw otaczającego mnie świata. Niewiele mam wspomnień z tego najwcześniejszego okresu, ale te które się zachowały są rzeczywiście dosyć ciekawe.
Przed blokiem, w którym kiedyś mieszkałam, był duży parking. Miejsca parkingowe były tak rozrysowane, że samochody, które tam stały, ustawiały się zawsze w kształt wielkiego kwadratu, pustego w środku. W środku było tyle wolnego miejsca, że zwykle przychodziliśmy tam z innymi dziećmi jeździć na wrotkach. Któregoś dnia znudziło mi się to jeżdżenie w kółko na wrotkach i wpadłam na pomysł, żeby po prostu wleźć na któryś z tych samochodów. Udało mi się to zrobić i stojąc na dachu postanowiłam przeskoczyć na następny w tym samym kolorze. Hop, zrobiłam mały krok i czując się taka lekka, byłam już na następnym. I znowu - z zielonych na zielone, z czarnych na czarne - skakałam sobie, a właściwie leciałam, bo te skoki były czasem ponad 8-metrowe z jednego dachu na drugi. Bardzo dokładnie pamiętam tą nieważkość, taką pewność że zawsze znajdę się tam gdzie będę chciała, nie ma możliwości żebym spadła. To wspomnienie jest tak rzeczywiste, a jednak musiał to być sen. Następnego dnia chciałam powtórzyć swoją zabawę i pokazać ją mamie. Zaczęłam wdrapywać się na jakieś auto i nagle poślizgnęłam się i upadłam tak fatalnie, że rozwaliłam sobie całe kolano i na dodatek do tej rany powpadało mi pełno żwiru i kamyków. Nie rozumiałam dlaczego tak się stało. Pojechaliśmy z mamą do szpitala, zapakowali mi nogę w szynę. Moją mamę jednak, zamiast tej rany, wystraszyło bardziej to że ja wciąż powtarzałam jej że już to wczoraj robiłam i skakanie w powietrzu jest bardzo łatwą i fajną zabawą.
Z tym samym parkingiem jest związane jeszcze jedno dość dziwne wspomnienie. Kiedyś wyjrzałam przez okno mojego pokoju i zobaczyłam, że ktoś siedzi sobie w naszym aucie. Bardzo się zdenerwowałam, bo my często bawiliśmy się na podwórku w chowanego i podstawową zasadą było, że nie możemy chować się do klatek schodowych i włazić między samochody (bo już parę razy za to nam się oberwało). Poszłam więc do mamy i powiedziałam jej: Mamo, ktoś się schował w naszej Wańce, powiedz mu żeby wyszedł bo tak nie można. Mama powiedziała wtedy tylko że na pewno źle spojrzałam i jak już ktoś się chowa to obok auta a nie w środku. Wróciłam do pokoju obrażona, wyjrzałam znów, ale już nikogo nie było.
Takich sytuacji było jeszcze kilka, ale potem przestałam o nich mówić rodzicom, bo nigdy mi nie wierzyli. Wszystkie jednak sprowadzały się do tego, że musiałam mylić ze sobą dwie rzeczywistości. Gdybym nie poznała pojęcia oobe, pewnie już zawsze bym się zastanawiała nad ich wyjaśnieniem.
Tyle tytułem wstępu, na forum jestem już od dosyć dawna, ale dopiero teraz zdobyłam się na odwagę wysłać trochę kartek ze swojego Dziennika w Eter.
Pozdrawiam wszystkich i witam :)