Więc, po jakimś tygodniu o d tamtego snu, śnił mi się kolejny, jhakby kontynuacja. No więc było tak: szłam do szkoły, koło kościoła ( zwykle tamtędy chodzę) i skręciłam na poranną mszę. Kobiety wszystkie miały identyczną kamizelkę, seledynową z takim białym wzorem na lecach, tylko jedna miała wielkie białe grochy. stały w kolejce do konfesjonału, po śpiewniki. śiedziałam to troche i nerwowo patrzyłam na zegarek, a kiedy wybiła 7 wybiegła z kościoł. na placu przed kościołem bawili sie w coś jakby berka, albo chowanego, albo i to i to, moi koledzy z klasy, tylko wyglądali o wiele młodziej, jak w 1 gimnazjum. słońce stało jakby był już zachód, a była 7 rano, a promienie sprawiły, że trawa zrobiła się pomarańczowa. drzew rzucały długie cienie. i nastąpiło rozmydlenie, nie pamiętam. pamietam, szłam koło szkoły podstawowej do kościła z mojej parafi. zobaczyłam ogródek z fioletowym płotkiem na szkolnym podwórku, obok bramy. zobaczyłam w nim krzyże i znicze, i wisiała nade mna wielka tablica z czarnego marmuru, a na niej złoty napis " Kot "Black" ". byłam wściekła, bo wiem, o co chodziło, bo to był mój Marcus. Potem zobaczyłam wiadro z wodą, a w nim leżał ciągle mój kiciuś, mój kochany koteczek. popłakałam się tak, jak nigdy nie płakałam w normalnym swiecie, vczułam jak mnie rozrywał ból nie do wytrzymania. pekło mi serce. jego puszysty ogon ( był okropny, ale ogon miał jak kot rasowy) zwisał jak płetwa syreny z starego wiadra. Pobiegłam do kościoła. obok stały trzy niebiesko białe namioty jak na cygańskich grobach, jakby pawilony. w pierwszym siedzieli moi rodzice, ale w pozostałych nie patrzyłam. siedzieli, pili herbatę, grali w karty. zobaczyłam co było w drugim. na przeciwległych ścianach wisiał mężczyzna i kobieta i na wielkiej tablicy podpis "oni zabili BLACK'a". podbiegłam do rodziców 8i pytałam jak mopgli pozwolic na to ludzie, żeby zabić dwoje ludzi za kota! to nienormalne, bo ja kochałam go najbardziej, ale nigdy bym ich nie zabiła. patrzyłam na ich sine ciała. dostałam furii, uratowało mnie to, ze się obudziłam. nienawidzę swoich snów, one mnie wykańczają psychicznie.....