Od jakiegoś czasu chcę tu opisać jakiś sen, ale okazuje się, że jest to zbyt skomplikowane albo słabo pamiętam sen. Dzisiaj jednak co nie co zapamiętałam.
Śniło mi się, że poszłam na jakiś spektakl czy coś w tym stylu - do teatru lub opery. Weszłyśmy razem z siostrą do pomieszczenia i wypatrywałyśmy naszej kuzynki, która powinna już gdzieś tam siedzieć. Jednak usiadłyśmy gdziekolwiek. Potem publiczność stała i kołysała się na boki. Spojrzałam na moją siostrę - ona stała w bezruchu i uśmiechała się. Później ktoś wpadł do tego pomieszczenia i chciał strzelać do publiczności. Jakichś dwóch grubych facetów zaczęło mnie sobą zasłaniać. Byłam tam jakąś ważną osobą, a oni mieli mnie chronić. Wszyscy podnosili ręce do góry. Zaczęła się panika na sali. Chciałam się z powrotem dostać do mojej siostry, bo wcześniej jakoś oddaliłam się od niej. Podeszłam do miejsca, w którym siedziała i zauważyłam, że śpi na siedzeniu. Pomyślałam, że dobrze, że nie widzi co się dzieje. Potem w jakiś sposób broń dostała się w moje ręce. Miałam okazję strzelać do bandytów, ale nie pamiętam czy ich trafiłam. Zaczęłam biec do wyjścia. Biegłam korytarzem, a jacyś ludzie biegli za mną. Nie potrafiłam odróżnić bandytów od innych ludzi, dlatego strzelałam w ich stronę, ale nieco bardziej w górę, nad ich głowami, żeby tylko odstraszyć bandytów. Potem wbiegałam po schodach. Na górze zobaczyłam jakichś ludzi. Znowu nie potrafiłam odróżnić, kto jest kto, a bałam się, że wśród nich mogą czaić się bandyci. Jedna z osób zrobiła jakiś fałszywy ruch i ją zastrzeliłam. Potem wydawało mi się, że czuję, jak ktoś mnie trafił, ale nie byłam pewna. Zaczęłam czuć, jak leci mi krew z nosa. Spytałam kogoś, jak się umiera od kuli, żeby potwierdzić to, że właśnie nią dostałam. Nie pamiętam, co ta osoba mi odpowiedziała. Próbowałam wydmuchać nos w chusteczkę. Nie pamiętam, co wydarzyło się dalej.
Powered by IP.Blog
© Invision Power Services