Witajcie po kilku chyba miesiącach mojej nieobecności na tym forum. Albo lepiej po dwóch latach, bo tamta obecność to kilka dni było tylko. Tak mnie natchnęło znowu, żeby tu przybyć na to forum i dzielić się z tymi, którzy zechcą czytać moje posty, moim doświadczeniem Boga, moim pojęciem Boga i ogólnie tego jak rozumiem rozwój duchowy.
Kiedyś tu wchodziłem, żeby jak wielu z was, znaleźć drogę do OOBE. W sumie znalazłem ją, swój sposób na OOBE miałem, na LD już na pewno. Był czas, krótki co prawda, że na tydzień miałem po kilka LD. Ale mi coś w tym nie grało. Czemu Kościół się o to czepia? Czyżby Kościół chciał kontrolować umysły młodych, dobrych i kreatywnych ludzi, otwartych na inny świat i rozwój duchowy? Nie, tak nie jest, po prostu. Większość księży to nawet nie wie, co to OOBE i LD, bo co ich to obchodzi. Jakbyś mu o tym powiedział, to ci najwyżej powie, że takie doświadczenia najwięksi święci tylko mieli, albo, że zmyślasz.
Ja wiem, że nie OOBE to nie wymysł, że to jest coś, nad czym się trzeba poważnie zastanowić. Ja się długo nad nim zastanawiałem i w tym zastanawianiu bardzo pomogła mi książka "Dzieła" Świętego Jana od Krzyża. Z niej dużo, tak mi się wtedy wydawało, zrozumiałem, choć jest to rzecz bardzo trudna.
Zrozumiałem mianowicie, że w rozwoju duchowym nie chodzi o super doświadczenia, o mega poczucie jak to mi lekko i fajnie i jest super. Jaki to ja potężny jestem w świecie oobe, czy lepiej LD, gdzie robimy co chcemy. Zrozumiałem, że te "słodycze duchowe" mogą być dobre na początek, by zakosztować w tym, że "coś" innego niż materia istnieje, i że to może być fajne. Tego można zakosztować przez OOBE, ale i przez modlitwę.
Pytanie, czy jedno z drugim się dodaje, czy nie dodaje :)? Według mnie się nie dodaje. Gdyby OOBE było taką cool ścieżką rozwoju duchowego, to wierzę, że Chrystus by o tym powiedział nam. Bo czemu nie? Natomiast On stawia na konret życia w tu i teraz. Na prostym byciu dobrym dla innych, jak On był dobry. Przeszedł On przez swoje życie dobrze czyniąc, nikomu zła nie wyrządził, a za to Go zabili. I ta śmierć, choć wydaje się takim zaprzeczeniem wszelkiego rozwoju, wszelkiego zwycięstwa, wydaje się być porażką na maksa, stała się ta śmierć nadzieją dla wielu miliardów ludzi, którzy po śmierci Jezusa zobaczyli Jego powstanie ze śmierci. Dla mnie rozwój duchowy to życie w taki sposób, w jaki żył Jezus (bo wierzę, że jest Bogiem, to jest fundament dla mnie). Bo wiem, że takie życie najpełniej zbliży mnie do Niego w wieczności. \
Rozwój duchowy ja uzależniam od działania (nomen omen) Ducha Świętego w moim życiu, w moim wnętrzu. On - Duch Święty - wierzę, że pomógł mi bardzo w życiu i pomaga nadal. Ogólnie, to gorąco polecam modlitwę do Ducha Świętego. Nawet jak nie rozumiecie Kim On jest, bo ja też tego tak naprawdę nie rozumiem. Ale wiem, że On mnie kocha i chce mi pomagać bardzo i robi to. PRostymi, swoimi słowami, nawet w ramach sprawdzianu, czy to działa (choć to Bogu mało się podoba, ale kto wie? może komuś to pomoże Go odkryć na nowo?).
Tyle niech wystarczy - dziękuję za przeczytanie i mam nadzieję, że wniesie to coś do Waszego życia duchowego :).
Powered by IP.Blog
© Invision Power Services