|
20.10.2013 - 19:05
|
Witajcie po kilku chyba miesiącach mojej nieobecności na tym forum. Albo lepiej po dwóch latach, bo tamta obecność to kilka dni było tylko. Tak mnie natchnęło znowu, żeby tu przybyć na to forum i dzielić się z tymi, którzy zechcą czytać moje posty, moim doświadczeniem Boga, moim pojęciem Boga i ogólnie tego jak rozumiem rozwój duchowy.
Kiedyś tu wchodziłem, żeby jak wielu z was, znaleźć drogę do OOBE. W sumie znalazłem ją, swój sposób na OOBE miałem, na LD już na pewno. Był czas, krótki co prawda, że na tydzień miałem po kilka LD. Ale mi coś w tym nie grało. Czemu Kościół się o to czepia? Czyżby Kościół chciał kontrolować umysły młodych, dobrych i kreatywnych ludzi, otwartych na inny świat i rozwój duchowy? Nie, tak nie jest, po prostu. Większość księży to nawet nie wie, co to OOBE i LD, bo co ich to obchodzi. Jakbyś mu o tym powiedział, to ci najwyżej powie, że takie doświadczenia najwięksi święci tylko mieli, albo, że zmyślasz.
Ja wiem, że nie OOBE to nie wymysł, że to jest coś, nad czym się trzeba poważnie zastanowić. Ja się długo nad nim zastanawiałem i w tym zastanawianiu bardzo pomogła mi książka "Dzieła" Świętego Jana od Krzyża. Z niej dużo, tak mi się wtedy wydawało, zrozumiałem, choć jest to rzecz bardzo trudna.
Zrozumiałem mianowicie, że w rozwoju duchowym nie chodzi o super doświadczenia, o mega poczucie jak to mi lekko i fajnie i jest super. Jaki to ja potężny jestem w świecie oobe, czy lepiej LD, gdzie robimy co chcemy. Zrozumiałem, że te "słodycze duchowe" mogą być dobre na początek, by zakosztować w tym, że "coś" innego niż materia istnieje, i że to może być fajne. Tego można zakosztować przez OOBE, ale i przez modlitwę.
Pytanie, czy jedno z drugim się dodaje, czy nie dodaje :)? Według mnie się nie dodaje. Gdyby OOBE było taką cool ścieżką rozwoju duchowego, to wierzę, że Chrystus by o tym powiedział nam. Bo czemu nie? Natomiast On stawia na konret życia w tu i teraz. Na prostym byciu dobrym dla innych, jak On był dobry. Przeszedł On przez swoje życie dobrze czyniąc, nikomu zła nie wyrządził, a za to Go zabili. I ta śmierć, choć wydaje się takim zaprzeczeniem wszelkiego rozwoju, wszelkiego zwycięstwa, wydaje się być porażką na maksa, stała się ta śmierć nadzieją dla wielu miliardów ludzi, którzy po śmierci Jezusa zobaczyli Jego powstanie ze śmierci. Dla mnie rozwój duchowy to życie w taki sposób, w jaki żył Jezus (bo wierzę, że jest Bogiem, to jest fundament dla mnie). Bo wiem, że takie życie najpełniej zbliży mnie do Niego w wieczności. \
Rozwój duchowy ja uzależniam od działania (nomen omen) Ducha Świętego w moim życiu, w moim wnętrzu. On - Duch Święty - wierzę, że pomógł mi bardzo w życiu i pomaga nadal. Ogólnie, to gorąco polecam modlitwę do Ducha Świętego. Nawet jak nie rozumiecie Kim On jest, bo ja też tego tak naprawdę nie rozumiem. Ale wiem, że On mnie kocha i chce mi pomagać bardzo i robi to. PRostymi, swoimi słowami, nawet w ramach sprawdzianu, czy to działa (choć to Bogu mało się podoba, ale kto wie? może komuś to pomoże Go odkryć na nowo?).
Tyle niech wystarczy - dziękuję za przeczytanie i mam nadzieję, że wniesie to coś do Waszego życia duchowego :).
17.08.2011 - 22:22
|
Oobe. Ile ja się tym zajmowałem :). Może nie 10 lat czy więcej, ale te 2 czy 3 lata to i tak jak dla mnie dużo. Ta moja filozofia "wszystkiego spróbuję i na tym wyrobię sobie o tym opinię" z liceum była dość ciekawa. Nie zdałą jednak egzaminu w dalszym mym życiu :).
Oobe miałem jedno na 100%. Trwało kilka minut, głównie dzięki technice aktywowania jak to było, wewnętrznych zmysłów (pocierałem w swoim pokoju dywan jako dusza/myśl/w śnie/w oobe).
Jednak to nie było to dla mnie. Zrozumiałem, że tak do Boga nie dojdę (a to był główny mój cel, pomijam tu cele na wskroś egoistyczne). Dużo modliłem się do Boga, który prawdziwie jest, jak ja Go nazywałem (bałem się, że katolicy wykrzywili na przestrzeni wieków obraz Jego i może nieświadomie błędnie uczą dzisiaj ludzi). Jednak w to, że Bóg jest, wierzyłem od zawsze.
I teraz jestem sobie w seminarium i uczę się na księdza. I proszę mi wierzyć, dużo lepiej się czuję z tym, niż przy praktykowaniu oobe. To moje subiektywne zdanie. Nie czuję, żeby KK przez sakramenty zamknął mi drogę duchową. Wręcz odwrotnie :). Zresztą przykład wielu świętych, wzorów kościoła, którzy działali cuda, są dla mnie dowodem na bezsensowność teorii o zamknięciu przez sakramenty ludzi na drodze duchowej.
Dziwi mnie natomiast ta fala wrogości wobec Kościoła i Jego metod działania. Nie ma tego w odniesieniu do buddyzmu, który jest (w większości odłamów) religią wielką, w odniesieniu do Islamu czy szintoizmu. Pewnie wynika to z tego, że nie obcujemy na co dzień z tymi religiami, no ale przecież skoro poszukujemy duchowo i całe zło widzimy w kościele, a gdzie indziej nie, to albo świadczy to o tym, że faktycznie tylko w nim to zło jest, albo, że mamy wąski horyzont widzenia spraw duchowych, albo, że komuś celowo zależy na zniszczeniu wizerunku kościoła, a szczególnie jego metod działania (pisząc to, jestem jeszcze pod wpływem lektury pewnego posta z tego forum traktującego o tym, że sakramenty zamykają nam czakramy i ogólnie, że są złe, tak powykrzywianej interpretacji sakramentów jeszcze nie widziałem, autora musiało to kosztować wiele wysiłku intelektualnego, by móc taką teorię wymyślić). Dobra, tyle na dziś. Do zobaczenia (przeczytania?) za jakiś czas :).
04.02.2007 - 20:20
|
02.02.2007 (z piątku na sobotę)
W piatek nie zajmowałem sie OOBE. Czasem starałem sie wzmocnic przekaz z prosba o udane OOBE z Niefizycznymi Przyjaciółmi. I nadszedł wieczór. Poszedłem zmęczony spac (po 1 godzinie) i stwierdziłem, że przeciez mogę po tygodniu ciezkiej pracy w szkole :D spróbowac uzyc techniki 4+1. Ustawiłem budzik na 5 rano. Obudziłem sie o 3:53. Cholernie chcialo mi się spac. Starałem sie nie zasypiac, ale znów pojawiały sie myśli typu "zasnij na chwile, o 5 sie obudisz". W tej materii odniosłem połowiczny sukces. Zasnąłem ale po bardzo długiej walce.
Miałem wiele snów. Bardzo wile. Prawdopodobnie wszytkie widziałem, a pamietam chyba z 7.
Ostatni sen byl inny niż poprzednie. Znów się unosiłem, jakbym latał a jednoczesnie bardzo wolno opadał. Tylko w snach latam.
Już wiedziałem. Prawie pękłem ze szczęscia. Zrozumiałem, że wiem, że to sen. Mialem przez kilka sekund pełne LD. Gdy to zrozumiałem, szybko stłumiłem wybuch radości i myślałem, co tu zrobic (w śnie unosiłem się koło mojego domu, na ktoym byli robotnicy. Przed domem stoi huśtawka i średniej wielkosci drzewo). Spojrzałem na ziemie i zobaczyłem to drzewo. Pomyślałem sobie " To drzewo ma byc złote" (kiedyś czytałem, jak ktoś tu mówił, że uczynił klamkę złotą). Stało się złote, ale jednoczesnie czulem jakby sen hmmm sie urywał. Nie wiem, albo wiele jakiejś energii traciłem, albo za bardzo sie skupiałem. Mimo to wciaz t odrzewo widzialem (ale wtedy odczuwałem to jako hmm pół-sen). I pomyslałem "Czemu nie?" i koneicznie chciałem sie wyrwac z ciała. Pamiętam trzy próby. Lezałem koło domu na trawie brzuchem do ziemi i czułem, jak coś chce się potęznie wyrwac z klatki piersiowej (albo jakby mną mitało, nie wiem). Po trzecim razie stwierdziłem, że jestem zmęczony i się postanowiłem obudzic.
Bardzo proszę o komentarze. Przydałyby się. :)
30.01.2007 - 15:18
|
No dobrze. Szkola się zaczęła, obowiązki narzucone przez życie się zaczęły...ciężko jednym słowem... Jednak przyznac muszę, że ma to swoją dobrą stronę. Mianowicie teraz mogę sporządzic "grafik"- plan swojego dnia. Cwiczenia relaksacyjne, medytacyjne robione dopiero od niecałych 2-3 tygodni były robione często raz na 2-3 dni... (te ferie źle wpływająna człowieka ^_^) Nie jest to zadowalające. Ale teraz mogę to zmienic i od dziś ta symboliczna godzina...16-17... będzie tą, w której moje działania drastycznie szybko zbliżą mnie do osiągnięcia swojego pierwszego, dziewiczego OOBE.
Wolności czas posmakowac... czas zacząc Życ...
26.01.2007 - 19:25
|
No dobrze, jeszcze kilka zadań z kursu przede mną zostało. Na razie nic ciekawego się nie zdażylo, żebym coś miał opisac :)
(jakiś blok zawartości dodałem, a teraz usunąc tego nie moge lol.)
| |
Powered By IP.Blog
© 2026 IPS, Inc.
|