|
|
Właściwie nie pamiętam jak ten sen się zaczął, po prostu ktoś podał informacje że wszyscy musza zginąć. Chyba wyszłam na dwór i było tam całe miasto, dzień....potem w następnym momencie już była noc i śnieg.....ciągnęly się tory ginące gdzieś w lesie a na początku ich stała mosiężna lokomotywa....wszyscy kładli się na torach....ja tez się położyłam....bliżej pociągu był mój ojciec a po mojej lewej stronie mama....usiadłam i zaczęłam płakać...a wszyscy się gdzieś krzątali...rodzice nie zwracali uwagi....w jakiś sposób rozumiałam że 'to" musi się stać, że zginiemy jednak nie dopuszczałam tej myśli do siebie. W tym śnie myślałam bardzo trzeźwo....tak jakbym wcale nie spała bo pamiętam że działała tam mojej 'postaci" wyobraźnia. Wyobrażałam tam sobie-leżąc na torach to jak rusza lokomotywa....i przejeżdża i tak co jakiś czas......potem nagle zmieniła się sceneria, chyba wyszliśmy z rodzicami z lasu na jakąś polanę.....było ciemno, niebo wzburzone, kłębiły się ciemne chmury....a moja matka z ojcem lezeli jakby...martwi tak jak tam na torach....a ja chodziłam w tą i z powrotem.....przede mną klęczała jakaś dziewczyna i skubała purpurowy albo niebieski kwiat....w pewnym momencie coś powiedziała- coś ważnego...czego dokładnie nie pamiętam niestety- ale chyba coś w stylu "Nie martw się i tak wszystko się stanie" a ja i tak od poczatku wiedziałam ze chodzi o koniec świata.Aaaaa ta dziewczyna była gotką....przynajmniej tak wyglądała....później sceneria wróciła....znów leżymy na torach...tak samo ułożeni....w pewnym momencie już wiedziałam że lokomotywa zaraz ruszy....i myślałam..."moja ostatnia szansa": krzyknęłam do ojca że go kocham...a przedtem jakaś aktorka przeszła obok i stanęła...jakby przyczepiła się do lokomotywy....potem zaczęłam krzyczeć do mamy : "Kocham Cię" a ona nic "Kocham Cię-słyszysz?" a ona nic, miała otwarte oczy...coś mnie zagluszało....odkręciłam się i zobaczyłam że moja matka jest na miejscutej aktorki....a tam gdzie wcześniej lezała niby moja matka leżała ta aktorka.....krzyczałam i sen się urwał....Ta aktorka we śnie nazywała się Natalie Portman...ale wyglądała jak Penelope Cruz....wogle jakiś dziwny był ten sen...od początku wiedziałam że jest to koniec swiata....potem jak się obudziłam miałam przeczucie że wyrwałam się z tego....tej masakry....
|