His Infernal Majesty's Notatnik


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

entry 22.07.2010 - 08:51
Znalazłam się w budynku LO i zobaczyłam, że przyszli gimnazjaliści, żeby czegoś nauczyć się na wykładach. Szłam po schodach, gdy spotkałam kolegę z grupy. Stanął przede mną i powiedział "bardzo podoba mi się twój brzuch" :P Popatrzyłam na niego i poszliśmy dalej. Połozył mi rękę na brzuchu i cały czas coś mówił, powiedziałam mu, żeby na chwilę był cicho, bo próbuję napisać wiadomość. Zauważyłam, że nie idę tylko unoszę się! Tak, unoszę się! Po raz pierwszy w życiu sni mi się, że jestem ponad podłożem. Przez setki OOBE tego nie doświadczyłam (ot, wcale nie tęsknię), a tu o.
Tylko ja i on się unosilismy. Jekko popychał moje plecy ręką, a potem o nim zapomniałam i spostrzegłam po jakimś czasie, że go nie ma.
Zaczęłam szukać ludzi z mojej grupy, ale gdy weszłam do sali, byli tam tylko gimnazjaliści. Wyszłam i poszłam na dół (tak, poSZŁAM). Spotkałam po drodzę jakąś stara kobietę, chyba nauczycielkę, która poprosiła mnie, żebym wyszła przed szkołę, to mi coś pokaże. Zaczęła coś pisać na piasku, ale nie widziałam zadnego sensu. Zobaczyłam, że owy kolega przechodzi i zawołałam, żeby przyszedł. Opierał się chwilę, jednak zaraz ustąpił. (Do tego był ubrany w kurtkę i czapkę, a był środek lata ;|)
W pewnym momencie spostrzegłam, że mam przy kolanie wytatuowaną maleńką różę, prawie się nie dało zobaczyć, że to kwiat.
Wróciłam do szkoły i spotkałam kolejnego kumpla. Mieliśmy razem wracać do domu (cokolwiek zdziwiłam się, bo nigdy nie chciał iść ze mną gdziekolwiek :P). Wyszliśmy znowu przed budynek i zobaczyłam, że pada śnieg. Mówię do kolegi, choć w sumie bardziej sama do siebie niż do niego "a ja mam klapki na nogach". Spojrzałam w dół - rzeczywiście klapki. Poczólam przez chwilę zimno na stopach, ale tez zobaczyłam, że mam na sobie kurtkę. Zobaczyłam tez, że kolega równiez miał na siobie wielką, puchowo-ortalionową kurtkę z kołnierzem po same usta i czapkę na głowie, tak naciągniętą, że zachodziła na oczy. Pomyslałam sobie: "to drugi raz w historii Warszawy, że śnieg pada w lipcu" ( a był 26 lipca - moje imieniny :P). Nie wiem dlaczego, ale pomyślałam o tym dwa albo trz razy.
Chwilę szliśmy razem, a potem wyprzedziłam towarzysza. Po jakimś czasie odwróciłam się, żeby zobaczyć czy nadal idzie, ale nie widziałam go. Rozejrzałam się, zobaczyłam dwie dziewczyny i tyle. Pomyslałam " co za baran, wiedziałam, że tak będzie. A niech sobie chodzi. ". Potem odkręciłam się kolejny raz i ujrzałam, że jednak idzie za mną. Zatrzymałam się i czekałam na niego, ale jakby... straciłam prawą połowę pola widzenia. Gdy ją odzyskałam - kolegi nie było. Poszłam więc dalej i okazało się, że jestem w nadmorskiej miejscowości (dobrze mi znanej), a na sobie mam... zbroję. Rycerską zbroję.
Poszłam kawałek dalej i zobaczyłam, że idzie kobieta, a przed nią mężczyzna również w zbrojach. Podeszłam i zapytałam jak mam dojść do mostu ( dodam, że niemal codziennie od pewnego czasu śni mi się, że mam wracać do domu tym mostem). Kobieta popatrzyła na mnie zdziwiona i dała do zrozumienia, że to bardzo daleko. Wymieniła nazwę, kojarzącą mi się z którymś z województw i poszła. Pomyślałam, że niczego noewego, oprócz tego, żeby iść w lewo się nie dowiedziałam, więc podbiegłam do mężczyzny, który chyba powiedział mi to samo, co poprzednio kobieta.
Przeszłam pare kroków na wprost (wbrew zaleceniom spotkanych), a potem skręciłam w jakąć ruchliwa ulicę. Poruszały się po niej normalne samochody, z tą różnicą, że były starej daty.
W którymś momencie znalazłam się przed lasem, zobaczyłam przed sobą i po prawej strone zagrody, a w nich były małe gepardy. Nagle z lasu wyskoczyły dwa gigantyczne gepardy. Jeden szary, a drugi złotej barwy. Walczyły. Pojawiło się nie wiadomo skąd ogłoszenie z radiowęzła "To są nowe atrakcje warszawskiego ZOO. Całkowicie sztuczne i bezpieczne, na wzór.... ". Jednak okazało się, że nie są do końca bezpieczne, bo żywe, prawdziwe. Zaczęłam mysleć o ucieczce. Przeszłam kawałek dalej chodnikiem obok lasu i widziałam coraz większe ilości gepardów-gigantów. Zobaczyłam biegnącego w moją stronę giganta, a za nim, rzucające się na niego, normalnej wielkości gepardy. W którymś momencie futro na olbrzymie... pękło. Zobaczyłam przed sobą dziewczynę idącą powoli. Ubrana była w białą sukienkę do ziemi i miała czarne włosy. W tym samym momencie gigant wybiegł z lasu i podążął za nami rozwścieczony. Złapałam dziewczynę za rękę i w biegu na nią popatrzyłam. Miała zieloną sukienkę i... brak jednego oka. Usmiechnęła się. Biegłysmy dalej i zobaczyłyśmy bramę hurtowni i sklepu. Wiedziałam, że giganty nie mogą nam zrobić krzywdy, gdy jestesmy w zamknięciu. Dziewczyna przed samą bramą krzyknęła "skaczmy", zastosowałam się, lecz troche później niż ona i pomyślałam, że mi się nie uda, ale po chwili zobaczyłam bramę już pod stopami.
Koniec.

entry 27.12.2009 - 21:10
Zauważyłam ostatnio ciekawe zjawisko.
Otóż, gdy jestem zmęczona (fizycznie) i zwykle nieco wzburzona emocjonalnie (negatywnie), kiedy mój umysł jest rozbudzony, a jednocześnie apatyczny, zaczynam mie np. "zawroty głowy".
Nastepowało to zwykle, gdy coś czytałam. Ze znużenia rozmywał mi się w oczach czytany tekst, często musiałam czytac wielokrotnie jedno zdanie, bo nie potrafiłam wyłapac jego sensu, złożyc w całośc wyrazów.
W pewnym momencie po prostu zamykałam oczy i nagle miałam wrażenie albo cofania, albo szybkiego ruchu w przód.
Najczęściej widzę geometryczne kształty (dosyc często trójkąty) wśród ciemności, bądź znajduję się w lesie, na polanie.
Tym doświadczeniom towarzyszy niesamowicie silny ból... głowy (?), umysłu(?!), a potem zwykły ból głowy przez jakiś czas i złe samopoczucie (choc to ostatnie niekoniecznie zawsze).
Przez cały okres trwania zjawiska widzę zarówno ciemnośc jak i pozostaly świat.
Ogólnie byłam zaskoczona, ponieważ mam problem z wizualizacją - zamiast doswiadczac oglądam scenę z moim udziałem, a teraz wręcz przeciwnie - pole widzenia mam jak przy normalnym funkcjonowaniu.

entry 09.03.2009 - 15:35
"Obudziłam się" we Wrocławiu. Przynajmniej tak czułam.
Odczuwałam, że w tym miejscu, w którym sie znajduję, są zarówno elementy współczesnego, jak i starego ( średniowiecznego ? ) Wrocławia.
Byłam tam chyba z przyjaciółką. Odbierałam znajomą, przyjazną energię.
Wyszłam po niskich, "płaskich" schodach bodajże z dworca. Stałam na przeciwko dużego, murowanego budynku z wiezami. Przed nim ( wokół ? ) była wybrukowana ulica, która zakręcała zaraz za jedną ze ścian. Z czasem zrobił się ogromny tłok, choć na poczatu byłam sama.
W pewnym momencie zobaczyłam przyjaciela, który sprzedawał prasę, ubrany w odblaskową kamizelkę xD
Od początku zdawałam sobie sprawę z tego, że nie przyjechałam do Wrocławia, zeby się z nim zobaczyć, choć wiedziałam, że obecnie uczy sie tam.
Po paru minutach on takze mnie zobaczył. Ze zdziwieniem ( prawdopodobnie wynikającym z mojej obecności w miescie ) i jednocześnie radością popatrzył na mnie, podszedł i przytulił. Odwzajemniłam uścisk, minęlam go i poszłam dalej.
Potem jakby wróciłam na ten bulwark/skwer - nazwijcie to jak chcecie - i znalazłam się w jakimś tunelu. Było tam coś w rodzaju kolejki. Niektórzy ludzie jechali tym czymś, niektórzy szli poboczem.
Na końcu tunelu widziałam las.
Po wyjściu ( wyjechaniu ? ) z tunelu stwierdziłam, ze znajduję się w moim pokoju. Był późny wieczór, co wskazywałoby na poczatku na to, że upłynął jakiś czas <tfu!> odkad byłam we Wrocławiu.
Dostałam wiadomość ( a moze sama o tym pomyślałam ? ), że ten przyjaciel z Wrocławia chce, żebym do niego przyjechała.
Pomyślałam : " Nie chce mi się jechać znowu 5 godzin do Wrocławia ". Jednak pojechałam.
Podróżowałam pociągiem ( widziałam jakby z perspektywy obserwatora tylko wagon ). Dojechałam.
Sen (?) się skończył :)
Btw. fajny pomysł z tunelową trasą Warszawa - Wrocław xD

entry 31.12.2008 - 19:37
Miałam wspaniałe OOBE/LD, bądź cokolwiek innego.
Od pewnego czasu ( ok. 3 dni ) mam problemy z zasypianiem. Zdarza mi się to w serii raz w miesiącu lub raz na dwa miesiące.
Owe kłopoty miałam także tej nocy.
Byłam już na wpół przytomna ( nie wiem czy już zasypiałam ) i towarzyszyło mi przyjemne uczucie jakiegoś rodzaju obojętności, co jest dosyć dziwne, bo zwykle w takich sytuacjach jestem podenerwowana. Zastanawiałam się nad tym jak sformuować pytanie na pewnym forum. Ujrzałam w myślach dany portal i to jak pojawiają się na nim litery pytania. Pisałam na temat Steve Vai odnosnie tego czy to prawda, że był uczniem Satriani'ego. Takie obrazy przyszły mi na myśl zapewne dlatego, że poprzedniego dnia doszło do ostrej dyskusji na ten temat. Następnie rozpoczęłam rozmowę przez Skype z Ville Valo :) Na samym początku ( jeszcze, pisząc na forum - a potem uzgadniając pewne kwestie z Panem Vai na skype ) zauwazyłam, że o wiele lepiej posługuję sie językiem angielskim ^^ Zorientowałam się, że "pora nocy" w OOBE zgadza się z tą w rzeczywistości.
Rozmawiając z Ville ( i widząc go od czasu do czasu ) pytałam go np. o to skąd pomysły na utwory - odpowiedział, jednak nie przytoczę tu jego wypowiedzi. Na samym poczatku rozmowy mwiłam o moim poglądzie na swiat i Śmierć, a potem zapytałam o jego zdanie na ten temat. Miałam wrażenie, że posiada dużą wiedzę na ten temat i naprawdę z ciekawością słuchałam tego co mówi, jednak coś mnie wciąż rozpraszało. Po dłuższej pogawędce Ville ucieszył się, że jestem "normalną" dziewczyną, a nie rozwydrzoną, piszczącą fanka :) Skończyliśmy rozmowę.
Nagle, po dość długiej przerwie, kiedy była tylko ciemność i chyba na dobre pogrążyłam się w świadomym stanie snu wylądowałam w szkole, a potem na koncercie jakiejś kapeli metalowej w Finlandii. Wydarzenia w obu miejscach były jakby na tej samej platformie czasu i działy sie jednocześnie, jednak np. gdy znajdowałam się w szkole - akcja w Finlandii zatrzymywała się - po prostu STOP. Od czasu do czasu widziałam Europę jakby z góry, wyraźne były granice między państwami. Odkryłam dziwne położenie Finlandii i Danii... Dania znajdowała się bardzo nisko na mapie, po prawej stronie o_O Natomiast Finlandia nieco niżej niż w rzeczywistości.
Wszędzie roiło się od Czechów o.o i w szkole, i Finlandii.
Na koncercie panował ogromny chaos i było mnóstwo ludzi, jedni na rękach u innych ^^ Występ odbywał się w jakiejś ( podziemnej ? ) hali, ja wraz z jakąś osobą stałam przy wyjściu i próbowałam rozmawiać z jakąś grupą ludzi ( głownie chłopakiem ), którzy znajdowali sie na czymś w rodzaju balkonu z metalowej siatki. W którymś momencie szli ku wyjściu charakterystycznie ubrani ( na czerwono ) ludzie. Byli to Czesi.
Bardzo zirytowało ich to, że nie mogą przejść, gdyż stoję im na drodze. Odsunęlam się i podejmowałam kolejne próby porozumienia się z mężczyzną. Jednak Czesi byli bardzo uszczypliwi i nachalni. Widać było, ze po prostu szukają zaczepki. Posprzeczałam się z nimi, ale nie wiem co stało się ostatecznie.
Zauważyłam, że nie jestem w stanie stwierdzić czy Ci ludzie rzeczywiście byli ubrani tak jak sądziłam na poczatku. W tej chwili co chwila zmieniali się... raz widziałam ubranych na czerwono z białymi dodatkami osobników, zaś za chwilę ubranych na czarno rock'owców, na których czele stała szczupła brunetka, a pierwotnie "puszysta" blondynka z krótkimi włosami o.O
W mojej szkole chaotycznie poruszało się wielu przedstawicieli różnych narodów ( Rosjanie - "zieloni", Czesi - "czerwoni", a "my" - "róż/beż, i inni ).
Zjawiła się moja przyjaciółka Kaśka ( jescze wczesniej byłyśmy w pracowni chemicznej ) i poszłyśmy sprawdzić zastepstwa. Nie zanalazłyśmy jednak tablicy z zastepstwami, a obok miejsca, gdzie zwykle widniała na ścianie, podwieszone były pod sufitem rulony. Rozwineliśmy je ( wraz z innymi uczniami ) lecz żadne z nas nie miało siły trzymać ich tak rozwinietych, ponieważ znajdowały sie dosć wysoko. W końcu ja trzymałam zwoje i patrzyłam na plan. Szybko zorientowałam się, że patrze nie na ten dzień co zamierzałam. Gdy już sprawdziłam odpowiedni plan ( na którym widniały cyfry 8 i 13 - godziny zajęć, minut nie pamiętam; i napis "Środa" ) zeszłam do szatni z którąś z Czeszek ( ubrana na czerwono ) i zaczęłam zastanawiać się, gdzie się podziała moja przyjaciółka. Nie przejęłam się tym jednak i poleciłam Czeszce, aby poszła do woźnego i odebrała swoje ubranie...Odmówiła jednak w obawie przed tym, że okazać się moze, że ma jeszcze zajecia. Powtórzyłam "prośbę"... jednak "towarzyszka" dalej odmawiała :| W tym momencie zobaczyłam moją przyjaciółkę już ubraną. Mocno zdenerwowana, ale ze spokojem w głosie ponowiłam prośbę. Spotkałam się jednak z odmową.
Usłyszałam jak Kaska mówiła o tym, że spóźni się do domu. Zaczęłam więc ostro namawiać, a właściwie zmuszać Czeszkę do tego aby oddała do szatni numerek. " Czerwonej znajomej " popłynęly po twarzy łzy i po jeszcze jednej próbie zachęcenia jej do odbioru ubrania, zgodziła się. Ja i przyjaciółka wyszłyśmy.

entry 03.07.2008 - 12:44
Po pewnym snie ( nie opiszę go, gdyż niewiele pamiętam) już dosyć rozbudzona ponownie zamknęlam oczy. Ujrzałam noc, i ciemną trawę ( kolor jakby gnijacej zieleni ).Było to wzgórze, na którym staliśmy ja i znajomy. Stalismy naprzeciw siebie...dotykał jedną reką mojego ramienia ( odczytałam to jako pocieszanie )...chyba szeptał cos do mnie, ale nie jestem całkowicie pewna. Po pewnym czasie objął mnie lekko ( nie potrafię odczytać czy "z uczuciem" czy jako znak współczucia lub znów jako znak bliskości)....
Opowiedziałam mu o tym snie ( ? )...zaczął mnie wypytywac o szczególy i w tym momencie przypomniało mi się coś ( albo moja wyobraźnia znów podunęła jakieś obrazy lub mysli )...mianowicie uswiadomiłam sobie, że znajomy powtarzał abym się nie martwiła, że wszystko się ułozy...

entry 02.07.2008 - 15:16
Właściwie nie pamiętam jak ten sen się zaczął, po prostu ktoś podał informacje że wszyscy musza zginąć. Chyba wyszłam na dwór i było tam całe miasto, dzień....potem w następnym momencie już była noc i śnieg.....ciągnęly się tory ginące gdzieś w lesie a na początku ich stała mosiężna lokomotywa....wszyscy kładli się na torach....ja tez się położyłam....bliżej pociągu był mój ojciec a po mojej lewej stronie mama....usiadłam i zaczęłam płakać...a wszyscy się gdzieś krzątali...rodzice nie zwracali uwagi....w jakiś sposób rozumiałam że 'to" musi się stać, że zginiemy jednak nie dopuszczałam tej myśli do siebie. W tym śnie myślałam bardzo trzeźwo....tak jakbym wcale nie spała bo pamiętam że działała tam mojej 'postaci" wyobraźnia. Wyobrażałam tam sobie-leżąc na torach to jak rusza lokomotywa....i przejeżdża i tak co jakiś czas......potem nagle zmieniła się sceneria, chyba wyszliśmy z rodzicami z lasu na jakąś polanę.....było ciemno, niebo wzburzone, kłębiły się ciemne chmury....a moja matka z ojcem lezeli jakby...martwi tak jak tam na torach....a ja chodziłam w tą i z powrotem.....przede mną klęczała jakaś dziewczyna i skubała purpurowy albo niebieski kwiat....w pewnym momencie coś powiedziała- coś ważnego...czego dokładnie nie pamiętam niestety- ale chyba coś w stylu "Nie martw się i tak wszystko się stanie" a ja i tak od poczatku wiedziałam ze chodzi o koniec świata.Aaaaa ta dziewczyna była gotką....przynajmniej tak wyglądała....później sceneria wróciła....znów leżymy na torach...tak samo ułożeni....w pewnym momencie już wiedziałam że lokomotywa zaraz ruszy....i myślałam..."moja ostatnia szansa": krzyknęłam do ojca że go kocham...a przedtem jakaś aktorka przeszła obok i stanęła...jakby przyczepiła się do lokomotywy....potem zaczęłam krzyczeć do mamy : "Kocham Cię" a ona nic "Kocham Cię-słyszysz?" a ona nic, miała otwarte oczy...coś mnie zagluszało....odkręciłam się i zobaczyłam że moja matka jest na miejscutej aktorki....a tam gdzie wcześniej lezała niby moja matka leżała ta aktorka.....krzyczałam i sen się urwał....Ta aktorka we śnie nazywała się Natalie Portman...ale wyglądała jak Penelope Cruz....wogle jakiś dziwny był ten sen...od początku wiedziałam że jest to koniec swiata....potem jak się obudziłam miałam przeczucie że wyrwałam się z tego....tej masakry....