|
|
Wczoraj wieczorem (przed 22) znów chciałam powtórzyć metodę relaksacji i iść dalej. Bo przestałam się bać. Postanowiłam też, że metodę 4+1 zostawię na weekend. (No co... szkoła). Niestety jednak co chwile mi coś przeszkadzało. A to brat włączył muzykę, a to ktoś gadał na ulicy, albo głośniki odbierały sygnał z telefonu... Mimo to nie poddawałam się, bo efekty były. O 21:51 mój kolega ni stąd ni z owąd puścił mi sygnał. Oj byłam zła. Bo czemu akurat teraz. Poszłam spać, bo wiedziałam, że już nie dam rady. Sen tej nocy też mnie opuścił. Coś zapamiętałam. Ale w sumie tyle co nic. Wiem jedno... Tak łatwo się nie poddam.
No to moje sny po weekendzie wróciły do normy. Aha mam taki problem, że od piątku do wczoraj wysiadł mi necik. Dlatego zadania z kursy robię z pewnym opóźnieniem. Ale daje radę. Dlatego teraz opiszę moje przeżycia związane z relaksacją. Wszystko zrobiłam jak należy i po chwili mój umysł był całkowicie zrelaksowany. Aż na tyle, że przestałam bać się wyjścia. A w tamtym tygodniu, aż bałam się usnąć. Ehh... Nie wiem czemu, ale postanowiłam iść dalej. Tak więc zaczęłam wizualizować hamak. Ale po chwili zmieniłam na huśtawkę. Jakoś mi łatwiej. Po kilku, a może kilkunastu minutach chyba wpadłam w trans. To znaczy nie jestem pewna czy był to trans, ale z tego co wiem to tak. Otóż zaczęły się problemy z oddychaniem. Wiedziałam, że mój organizm kiedy wyczuje spadek ilości tlenu wykonuje samoczynne wdechy, ale przestraszyło mnie to... Mimo wszystko. Siłą umysłu chciałam zignorować to i dalej wizualizować obroty na huśtawce. Jednak problem z oddychaniem (który przyszedł bardzo nagle) był potężniejszy. I po transie. Trzeba ćwiczyć... Ale może ma ktoś metody na przezwyciężenie tego.
Hmmm... Zauważyłam coś dziwnego. A może zwyczajnego. Nie ważne. Tak więc prowadzę dziennik snów. Gdy zasypiam powtarzam sobie, że zapamiętam sen. No i jak do tej pory miałam codziennie. Jednakże w nocy z piątku na sobotę usnęłam przed TV. I nic. W nocy z soboty na niedziele byłam na studniówce. Poszłam spać po 5. Powiedziałam sobie, że zapamiętam sen i nic. Hmmm a tak w ogóle, rano, kiedy wstaje nic nie pamiętam. Przypominam sobie dopiero w łazience kiedy biorę poranny prysznic przed szkołą. No, ale dziennik trzeba prowadzić.
O czymś takim jak OOBE dowiedziałam się baaaardzo dawno temu. Ale ówcześnie nie zainteresowałam się tym. O LOSIE!!! Jednak skoro teraz piszę tą notatkę, to coś musiało się stać, że takowe zainteresowanie nadeszło. Trwa to tylko 4 dni. Od niedzieli. Kiedy przypomniało mi się, że coś takie jak OOBE istnieje. Rozmowa z moim chłopakiem sprawiła, że nie mogłam po raz kolejny przejść obok obojętnie. Moje zainteresowanie się trwa krótko, ale jest bardzo intensywne. Myślę o tym na okrągło. Wczoraj nawet nie mogłam skupić się na angielskim ;] hihi... Od razu zaczęłam szukać wszelkich informacji na ten temat. Od razu postanowiłam spróbować. Ale nie spróbować wyjść z siebie, a spróbować doświadczyć opisywanych przeżyć. Musiałam to zrobić, żeby przekonać się, że to istnieje na prawdę. Jednakże postanowiłam nie wychodzić, gdyby jakimś sposobem mi się to udało. Zapewne wiele, rzeczy musiałam zrobić źle, ale postanowiłam zrobić cokolwiek, żeby zobaczyć czy robić coś dalej. Oto co przeżyłam: Położyłam się na łóżku na wznak. Zamknęłam oczy. Nie ruszałam się. Zaczęłam myśleć o rzeczach przyjemnych, aby zrelaksować się. Po chwili cieszył mnie fakt, że mogę pięknie oddychać. Nagle zaczęłam widzieć takie plamki. Miały kolor jasnej zieleni. Ruszały się. A kształtem przypominały... No właśnie nie wiem co... Takie grube, lekko pokręcone kluseczki. Zafascynowały mnie. Następnie czułam jak moje ciało robi się ciężkie. Coraz bardziej i bardziej. Czasem w mojej prawej nodze czułam lekkie prądy (czemu tam, a może czemu tylko tam ?). Najbardziej zaskakujący był dla mnie fakt, że byłam w 100% pewna, że leżę idealnie prosto i na wznak. Jednak później zaczęłam czuć jakby moje ciało leżało bardziej po lewej stronie i na ukos. Nie wiem czemu. W końcu postanowiłam, że to wszystko na razie mi wystarczy. Uwierzyłam w OOBE! Na samym początku dowiedziałam się, że mój kolega od ponad roku interesuje się OOBE. Odpowiedział mi na wiele pytań. Dał wiele linków. Także i na www.oobe.pl. Jestem mu bardzo wdzięczna!! Dlatego też postanowiłam skorzystać z jego rad i puki co dużo czytać zanim postanowię wyjść. Dał mi jeszcze jedną radę. A mianowicie prowadzenie dziennika snów. Tak też zrobiłam od razu. Do tej pory rzadko miewałam sny (chociaż- zaczęłam interesować się OOBE w niedziele/poniedziałek, a w czwartek i sobotę (przed zainsteresowaniem) miałam sny. W sobotę nawet dwa). Pierwszej nocy miałam sen. Następnej nawet trzy. A dziś w nocy dwa. Czyli moja podświadomość musiała się zmienić. I bardzo dobrze. Bo są efekty, a ja mam kolejny dowód, że to wszystko to nie bujda! Czemu chcę zagłębiać się w tematykę OOBE i w końcu go doświadczyć? Hmmm to dość skomplikowane. Najbardziej ogólna odpowiedź brzmi: Bo chcę doświadczać zjawisk, które mnie interesują. Ponad to od zawsze mam swoje własne teorie na wszystko. Rzadko kiedy mnie zawiodły, choć były zawsze intuicyjne. Myślę, że podróż astralna da mi odpowiedzi na wiele pytań. A także nauczy mnie (nie tylko w teorii), że nie zawsze należy we wszystko wierzyć i trzeba samemu myśleć. Bo sami wiemy, co jest dla nas najlepsze. Oczywiście należy brać do serca rady innych, mądrzejszych od nas ludzi, ale nigdy na ślepo. Mam tu na myśli np. naukę Kościoła. Bo myślę, że w pewnym sensie i OOBE i teologia mogą się łączyć. Ale tylko pod warunkiem, że myśli się samemu i wyciąga się wnioski. O! Inny powód? Jestem młodą osobą i jak każdy człowiek chcę się bawić. A jakoś nie za bardzo interesują mnie wielkie imprezy nakrapiane alkoholem, dymem papierosowym i różnymi dragami. Tym bardziej, że wszystko nie w moich rytmach. Chcę spędzać miło czas, ale i z pożytkiem dla mnie, a może i dla innych... Kto wie? Może kiedyś odkryję jak poprzez OOBE mogę pomóc sobie i innym w różnych dziedzinach życia. No i mam duszę odkrywcy. Chcę odkryć to co nieznane. Jednakże największym powodem jest chęć udowodnienia sobie, że jeśli chcę to potrafię. Wystarczy mocno pragnąć i poświęcić temu czas i swoją energię. Że nie warto czekać, aż coś przyjdzie samo i się nie doczekać. A ja wiem, że mi się uda. Nie wiem kiedy, ale wiem, że tak będzie!!! Trzymajcie za mnie kciuki i piszcie jeśli przychodzą Wam do głowy jakieś porady czy odczucia. Trochę się rozpisałam, ale uważam, że warto było! Przyjemnych podróży!!! |