W ostatni poniedziałek znów się przełamałam. Nie planowałam. Po prostu chciałam wykorzysać prostą medytację. Bardzo prostą, a nawet jeszcze bardziej przeze mnie uproszczoną. Ale może od początku.
Położyłam się w moim łóżeczku. Skończyłam dośc trudny dzień. Pierwszy raz w szkole po feriach, jakieś nie fajne sprawy. Zawsze kiedy robiłam coś związanego z OOBE, to kładłam się na wznak. Trochę jak do trumny. Heh, ale nie miałam nic złego na myśli ;] Tej nocy połóżyłam się wygodnie na boku. bardzo szybko przyszło mi do głowy, że najpierw trzeba wyeliminować złe myśli. I jeszcze szybciej przyszła mi do głowa pewna metoda (nigdy o niej nie przeczytałam, nikt mi jej nie podpowiedział- to był impuls, samo przyszło). Wyobraziłam sobie swój pokój. W moich myślach był dość brudny i panował bałagan. Wyobraziłam sobie siebie. W myślach sprzątałam pokój. Kiedy brałam się za coś pojawiały się napisy (np. Profesor od historii to prawdziwy kretyn). Sprzątałam to miejsce i napis znikał, razem z takową myślą. I tak ciągle, i ciągle... Aż zostały tylko dobre myśli. W ten sposób zaczęłam się relaksować. I dalej była ta medytacja. Po prostu wyobraziłam sobie, że wdychane przeze mnie powietrze to biała energia, coś dobrego, że napełnia mnie całą radością, szczęściem i miłością. Wydychane powietrze to czarny dym- ból, smutek, żal. Taki standard. Po chwili byłam już bardzo zrelaksowana. Jak nigdy. Pojawiły się też kolorowe plamki. Pierwszy raz mogłam tak dowolnie zmieniać ich barwę! Chciałam to były czerwone, różowe, niebieskie itd. Dowolny kolor. Od tak!! Bardzo mi się to podobało. I w sumie moje plany na ten dzień skończyły się. Ale widziałam, że skoro zaczęłam, to chcę iść dalej. Od razu wyobraziłam sobie linę. Cały czas trzymałam rękę na udzie. A po jakimś czasie odkąd zaczęłam wizualizować linę poczułam, że przestałam czuć cokolwiek na udzie, tak jak i ręką nie wyczuwałam już ciepła uda. Po chwili też zauważyłam, że moje ciało jest coraz cięższe. Kilka sekund później rozpoczęły się drgawki ciała. Nie wiem, może wibracje. Nie wiem czy miałam praliż. Na pewno moje ciało było trochę zdrętwiałe. A drgawki z każdą chwilą stawały się coraz silniejsze. A do tego znów pojawiły się problemy z oddychaniem i to charakterystyczne "rwanie" klatki piersiowej z każdym wdechem. Takie coś już miałam, jednak udało mi się dłużej utrzymać w tym stanie.
Byłam zadowolona z siebie, ale postanowiłam, że starczy, że to i tak dużo. Wyjdę, ale jeszcze nie teraz. Muszę wiedzieć więcej. I staram się tą wiedzę zdobywać.
Dodam jeszcze, że kiedy przerwałam, ułożyłam się do snu i zamknęłam oczy to drgawki wracały. Te same. No może trochę słabsze. Nie raz. A z każdym zamknięciem powiek. Może dlatego nie wyspałam się.
Sny? Tak, są.
Miło by było gdyby ktoś obezany skomentował ten wpis. Każda wzkazówka, rada będzie mile widziana. Bo ja na prawdę chce. Ale najpierw uczyć się.