Wczoraj wieczorem (przed 22) znów chciałam powtórzyć metodę relaksacji i iść dalej. Bo przestałam się bać. Postanowiłam też, że metodę 4+1 zostawię na weekend. (No co... szkoła). Niestety jednak co chwile mi coś przeszkadzało. A to brat włączył muzykę, a to ktoś gadał na ulicy, albo głośniki odbierały sygnał z telefonu... Mimo to nie poddawałam się, bo efekty były. O 21:51 mój kolega ni stąd ni z owąd puścił mi sygnał. Oj byłam zła. Bo czemu akurat teraz. Poszłam spać, bo wiedziałam, że już nie dam rady. Sen tej nocy też mnie opuścił. Coś zapamiętałam. Ale w sumie tyle co nic.
Wiem jedno... Tak łatwo się nie poddam.