Obudzilem sie o 3 nad ranem probowalem zrobic OOBE nic mi sie nie udalo, wiec postanowilem zasnac i poczekac na paraliz. Kolo 7 rano zlapal mnie paraliz. Na poczatku z malymi wibracjami, po chwili zaczely sie bardzo mocne. Chcialem nimi kierowac, ale sie nie dalo :|. Czulem je tylko na glowie i okropne buczenie :|. Po chwili zaczalem slyszec "wiertarke" i za pare sekund zaczela ruszac mi sie glowa. Mowie, o zaczynaja mnie wyciagac, zaraz wyjde. Wibracje zaczely zanikac, a po chwili znowu byly bardzo silne.
Poczulem jak wychodze, ktos ciagnal mnie za glowe w strone kuchni. Tutaj zaczely sie problemy, bo ten ktos to nie byl na 100% NP. Zaczal mnie strasznie sciskac, ze ruszyc sie nie moglem i zaczal mnie gryzc w reke. Co prawda nie czulem bolu, ale wiedzialem, ze cos mnie gryzie w reke...Zaczalem sie smiac, ale nie moglem tak do konca bo budzilem sie w c.f. Znowu zaczely sie wibracje i znowu ktos wyciagal mnie za glowe w strone kuchni, chcialem sobie wyobrazic, ze moge go zabic i w niego strzelam czyms, ale nic sie nie dzialo on dalej mnie ciagnal gdzies i chcial mi zrobic krzywde. Gdy wrocilem znowu do ciala postanowilem o niczym nie myslec, a po chwili znowu mnie wyciagnelo tym razem kleczalem na dywanie chociaz, go nie czulem :|. Gdy chcialem go poglaskac, wrocilem do c.f i normalnie sie obudzilem.
Co to bylo :|. Czy, to byl sen? Oczywiscie podczas tego nic nie widzialem ani nic nie czulem, nie wiem dlaczego. Przez pewien moment wydawalo mi sie, ze leze w lozku pod koldra glowa w dol i ktos mnie wyciaga, ale nie czulem zadnego dotyku ani czegos takiego podczas wyjsc. Wczesniej snily mi sie sny typu "ze ktos robi mi zdjecia podczas wyjscia i widac, jak z ciala wychodzi dusza".... W ogole, to nie przypominalo mi, to pierwszego wyjscia, nie mialem juz takiego uczucia jak przy 1 wyjsciu (nie czulem, ze lece, zadnego opadania, ani nie bylo pisku w uszach, ktory mialem przy pierwszym wyjsciu jak cos mnie wyciagalo).