Notatnik Finn’a


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

entry 06.09.2018 - 21:10
Witajcie Drodzy!

Na początku pozwolę sobie na nieco wyjaśnień, gdyż jest to pierwszy mój wpis, a na forum jestem na forum zupełnie nowy. Finn Woods to mój internetowy pseudonim poszukiwacza Prawdy. Wyjawię Wam moje prawdziwe imię i nazwisko, kiedy tylko będę mógł. Powody tej pozornie tajemniczej postawy postaram się wyjaśnić poniżej :)

Zostałem wychowany w rodzinie gorliwie wyznającej pewną religię z ruchu restoracjonistycznego. Przyłączenie się do tej organizacji w teorii może nastąpić jedynie ze świadomej inicjatywy kandydata, niemniej jednak w moim przypadku stało się inaczej. Zostałem ochrzczony (symbol przyłączenia się), gdy znajdowałem się w bardzo wczesnym wieku nastoletnim. Byłem formowany przez rodziców i resztę społeczności niczym miękka glina - wszystko to oczywiście z ich miłości i dobrej woli, co rzecz jasna nie zmienia faktu, iż zostałem poddany procesowi indoktrynacji. Rozumiecie do czego dążę - tak młody, a w dodatku wychowany w ciasnych ramach światopoglądowych człowiek nie jest w stanie podjąć trafnej decyzji tego typu. Takim oto sposobem zostałem pełnoprawnym i aktywnym członkiem konkretnej organizacji religijnej.

Mam jednak w tym miejscu coś ważnego do przekazania. Musicie zrozumieć, że uczestnictwo w jakimkolwiek ruchu restoracjonistycznym nie jest czymś neutralnym tudzież pozostającym bez wpływu na życie jednostki. Religie tego typu z założenia maksymalnie angażują uczestników. Odrzucają one tradycje oraz dogmaty wykute przez religie 'mainstreamowe'. Generalnie dołączają do nich oraz stanowią je w zasadzie jedynie ludzie całkowicie przekonani oraz w pełni zaangażowani. Piszę o tym wszystkim, ponieważ ma to znaczenie kluczowe w zrozumieniu sytuacji życiowej, w jakiej się znajduję oraz znaczenia moich przeżyć transcendentnych.

Jakiś czas po skończeniu osiemnastego roku życia zacząłem orientować się, że - mówiąc potocznie - coś tu nie gra. Zacząłem poszukiwać swojej Drogi na własną rękę. Po jakimś czasie wyprowadziłem się z domu. Oficjalnie wciąż jestem na liście członków mojej religii, niemniej jednak niemal zupełnie straciłem przekonanie co do jej prawdziwości. Przebywam więc w swego rodzaju hibernacji. Mogę w niej pozostać tyle ile będę chciał lub na ile pozwoli mi sumienie, choć tak naprawdę o ile nie robię nic sprzecznego z zasadami tej religii, oficjalnie mogę być jej członkiem. Między innymi z tego powodu nie publikuję swojego prawdziwego imienia oraz nazwiska. Publiczne sprzeciwianie się doktrynie wyznania spowodowałoby skreślenie mnie z listy członków, a tego chcę na razie uniknąć przede wszystkim przez wzgląd na drżące serca moich zatroskanych rodziców...

Obecnie mam 21 lat. Żyję w pełni niezależnie, na własną rękę. Ostatnie trzy lata okazały się piękną i oczywiście wciąż trwającą podróżą, której wciąż jedynym celem jest Droga sama w sobie. Rozwijam się duchowo, odkrywam siebie, zagłębiam się w niezwykłą literaturę, poznaję ciekawych ludzi... wymieniać można by było długo. Z 'moją' dawną religią mam coraz mniej wspólnego. Na opowieści przyjdzie jednak jeszcze czas, podczas gdy teraz proponuję przejść do konkretów :)

OOBE było jedną z pierwszych 'nauk wyzwolonych', na jakie natknąłem się w procesie rozwoju duchowego. Temat ten fascynował mnie od lat nastoletnich. Pamiętam, gdy około 16 roku życia po raz pierwszy spróbowałem OOBE. Osiągnąłem wówczas silne wibracje, a następnie doświadczyłem uniesienia na kilkadziesiąt centymetrów ponad ciało fizyczne. Niestety panicznie przestraszyłem się tego, co się ze mną działo, więc bańka szybko prysła. W kolejnych latach dokonywałem okazyjnych prób, niemniej jednak bariera strachu zawsze okazywała się być zbyt mocna, aby ją pokonać. Nie zmienia to oczywiście faktu, że w swoim życiu, a szczególnie jego dorosłej części, doświadczyłem mnóstwa ciekawych zjawisk. Moim konikiem są sny. Traktuję je jako swoistą alternatywę dla OOBE - oczywiście do czasu, gdy uda mi się przezwyciężyć strach przed tym, co spotka mnie po drugiej stronie. Tak czy inaczej, nie próżnuję w tej działce, a efektem tego są zdarzenia takie jak to opisane poniżej.

Zanim przejdę do tytułowej "wizji", nadmienię, iż przeczytałem dużo książek znanych OOBEnautów, w tym oczywiście Monroe'a i Moen'a, których uważam de facto za pełnoprawnych ojców współczesnego OOBE oraz prawdziwych kartografów świata-tam. W związku z powyższym wiele używanych przeze mnie określeń zostało zapożyczonych z terminologii tychże panów :)

Poniższy opis pochodzi z mojego Dziennika. Zmodyfikowałem go nieco, aby był stylistycznie i leksykalnie dostosowany do grona odbiorców, jakim jest nasze forum. Zaczynajmy...

---

05.09.2018 - wizja

Środa, pochmurne popołudnie. Jestem w ciągłym wirze pracy, zarówno podstawowej, jak i dodatkowej. Pisałem z komputerem na pianinie (pianina używam jako biurka). Około godziny 14:30 zachciało mi się spać. Odsunąłem się więc razem z krzesłem lekko do tyłu i oparłem głowę na własnych kolanach. Można powiedzieć, że ułożyłem się do drzemki na krześle.

Zrelaksowałem się. W tej dziwnej pozycji tak naprawdę nie da się zasnąć, więc utrata świadomości mi nie groziła. Przed oczami przewijały mi się rozmaite hipnagogi oraz krótkie wizje, tak jak to bywa w stanie relaksacji. Po pewnym czasie 'widoki' te jednak nieco się uspokoiły. Znów widziałem jedynie czerń, gdzieniegdzie przewijały się kolorowe odblaski. Nagle jednak zauważyłem, że z czerni wyłania się jakiś kształt. Nie było to spowodowane naciskiem na gałkę oczną, ani żadnym bodźcem tego typu. Lekko poruszyłem się na krześle, zmieniłem pozycję. Kształt nie znikał, był widoczny coraz lepiej. Wpatrywałem się na niego swym niefizycznym wzrokiem, aż w końcu zrozumiałem, co widzę. Obraz wyostrzył się na tyle, że wyraźnie zobaczyłem oko. Nie potrafię tego wyjaśnić, ani udowodnić, lecz ulegałem nieodpartemu wrażeniu, że patrzę się na coś w rodzaju lustra, że tak jakby... jest to moje oko. Było żywe, ruszało się, mrugało. Poza tym, miałem silne wrażenie, o ile nie przekonanie, że widok ten jawi mi się w czymś w rodzaju lustra. Odległość obiektu oraz sposób w jaki go postrzegałem, sugerowały, jakobym miał do czynienia właśnie z lustrem. Naprawdę ciężko mi to uzasadnić, ale wiadomo jak to jest w tego typu przeżyciach - coś jest Twoje, jest znane, Ty to po prostu wiesz. Warto w tym miejscu nadmienić, że cała wizja przebiegała w niezbyt jaskrawych, a nawet nikłych kolorach. Tak naprawdę bliżej było temu wszystkiemu do szarości. Było to jednak spowodowane najprawdopodobniej moją niedostatecznie długą praktyką w niefizycznym postrzeganiu, a nie negatywnym wymiarem wizji. Bez wątpienia odebrałem ją jako coś pozytywnego. Przejdźmy więc do konkretów.

Po chwili, wokół oka zaczął formować się fraktalny wzór podobny do trójkąta. Jeśli nie wiecie, czym są "fraktale", proszę wygooglujcie. Będzie Wam wówczas łatwiej wyobrazić sobie to, co ujrzałem. Oko wraz z fraktalem zaczęło się kręcić. Rozgałęzienia fraktala ciągle rosły i znikały. Całość była raz nieco bliżej mnie, a raz nieco dalej. Wszystko znajdowało się w powolnym, obrotowym ruchu. Coś niesamowitego. Zaskoczony tym, co widzę, próbowałem udowodnić sobie na wszelkie możliwe sposoby, że nie jest to zależne ode mnie oraz mojej wyobraźni, a że jest to wizja pochodząca od Kogoś/Czegoś lub po prostu skądś indziej. Tak też było w rzeczywistości - niezależnie od tego o czym myślałem, wizja po prostu trwała. Wszystko działo się w sposób niepowiązany z moją mocą twórczą, czułem to.

Postanowiłem, że spróbuję nawiązać kontakt z Kimś, kto jest źródłem wizji. Wysłałem więc mentalne zapytanie. Ciężko jest mi przetłumaczyć je na język werbalny. Było to w rzeczywistości połączenie czterech pytań: Kim jesteście? Jak Was znaleźć? Jak Was zidentyfikować? Czy możecie dać mi jakiś znak? Dokładnie w tym momencie, w którym sformułowałem swoje pytanie - nawet bez tysięcznej sekundy zwłoki - otrzymałem odpowiedź. Poczułem ją mentalnie oraz zobaczyłem na tle oka wirującego wraz z fraktalnym trójkątem. Odpowiedź była jasna, wyraźna i jednoznaczna. Było nią słowo "Gaon". Mam wrażenie, że przyjąłem to słowo właśnie w takiej formie, z pierwszą dużą literą. Poza tym miałem bardzo silne wrażenie podpowiadające mi, że to coś jest nie tylko Ich identyfikatorem, lecz czymś w równej mierze dotyczącym mnie. To kolejna impresja, której nie jestem w stanie uzasadnić.

Przyznam szczerze, że byłem mocno zaskoczony. Nigdy nie słyszałem czegoś takiego jak "Gaon". Kompletnie nie wiedziałem co to znaczy. Miałem wówczas ochotę wyrwać się z wizji i sprawdzić w Internecie znaczenie tego słowa. Postanowiłem jednak wykazać się cierpliwością i pozostać w tym stanie tak długo, jak to tylko jest możliwe. Wszystko miało się jednak ku końcowi. Po chwili obracający się fraktal z okiem w środku zaczęły znikać, a jego miejsce zajęły barwne hipnagogi. Otworzyłem oczy. Nie wiem do końca dlaczego, ale byłem nieprawdopodobnie wzruszony. W pośpiechu wpisałem w wyszukiwarkę słowo "Gaon". Ma ono kilka znaczeń, a raczej zastosowań, choć jedno główne. Nie będę ich tutaj opisywał. Proszę, abyście sami to sprawdzili, jeśli oczywiście chcecie. W sumie wyjaśnienie tego słowa nie rozwiązało zagadki, a wręcz ja pogłębiło, przynajmniej jednak dowiedziałem się, że słowo "Gaon" istnieje. Wzruszyłem się jeszcze mocniej. Zsunąłem się z krzesła na podłogę, byłem przygnieciony namacalnością i symbolizmem wizji. Mimo wszystko było to pozytywne uczucie. Zalany łzami zdobyłem się na powrót do świata skrytego za powiekami. Zamknąłem oczy, chwila relaksu... i znów byłem gotów. Wysłałem mentalne zapytanie: "Dlaczego? Dlaczego akurat słowo Gaon?" Odpowiedź była równie natychmiastowa co ostatnio. Brzmiała ona: "Nie pytaj "dlaczego", lecz "po co".

Długo zajęło mi dojście do siebie. Co ciekawe, gdy jakąś godzinę po tym z powrotem wziąłem się do pracy, wokół swojej lewej dłoni zobaczyłem tęczową aurę.

Jako ciekawostkę (być może kluczową) dodam, że wizji o oku i fraktalu doświadczyłem słuchając piosenki "Distant Horizons", która jest soundtrackiem jednej z edycji gry Skyrim. W ogóle nie gram na komputerze, niemniej jednak kawałek ten akurat wczoraj podesłał mi jeden z przyjaciół. Pierwszy raz włączyłem go dziś rano, czyli kilka godzin przed wizją. Od razu bardzo mi się spodobał. Wychodząc z założenia, że gra musi być tak dobra jak utwór, postanowiłem zobaczyć trailer dokładnie tej edycji Skyrima. Na sam koniec filmiku, w ostatniej scenie pojawił się następujący napis: "11.11.11". Nie wiem co to oznaczało, lecz prawdopodobnie datę wydania tej części gry. Tak czy inaczej, oglądając ten napis, nasunęła mi się następująca myśl. Otóż numerologia mojego imienia to 11, nazwiska również 11. Pomyślałem sobie, że gdyby również data mojego urodzenia była jedenastką, to zagrałbym w tę grę, bo pasowałaby do mnie symbolicznie! (Data mojego urodzenia daje jednak wartość 7). Zostawiłem tę myśl i oddałem się obowiązkom. Wizja, której dotyczy ten post wydarzyła się jakieś 5 godzin później. Naturalną koleją rzeczy postanowiłem sprawdzić wartość numerologiczną słowa "Gaon". Wynosi ona jeden. Pomyślałem więc automatycznie o końcówce trailera, który widziałem rano. Do tego jednak jeszcze wrócimy.

Nakreślę tło konieczne do zrozumienia dalszych wydarzeń. Ostatnimi czasy miewam częsty sen, który zawsze wygląda tak samo. Stoję na brzegu morza, odarty z ubrań. Woda jest wzburzona, niebo pełne postrzępionych chmur. Przeszywa mnie przejmujące uczucie wyobcowania, samotności, końca. Mam wrażenie, że jest to wyspa, a nie ląd kontynentalny. Ostatnimi czasy sen ten jest coraz wyraźniejszy i coraz częstszy. Już kilka miesięcy temu postawiłem tezę, iż być może - w zgodzie z teorią ojców OOBE - jest to jedna z części zbiorowego mnie-tam, która umarła kiedyś na morzu i nie została odzyskana. Nawet przedwczoraj omawiałem tę kwestię z jednym z moich przyjaciół. Dlaczego jednak o tym mówię? Otóż jakąś godzinę po wizji z fraktalem i okiem ponownie wprowadziłem się w stan relaksacji, po czym miałem okazję doświadczyć kolejnej, następującej wizji:

1. Widzę mężczyznę około 30 lat. Uroda południowca, lecz prawdopodobnie także wpływy północnoafrykańskie. Podobny do Sallaha z serii filmów o Indianie Jonesie. Ma gęsty zarost i lekko zaniedbane zęby. Śmieje się szczerze, radość bije z jego oczu. Czuć od niego dziecinne dobro, lecz jednocześnie nutkę twardogłowia i upartości. Mam wewnętrzną pewność, że człowiek ten pracuje na statku.
2. Widzę tego samego mężczyznę, lecz starszego o jakieś 10 lat. Ewidentnie ma obecnie wyższy stopień. Jest jednak skrajnie zaniedbany, ma popsute zęby. Emanuje od niego zła energia, krzyczy na poddanych, jest niemiły.
3. Mężczyzna ma jakieś 48 lat. Jest bardzo wysoki rangą, a także wyraźnie bogatszy. Chodzi po statku w wojskowym stroju, wydaje rozkazy. Jest stanowczy, ale opanowany. Wygląda o niebo lepiej, nawet jego zęby są ładne, wręcz idealnie białe.
4. Widzę tego samego mężczyznę jakiś rok później. Znów się zaniedbał. Wygląda chyba gorzej niż kiedyś. Jest chodzącym kłębkiem nerwów. Czuć od niego złą energię.
5. W tym momencie dostaję mentalną wiadomość o tym człowieku. Dowiaduję się, że ma on problemy z panowaniem nad sobą. Łatwość do uzależnień wzięła nad nim górę. Morze wycisnęło z niego mnóstwo złych cech. Dostał życiową szansę, potężny awans i bogactwo, ale to tylko przyspieszyło jego upadek. Poza tym wyczuwam, że ktoś się o niego śmiertelnie martwi. Kiedy odczytywałem tę Rotę, miałem wrażenie, tak jakbym czytał o niektórych schematach zaczerpniętych z mojego życia lub osobowości, tylko że wszystko w ogrooomnej hiperboli.
6. Widzę wypadek statku. Główny bohater traci równowagę w nogach, statek kołysze się coraz mocniej. W końcu człowiek ten chyba uderza w coś głową, lecz tego nie jestem pewny.
7. Moim oczom jawi się następująca scena. Widzę pokój w drewnianym stylu wysoki na jakieś 8 metrów. Na dole, na podłodze stoi ciemna, solidna trumna. Od sufitu pokoju, aż do samej podłogi prowadzą schody. Ktoś zaczyna kroczyć nimi w dół. Na początku widać jedynie nogi. Kobiece nogi. Są zgrabne, kształtne. Kobieta nosi spodnie materiałowe 'w kant'. Powabne kształty sugerują młody wiek damy, niemniej jednak im dalej schodzi ona po schodach, tym więcej jej ciała widać. Od pasa w górę zaczynam zauważać, że jest ona starsza wiekiem. Może mieć od 60 do 75 lat, naprawdę nie jestem w stanie tego określić. Jest szatynką, ma rzadkie i zmarniałe włosy oraz mnóstwo zmarszczek. Na jej twarzy maluje się niesamowite uczucie przejęcia i rozpaczy. Matczyny instynkt, który nakazuje rodzicielce rzucić się za dzieckiem w ogień, choćby miało to przynieść jej jedynie śmierć. Ten stan, połączony jednak z wyraźną nutą strachu i bezradności... właśnie to było wypisane na jej twarzy. To koniec wizji.

Dodam jeszcze, że scena numer 7 była dla mnie najbardziej emocjonująca. Wróćmy do przydługiego wstępu, w którym wyjaśniam swoje położenie. Moi rodzice, a szczególnie mama w jakiś nieopisany sposób przeczuwa, że moje poglądy są zupełnie inne niż kiedyś. O niczym nie musiałem jej mówić. Ona po prostu czuje, że nie jestem sercem w religii, w której zostałem wychowany. Mama przechodzi nieopisane katusze, ponieważ obawia się, że 'porzucę Boga i umrę w Armagedonie'. Panicznie boi się mnie stracić. Ta przesadzona emocja istniała między nami praktycznie zawsze, nawet w czasach, gdy jeszcze praktykowałem religię z rodzicami, tyle że wtedy obejmowała ona inne aspekty życia. To taka luźna analogia do wizji. Być może nie złapiecie tego, ponieważ jest to moje intymne doświadczenie. Mam jednak nadzieję, że uda się Wam zrozumieć. Przede wszystkim możecie mi wierzyć, że czuję nieprawdopodobne podobieństwa między wizją o Kapitanie a moim życiem.

Jakie wyciągnąłem wnioski? Nie chcę śpieszyć się w ich wysuwaniu, niemniej jednak stworzyłem pewną hipotezę. Możemy założyć, że Gaon, to imię, które należy do Mnie-Tam albo do astralnej wersji mnie. Powiedzmy, że dziś wreszcie udało mi się połączyć z "Bazą". Poprzez odpowiednią piosenkę i trailer, ci z Ja-Tam pokazali mi ważny symbol: 11.11.11. Jako że zarówno moje imię, jak i nazwisko mają wartości 11, zrozumiałem, że brakuje jednej jedenastki. Za kilka godzin poznałem słowo Gaon, które ma wartość 1. Do pełni brakuje tylko jednej jedynki. Pozostaje więc sen z rozbitkiem na wyspie, który jest prawdopodobnie główną postacią wizji o Kapitanie. Być może utknął po śmierci na plaży i nie może dostać się do Fokusa 27? Być może Kapitan to pozostała "jedynka", którą mam za zadanie odszukać i odprowadzić do Domu? Nie chcę zbytnio wypływać na morze dywagacji, niemniej nikt nie może zabronić mi stawiania logicznych hipotez. Jestem pewien, że wyjaśnienie zagadki przyjdzie w odpowiednim czasie.

« Następny starszy · Notatnik Finn’a · Następny nowszy »

Komentarze

post 11.09.2018 - 21:01
Komentarz #1


Dusza Towarzystwa
*******

Grupa: Validating
Postów: 1,265
Dołączył: 25.07.2009
Skąd: świat snów
Nr użytkownika: 7,269



Odpowiedź była równie natychmiastowa co ostatnio. Brzmiała ona: "Nie pytaj "dlaczego", lecz "po co".

Pytanie jest jednocześnie odpowiedzią. Odpowiedź jest jednocześnie pytaniem.
Źródło nie ma początku ani końca. A jeżeli istnieje początek źródła, to jest on i końcem.
Go to the top of the page

 
« Następny starszy · Notatnik Finn’a · Następny nowszy »