Weekend to idealny czas na ćwiczenie wychodzenia.
Już w piątek po pracy poczyniłem przygotowania. Co prawda wciąż jestem na etapie ćwiczenia głębokiej relaksacji, jednak zawsze jest szansa, że wyjdę w trakcie 4+1.
Mój plan ćwiczeń wygląda tak:
o 21:00 ćwiczę metody z książki Monroe'a czyli głęboka relaksacja aż do wyłączenia zmysłów -> opanowanie wibracji -> enter the matrix
Wciąż nie potrafię wyłączyć zmysłów...
o 3:00 budzą mnie dwa budziki, i po godzinie staram się wyjść za pomocą 4+1.
W metodzie Moena mam pewien problem. Moje lewe udo nie chce się zrelaksować, i "dyga" za każdym razem kiedy pogłębiam trans. To dosyć irytujące, bo parę lat temu, kiedy codziennie przeglądałem ostatnie strony "Życia przed życiem" potrafiłem przestać odczuwać ciało od szyi w dół jednocześnie oglądając telewizję i rozmawiając z rodziną.
Metoda 4+1 nie wywaliła mnie jeszcze w astralne przestworza, chyba z tego samego "dygającego" powodu. Mimo to warto było budzić się skoro świt i próbować, bo gdy zrezygnowany usnąłem, miałem serię krótkich i intensywnych LDów w których przeżywałem OOBE. Fajne to było.
Po przebudzeniu, mrowienie na ciele uzyskane podczas relaksacji wciąż nie ustępowało, i odczuwałem znajomy ucisk na czole, skroniach i między półkulami mózgu.
Dawniej próbowałem się autohipnotyzować żeby poznać swoje wcześniejsze wcielenia. Metodę wziąłem z książki "Życie przed życiem" Raymonda Moody'ego. Znalazłem ją kiedyś na strychu. W sumie nie poznałem poprzednich wcieleń, ale poznałem świetną metodę na szybką regenerację sił po wysiłku, relaks, odstresowanie i bezinwazyjny środek nasenny.
Pewnej parnej, letniej nocy nie mogłem zasnąć. To była taka noc, kiedy każde ułożenie ciała było niewygodne. Zacząłem się autohipnotyzować... W krótkim czasie przestałem czuć swoje ciało, i leżałem tak przez długi czas z nadzieją, że zaraz zasnę. Zamiast zasnąć, nagle poczułem się zamknięty we własnym ciele jak w pudełku. Widziałem przed sobą czarną kopułę, z maleńkimi błyskającymi iskrami i przestałem mieć wpływ na swoje ciało, które zdawało się spać. Słyszałem tylko rytmiczny, głęboki oddech i niezidentyfikowany pisk. Jako psycholog amator wytłumaczyłem sobie, że udało mi się uśpić ciało, i pozostać świadomym. Wystraszyłem się, że będę musiał spędzić cały czas zamknięty we własnym ciele, aż do świtu. Spanikowany zacząłem szamotać się, aż udało mi się ruszyć własnym ciałem. Dzisiaj żałuję, że nie poszedłem dalej... heheheheh gdybym wtedy wiedział tyle ile wiem teraz... Tamto wydarzenie zniechęciło mnie do eksperymentów z autohipnozą. Dlatego dzisiaj praktycznie zaczynam wszystko od początku.
Znalazłem książkę i przypomniałem sobie to, co dawało mi tak duże rezultaty w relaksacji.
Oczywiście rozluźniałem po kolei wszystkie partie mięśni, ale zapomniałem o jednym: Skupieniu na ciężarze ciała. To właśnie wmawianie sobie, że moje ciało jest ciężkie, że wgniata się w łóżko powodowało szybkie "znieczulenie".
A skurcze mięśni mogą być efektem picia dużej ilości kawy. Kawa wypłukuje magnez, a niedobory magnezu powodują skurcze mięśni. W poniedziałek kupię sobie magnez, i postaram się pić mniej kawy...
To tyle na dziś. Widok Okładki "ŻPŻ" przywołał we mnie dawne chęci do odkrywania swojej parapsychicznej natury. A teraz lecę się relaksować.
Powered by IP.Blog
© Invision Power Services