|
|
Dziś miałam total wyjście Astralne. Wczoraj rozmawiałam z Amenem, że rzadko wychodzę talk przyziemnie, u siebie w pokoju. Często wywala mnie w dalekie strony i dziwne sytuacje. I dostałam swoje przyziemne wyjście w wielkim stylu. Długo nie spałam zafascynowana nową teorią cymantyką. Czytałam do 3 w nocy. Potem długo leżałam podekscytowana tymi teoriami i ich odzwierciedleniem w mnóstwie dziedzin... Nuciłam w myslach swoją mantrę, swój ton, swoja wibrację... Cos nowego dla mnie! i dopadły mnie wielkie wibracje. Lezałąm w nich długo, moze z godzine nawet mysląc o tych drganiach strun i mantrując sobie. Przez chwile juz pomyślałąm by zasnąc kiedy wyszłam z ciała tak wyraxnie i pełnymi zmysłąmi czucia. Postanowiłam z pasją, że chce sprawdzać dokładnie czucie wszystkiego w stralu. Zaczęłam od szorstkości dywanu. Stałs ie wielki (albo ja mała). chwytałam go i pocierałam dłonią. Cieszyłam sie jak dziecko na łace łapiąc kwiatki i motylki poznając świat - nowy wspaniały swiat. Powoli z namaszczeniem wsuwałam dłoń w rózne materie - ściane, drzwi, i dokłądnie obserwowałam na ile rzadsza jest ta materia bo przeciez jakąś gęstość ma. Poniewaz czuje na dłoni i ręce cos w co ją wkładam. Jakby w naelektryzowana lekko masa. jakby z drobinkami wiórkami takimi. To sciana. Okno - szyba inaczej, jak kisiel suchy. Albo czasem jak zastygła woda. Bawiłam się doświadczając - wkładałam i wyciągałam dłoń. Potem stope czy całą postać. Słabo widziałam. Bardzo zmeczona byłam więc próbowało mnie wciągnąć w sen. Ale podekscytowanie nie pozwoliło. Sprawdzałam wszystko co możliwe. Wykręcałam dłoń dookoła w spirale, wyciągałam na 3 metry, wyskoki w tył i to w zwolnionym tempie jak w stanie nieważkości... zabawa wspaniała. Wylot przez okno, powrót na wstecznym. Wylot przez scianę na dach. Nieznany mi dach. Patrzyłam w niebo granatowe błyszczało od gwiazd. Lot miedzy dachami - zabawa w zoom "oczami"... Potem może cos jeszcze dopiszę... wracam do pracy. Ech co za noc... ile spałam? nie wiem, może do rana wcale? , ale wypoczęta jestem na maksa...;))))****** Dodam, ze analizowałam z pasja dokładnie wibracje w których byłam. mantrując w myślach (bo głośno nie mogłam z powodu śpiącej rodzinki, mogliby sie nieco zdziwić) obserwowałam zmiany jakie zachodzą w wibracji. Nasilenie na aaaa, spadek na inne, total wibrowanie na aaaajjjj , itp. Również częstotliwość iiii na całej prawie oktawie... U każdego będzie inaczej jak mniemam...
Edit. Wyszło, ze musze sie tłumaczyć... więc robie to. Probowałam podejść do Darka by spostrzec jego wnętrze nie zaburzone. Moje wyjście które tu opisuję, było sukcesem. Odcięłam sie od wszystkich i indukowałam, że dotrze do mnie ten kto zakomunikuje cos sercem. Prawdziwym wnętrzem. Zaprosiłam ich. Ulzyło mi, gdy Darek pojawił sie właśnie wtedy i dotarłam do jego sedna - zdjął maskę symbolicznie. Odsłonił siebie prawdziwego i wymienilismy miłość. Jest bardzo smutno u niego w środku jakoś. Chciałam mu pomóc razem z Sonickiem.Dac mu troche światła. To wszystko. Na drugi dzień nie czułam juz Conchity kiedy przyszłam do niej by podarować fioletową poduszkę w złote wyszywane wzory...I zastałam jej komentarz. Dlatego tłumaczę... i milknę. reszte zostawiam bez zmian. Może to dziwne, że powiem to na tym forum, ale długo nie mogłam przełamać sie do Darka S. Kiedy czytałam jego książkę był inny etap w jego życiu. Kiedy weszłam na forum dostrzegałam czerń która mnie piekła. Nie miałam sił się z tym mierzyć więc omijałam. Wczoraj poczułam go na swojej fali. Może musiałam wejść w ciemny korytarz by go znaleźć? Może on wyszedł kawałek w moja stronę? Nie byłam sama. W ciepłej ciemności oświadomiałam. Lewitowałam w nicości. Naprzeciw tak samo lewitował Sonic3. Między nami pojawił się Darek. Miał na sobie maske początkowo białą (podobną hokeistów) Poprosiłąm by ją zdjąl bo sie boję. Zdjął z oporem jakby. Ale stracił fizyczny wygląd. Stał sie przezroczysty. Patrzyliśmy z Sonikiem na siebie i na niego. Pomyślałam telepatycznie do Sonica - zobacz ile jeszcze ciemnych plam ma Darek. I zobaczylismy plamy na aurze dosć białej, świetlanej lecz bladej. Były czarne jak smoła. Sonic powiedził telepatycznie że chciałby nadać troche koloru. Ale nie może bo nadaje mu własny, a tak nie można. WIęcej nie pamiętam. Ale poczułam to co chciałam. Dziękuję za każdy dobry promyk. Dla każdego, kto przychodzi z dobrymi intencjami zielona herbata nigdy nie stygnie. ***Kocham***
Ciesze się, że w AP jest taka wspaniała atmosfera. Dzięki temu robimy naprawdę postępy w rozwoju. Sa nawet małe sukcesy. Każdy pracuje w swoim kawałku kosmosu a te kawałki sa wstanie połączyć się w lekkosci zabawy. Nie, co ja gadam, one sa całością a my świadomiejemy na to. Jak cudownie to odkrywać ze wspaniałymi ludźmi. Każdy jest tak wspaniale indywidualny i tak sie uzupełniamy. Dziękuje Wam. Wiem, że będzie nas coraz więcej. Widzę sporo potencjałów na forum ogólnym. Mam dobre oko ;) to trzecie oczywiście... Tak mi dobrze... odfruwam. Wysokich lotów przyjaciele. Łapcie mojego identa dzis bo mam wysokie loty... ;))))
Rzecz o widzeniu eterycznym w Astralu!!! Własciwie to moje odczucie było takie, jakbym była w kilku płaszczyznach przestrzeniach na raz. Wyszłam z ciała jako dziewczyna w białej sukience w tym samym czasie leżałam sobie naprzeciw przyjaciela i czułam mocne wibrowanie 3 oka Poczułam fale ciepła na czakrze serca Podkreślam, ze te wszystkie rzeczy nakładały sie jakby w tym samym czasie Jestem na polu jakimś - ciemno Przyjaciel lewituje w pozycji leżącej jakby w hipnozie. Ja wysyłam mu promieniem światło do czakr serca i 3oka Do tego momentu można powiedzieć w miarę kontrolowałam "dzianie się" W tym momencie poczułam że nie jestem sama. Obok mnie stoi istota, przygląda sie jakby zaciekawiona. energia męska. Przyjmuje to spokojnie i mowie do niego telepatycznie On wyciąga rękę w stronę przyjaciela i widziałam wiązkę światła wychodzącą z dłoni. Nagle stanęli przede mną oboje przyjaciel i On ale... Wyglądali jak wojownicy z japońskiego komiksu. Z mroku wyłoniły sie postaci bardzo zarysowane jakby światłem Postac 1 świeciła blaskiem oczu i miała zloty pas oraz ciemny płaszcz Przyjaciel miał głowę ptaka ze srebrnymi piórami które odbijały światło, miał skrzydła w kolorze czerwonego wina,pióra. Znów nie widziałam jego oczu ani rąk. Stali przede mną a wiatr jakby rozwiewał im płaszcze, ale wiatru nie czułam. W pozie dumnych wojowników światła, w potędze i spokoju rangi... Spokój i pełnaświadomakontrola sytuacji. Wysłałam im jeszcze zielona spirale która przytuliłam ich obu, owinęłam razem. MIŁOŚĆ...
Wytrącają mnie wibracje po dwóch godzinach snu. Moje niefizyczne oczy otwarte jak talerze. Przed oczami wnętrze domu. Stoje przy schodach. Jest ciemnawo. Zgaszone światła. Miejsce przy schodach drewniane, wieszaki i na nich kurtki. Jak przedsionek czy coś. Przy nim stoi kobieta niewysoka starsza. Poznaje to matka przyjaciela. Opiera się o szafkę koło wieszaków. COś niedobrego z nią sie dzieje. Podtrzymuje się na ręce i opada z sił, słabnie. Ruszam z miejsca i podtrzymuje ją. Sadzam na czymś. Ona siedzi i widzi mnie. Emanuje dobra energią, pełną ciepła. Widać że źle sie czuje. Pomagam jej światłem, sercem. Trzymam ją za rękę chyba i przesyłam światło. Ona sie usmiecha w bólu. Rano piszę maila do przyjaciela i pytam czy ma jakis kącik w domu drewniany z kurtkami. Owszem, ma ! Idzie po pracy i robi zdjęcia domu do wglądu. Taki sam! Identyczny kącik. Pytam o matke jak sie czuła około 24 w nocy. On pyta matki - mówi, ze spała. Przyjaciel pisze mi to w mailu. Mija wieczór, prawie zapominam to zdarzenie i oto co następuje... Nazajutrz dostaję maila w pracy. "wstałem rano i szykuje sie do pracy. Wychodzi matka z pokoju - synu, wstałam bo musze ci cos powiedzieć. Pytałeś wczoraj o 12 w nocy. Przypomniałam sobie. Wstałam gdzies godzine po położeniu, czyli koło 12 to musiało być, byłam bardzo senna i nie pamiętałam. Ale bardzo źle sie poczułam i postanowiłam wstać, by otworzyć okno, duszno mi było. wstałam otworzyłam , potem jak mi ulzyło, zamknęłam i poszłam spać dalej" Tak to mniej więcej było.... Mam nadzieje że powtórzyłam dobrze...;)) |
Moje Albumy
|